Wrocław nie może być miastem obojętności

Fundacja Obserwatorium Społeczne zabrała głos wobec aktów przemocy, których motywacją stają się różnice narodowościowe, etniczne i religijne.

WOJCIECH IWANOWSKI

Nowe Życie

Uroczystości 60 rocznicy tzw. Orędzia Pojednania – wymiany listów
między Episkopatami Polski i Niemiec z 1965 r.
Wrocław, 18.11.2025 r.

Biuro Prasowe KEP

Historia Dolnego Śląska uczy, że słowa mają konsekwencje. Zanim pojawia się przemoc, często wcześniej dokonuje się coś mniej widocznego: drugi człowiek przestaje być postrzegany jako osoba, sąsiad czy współobywatel. Zaczyna być przede wszystkim „obcym”, kimś określanym przez narodowość, język, religię lub pochodzenie.
Właśnie w tym kontekście warto czytać oświadczenie Zespołu Fundacji Obserwatorium Społeczne, opublikowane w reakcji na informacje o aktach przemocy, których motywacją stają się różnice narodowościowe, etniczne czy religijne.
Fundacja podkreśla, że każdy taki czyn wymaga jednoznacznego sprzeciwu. Niezależnie od tego, kto jest sprawcą, a kto ofiarą. W oświadczeniu czytamy, że: „Nie ma i nie może być usprawiedliwienia dla agresji wobec drugiego człowieka ze względu na jego pochodzenie, narodowość, język czy wyznanie”.

Miasto zbudowane przez przybyszów
We Wrocławiu słowa o migracji, utracie domu i spotkaniu z obcym mają szczególny ciężar. Dzisiejsza tożsamość miasta jest przecież w ogromnej mierze konsekwencją jednej z największych w XX wieku zmian granic i przemieszczeń ludności.
Rok 1945 oznaczał koniec niemieckiego Breslau i początek polskiego Wrocławia. Za tym prostym zdaniem kryją się jednak losy setek tysięcy ludzi. Niemieccy mieszkańcy miasta opuszczali swoje domy, a ich miejsce zajmowali przybysze z różnych części powojennej Polski. Wśród nich szczególne miejsce zajmowali przesiedleńcy z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, w tym ze Lwowa i jego okolic. Przyjeżdżali również ludzie z Wielkopolski, centralnej Polski i innych regionów kraju.
Podobny proces dokonywał się na całym Dolnym Śląsku. Nowe społeczności trzeba było tworzyć niemal od początku. Ludzie o różnych doświadczeniach, obyczajach i pamięci rodzinnej spotykali się w miejscowościach, które dla większości z nich były wcześniej zupełnie obce. Zamieszkiwali domy pozostawione przez innych. Oswajali krajobraz, którego historii często nie znali. Budowali parafie, szkoły, instytucje i sąsiedzkie więzi.
Dlatego pamięć Dolnego Śląska nie jest wyłącznie opowieścią o zmianie granic. Jest również pamięcią o wykorzenieniu. O człowieku, który traci miejsce znane od dzieciństwa i musi nauczyć się żyć gdzie indziej.

Dolny Śląsk ziemia wielu historii
Historia regionu nie zaczyna się jednak w 1945 roku. Dolny Śląsk przez stulecia znajdował się na styku kultur, języków, państw i tradycji religijnych. W jego dziejach spotykają się wpływy polskie, czeskie, austriackie i niemieckie. Wrocław był miastem katolików i protestantów, społeczności żydowskiej, ludzi mówiących różnymi językami i należących do różnych kręgów kulturowych.
Nie zawsze było to pokojowe współistnienie. Historia regionu zna konflikty religijne, nacjonalizmy, antysemityzm, wojny i przemoc. Tym bardziej nie należy tworzyć wyidealizowanego obrazu wielokulturowej przeszłości.
Można jednak wyciągnąć z niej ważną lekcję: tożsamość Wrocławia i Dolnego Śląska nigdy nie była jednowymiarowa. Powstawała przez kolejne warstwy historii, z których każda pozostawiła tutaj swoje ślady. Widać to szczególnie w architekturze: świątyniach, kamienicach i cmentarzach. Dostrzegamy to także w książkach i dziełach sztuki, ale przede wszystkim w pamięci ludzi.
W tej pamięci znajdują się również historie tych, którzy w czasach próby potrafili sprzeciwić się pogardzie i wykluczeniu.

Odwaga sprzeciwu
Do dolnośląskiego dziedzictwa należą związani z Wrocławiem Katharina Staritz i Dietrich Bonhoeffer. Ewangeliccy teolodzy, których biografie przypominają, że chrześcijańska odpowiedzialność za drugiego człowieka nabiera szczególnego znaczenia wtedy, gdy jego godność zostaje zakwestionowana.
Katharina Staritz była związana z ówczesnym Breslau i należała do tych przedstawicieli Kościoła ewangelickiego, którzy sprzeciwiali się podporządkowaniu życia kościelnego nazistowskiej ideologii rasowej. Szczególne znaczenie miało jej zaangażowanie na rzecz chrześcijan pochodzenia żydowskiego, którzy byli prześladowani przez państwo, a jednocześnie spotykali się z próbami wykluczenia z własnych wspólnot kościelnych.
Staritz pomagała osobom zagrożonym represjami i sprzeciwiała się odsuwaniu ochrzczonych Żydów od życia Kościoła. Za swoją działalność zapłaciła aresztowaniem i uwięzieniem w obozie koncentracyjnym Ravensbrück.
Jej historia jest szczególnie ważna dla pamięci Wrocławia. Pokazuje bowiem, że sprzeciw wobec dehumanizacji nie zawsze rozpoczyna się od wielkich gestów. Czasem jego początkiem jest prosta odmowa zaakceptowania podziału ludzi na tych, którym należy się pełnia praw i szacunku, oraz tych, których można zepchnąć poza wspólnotę.
Z Wrocławiem i Dolnym Śląskiem związany był również Dietrich Bonhoeffer, jeden z najbardziej znanych teologów ewangelickich XX wieku i przeciwnik narodowego socjalizmu. Urodził się we Wrocławiu w 1906 roku. Gdy nazizm zaczął podporządkowywać sobie niemieckie życie publiczne i kościelne, Bonhoeffer należał do tych, którzy dostrzegali, że chrześcijańska odpowiedzialność nie może ograniczać się do ochrony własnej wspólnoty.
Jego sprzeciw wobec prześladowania Żydów i podporządkowania Kościoła nazistowskiemu państwu prowadził go coraz dalej, aż do zaangażowania w niemiecki ruch oporu. Został aresztowany, a w kwietniu 1945 roku zamordowany w obozie koncentracyjnym Flossenbürg.
Historie Staritz i Bonhoeffera przypominają o jeszcze jednym wymiarze dolnośląskiego dziedzictwa. Chrześcijaństwo nie może ograniczać się do troski o własną wspólnotę wtedy, gdy obok niej krzywdzony jest człowiek.

Miasto Edyty Stein
Do tego samego dziedzictwa należy Edyta Stein – św. Teresa Benedykta od Krzyża. Urodzona w Breslau w żydowskiej rodzinie, filozofka, uczennica Edmunda Husserla, później katoliczka i karmelitanka, została zamordowana w Auschwitz-Birkenau w 1942 roku. Jej biografia skupia w sobie dramat europejskiego XX wieku: spotkanie kultur i religii, poszukiwanie prawdy, ale również doświadczenie systemu, który najpierw dzielił ludzi na kategorie, następnie odbierał im prawa, a ostatecznie także życie.
Przywołanie Edyty Stein w oświadczeniu Fundacji Obserwatorium Społeczne nie jest więc przypadkowe. Jej historia przypomina, dokąd może prowadzić dehumanizacja drugiego człowieka.
Oczywiście nie każda agresywna wypowiedź prowadzi do przemocy i nie każdy współczesny konflikt społeczny można porównywać z totalitaryzmami XX wieku. Historia wymaga wielkiej ostrożności w budowaniu takich analogii. 

Pozostaje jednak ostrzeżeniem przed językiem, który odbiera człowiekowi indywidualność i sprowadza go wyłącznie do przynależności do określonej grupy.
Staritz, Bonhoeffer i Stein reprezentowali różne doświadczenia i tradycje. Ich historii nie należy upraszczać ani zrównywać. Łączy je jednak coś istotnego dla współczesnego Wrocławia: przypomnienie, że wiara nie pozwala pozostać obojętnym wobec odebrania drugiemu człowiekowi jego godności.

Od trudnej pamięci do pojednania
Po doświadczeniu nazizmu, wojny, Zagłady i przymusowych przesiedleń Wrocław stał się również miejscem, z którego wyszedł jeden z najważniejszych impulsów do polsko-niemieckiego pojednania.
Jego symbolem pozostaje kard. Bolesław Kominek.
To właśnie wrocławski hierarcha był jednym z głównych autorów orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku. Słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” należą dziś do najbardziej rozpoznawalnych zdań w historii polsko-niemieckiego pojednania.
Ich znaczenie łatwo jednak osłabić, zamieniając je w historyczny slogan. Tymczasem zostały wypowiedziane zaledwie dwadzieścia lat po zakończeniu wojny. Żyli ludzie, którzy pamiętali okupację, obozy, egzekucje i utratę najbliższych. Żyli również ci, którzy po wojnie utracili rodzinne strony i domy.
Kominek nie proponował zapomnienia o krzywdzie. Pokazywał coś znacznie trudniejszego: że pamięć o doznanym cierpieniu nie musi prowadzić do dziedziczenia nienawiści.
To jeden z najważniejszych elementów duchowego dziedzictwa powojennego Wrocławia. Miasto naznaczone wojną i niemal całkowitą wymianą ludności stało się miejscem, z którego popłynęło wezwanie do pojednania.

Solidarność nie oznacza naiwności
W oświadczeniu Fundacji ważne miejsce zajmuje pojęcie solidarności. Autorzy zaznaczają jednak, że nie oznacza ona bezkrytycznej zgody na wszystko.
Można dyskutować o polityce migracyjnej. Można spierać się o zakres pomocy państwa, zasady integracji, bezpieczeństwo, odpowiedzialność przybyszów czy sposób egzekwowania prawa. W demokratycznym społeczeństwie takie spory są potrzebne.
Żaden spór polityczny i żaden rzeczywisty problem społeczny nie daje prawa do przenoszenia odpowiedzialności jednostki na całą grupę narodową, etniczną czy religijną. Przestępstwo popełnione przez konkretnego człowieka pozostaje jego czynem. Odpowiedzialność powinna być ustalana zgodnie z prawem, a nie według narodowości.
Podobnie solidarność z osobą, która padła ofiarą przemocy, nie oznacza rezygnacji z oceny faktów. Oznacza natomiast odmowę zaakceptowania sytuacji, w której czyjeś pochodzenie staje się usprawiedliwieniem agresji.

Odpowiedzialność za słowa
Fundacja zwraca uwagę także na odpowiedzialność za język debaty publicznej. To szczególnie istotne w świecie mediów społecznościowych, gdzie pojedyncze wydarzenie może w ciągu kilku godzin zostać przedstawione jako dowód winy całej grupy.
Emocja rozprzestrzenia się szybciej niż sprostowanie. Oburzenie łatwiej zdobywa uwagę niż spokojna analiza. Język opisujący „ich” i „nas” może bardzo szybko zacząć zastępować rozmowę o konkretnych ludziach i konkretnych wydarzeniach.
Dlatego wezwanie do odpowiedzialności za słowo nie oznacza postulatu przemilczania problemów. Przeciwnie – problemy należy nazywać. Przestępstwa powinny być ścigane, a prawo konsekwentnie egzekwowane. Odpowiedzialność wymaga jednak, aby nie wykorzystywać pojedynczych tragedii do budowania zbiorowej niechęci.
Przywołane w oświadczeniu słowa bł. kard. Stefana Wyszyńskiego: „Kto nienawidzi, ten już przegrał”, nabierają w tym kontekście bardzo konkretnego znaczenia.

Głos społeczeństwa obywatelskiego
Fundacja Obserwatorium Społeczne podkreśla również, że zabiera głos jako organizacja pozarządowa działająca na rzecz dobra wspólnego i zaangażowana w życie społeczne.
To ważny wymiar oświadczenia. Odpowiedzialność za jakość wspólnoty nie należy wyłącznie do państwa, samorządu czy instytucji kościelnych. Należy również do społeczeństwa obywatelskiego: organizacji społecznych, stowarzyszeń, fundacji, lokalnych wspólnot i wreszcie każdego obywatela.
Dlatego w oświadczeniu pojawia się wezwanie do współpracy instytucji publicznych, Kościołów, organizacji społecznych i mieszkańców. Przeciwdziałanie przemocy i wykluczeniu nie może być zadaniem jednej instytucji czy jednego środowiska.

Wrocław jako zobowiązanie
Wrocław chętnie określa siebie mianem miasta spotkania. Hasło to ma jednak sens tylko wtedy, gdy nie pozostaje elementem miejskiej promocji, lecz staje się zobowiązaniem.
Miasto spotkania nie jest miastem bez sporów. Nie jest miejscem, w którym wszyscy muszą mieć takie same poglądy na migrację, politykę, religię czy przemiany społeczne. Spotkanie zakłada przecież różnicę.
Chodzi o coś bardziej podstawowego: o uznanie, że po drugiej stronie tej różnicy stoi człowiek, którego godność nie zależy od narodowości, języka, wyznania ani politycznych przekonań.
To właśnie tutaj spotykają się historia i teraźniejszość Dolnego Śląska.
Region zbudowany w znacznej mierze przez ludzi, którzy sami kiedyś musieli zaczynać życie w nowym miejscu, powinien być szczególnie wyczulony na mechanizmy wykluczenia. Miasto Kathariny Staritz i Dietricha Bonhoeffera powinno pamiętać o odpowiedzialności chrześcijanina za człowieka zagrożonego odrzuceniem. Miasto Edyty Stein powinno wiedzieć, jak niebezpieczny staje się świat, gdy w drugim człowieku przestajemy widzieć osobę. Miasto kard. Bolesława Kominka powinno zaś pamiętać, że pojednanie wymaga odwagi większej niż podtrzymywanie wrogości.
W tym sensie określenie „miasto spotkania” nie jest jedynie opisem Wrocławia. Jest zadaniem.
Dlatego końcowy apel Fundacji Obserwatorium Społeczne wykracza poza reakcję na pojedyncze akty przemocy.
„Niech Wrocław pozostanie miastem spotkania, dialogu i pojednania – wiernym dziedzictwu kardynała Kominka i Edyty Stein. Niech będzie również wspólnotą, w której godność każdego człowieka, solidarność i troska o dobro wspólne znajdują wyraz nie tylko w słowach, lecz także w codziennych postawach i działaniach” – napisali autorzy oświadczenia.
To nie tylko odwołanie do przeszłości. To pytanie o to, jaki Wrocław i jaki Dolny Śląsk chcemy wspólnie tworzyć dzisiaj.

Pełna treść oświadczenia Zespołu Fundacji Obserwatorium Społeczne dostępna jest na stronie Fundacji:
https://obserwatoriumspoleczne.pl/2026/08/10/oswiadczenie-fundacji-obserwatorium-spoleczne/