Czas na zmiany

W ciągu jednej minuty przez internet przepływają miliony wiadomości, komentarzy
i obrazów. Większość z nich znika niemal natychmiast. W cyfrowym świecie słowa żyją
krócej niż kiedykolwiek wcześniej, lecz mają większą moc oddziaływania.
Walka o uwagę stała się jednym z najważniejszych procesów kulturowych
naszego wieku, a język – jego podstawowym narzędziem.

JUSTYNA JANUS-KONARSKA

Wrocław

Przeciętny użytkownik smartfona jeszcze przed śniadaniem przeczyta więcej krótkich komunikatów niż mieszkaniec XIX-wiecznego miasta przez kilka tygodni. Powiadomienia, wiadomości, nagłówki, komentarze, reklamy, posty i filmy przesuwają się przed oczami w niekończącym się strumieniu informacji. Każdy z tych komunikatów walczy o coś niezwykle cennego – o kilka sekund naszej uwagi.
Na długo przed pojawieniem się internetu kanadyjski badacz mediów Marshall McLuhan zauważył, że nowe technologie komunikacyjne wpływają na społeczeństwo znacznie głębiej, niż zwykle zakładamy. To on sformułował słynną tezę, że „medium jest przekazem”. Książka nie była dla niego jedynie nośnikiem wiedzy. Kształtowała sposób myślenia. Uczyła cierpliwości, linearności i koncentracji. Gazeta organizowała rytm codzienności. Radio przywracało znaczenie głosu. Telewizja uczyniła obraz głównym bohaterem kultury masowej.
Internet zrobił coś jeszcze bardziej radykalnego. Połączył wszystkie wcześniejsze media w jednym urządzeniu mieszczącym się w kieszeni. Tekst spotkał się z obrazem, obraz z dźwiękiem, a wszystko to zostało wyposażone w możliwość natychmiastowej reakcji. To właśnie dlatego nie wystarczy powiedzieć, że internet zmienił sposób komunikowania się. On zmienił warunki, w których komunikacja w ogóle się odbywa. Dawny czytelnik siadał z gazetą lub książką. Dzisiejszy użytkownik przesuwa ekran. Dawniej komunikat miał czas. Dziś ma sekundy. Dawniej treść czekała na odbiorcę. Dziś musi o niego walczyć.
Kultura rozproszenia
Psychologowie zwracają uwagę, że współczesny człowiek funkcjonuje w warunkach permanentnej konkurencji komunikatów. Dlatego ekonomiści i medioznawcy coraz częściej mówią o gospodarce uwagi.

W EPOCE
PRZEMYSŁOWEJ
NAJWAŻNIEJSZY BYŁ
KAPITAŁ. W EPOCE
INFORMACYJNEJ –
WIEDZA. W EPOCE
CYFROWEJ
NAJCENNIEJSZYM
ZASOBEM OKAZUJE
SIĘ LUDZKA
KONCENTRACJA.

Nieprzypadkowo największe firmy technologiczne nie sprzedają produktów w tradycyjnym sensie, lecz sprzedają czas spędzany przez użytkowników przed ekranem.
Największą zagadką psychologii współczesnych mediów nie jest to, dlaczego publikujemy tak dużo treści. Znacznie ciekawsze jest pytanie, dlaczego niektóre z nich przyciągają miliony odbiorców. Odpowiedź kryje się w biologii naszego mózgu. Przez setki tysięcy lat ludzie musieli zwracać szczególną uwagę na sygnały związane z zagrożeniem, nowością, zmianą lub możliwością zdobycia ważnej informacji. To właśnie dzięki temu nasi przodkowie przetrwali. Współczesne media wykorzystują te same mechanizmy. Przyciągają nas nagłówki obiecujące tajemnicę, chętnie klikamy na informacje o konfliktach i zatrzymujemy wzrok na treściach budzących emocje. Internet nie wymyślił ciekawości. Odkrył jedynie, jak skutecznie ją wykorzystywać. 

W tym sensie magia mediów cyfrowych nie jest magią technologii, lecz ludzkiej psychiki.
Internet zmienił również nasze role w komunikacji. Każdy użytkownik może być jednocześnie odbiorcą, autorem, komentatorem i dystrybutorem informacji. Granice pomiędzy tymi funkcjami zaczynają się zacierać. Życie artykułu w sieci nie kończy się w momencie publikacji, lecz toczy się w komentarzach, mediach społecznościowych i dyskusjach. Czasami reakcje odbiorców okazują się równie ważne jak sam tekst. W rezultacie język przestaje być jednostronnym komunikatem. Staje się procesem społecznym.
Algorytm jako nowy redaktor
Jeszcze kilka dekad temu nowe słowa potrzebowały lat, aby wejść do powszechnego obiegu. Dziś wystarczy kilka dni. Media społecznościowe przyspieszyły tempo ewolucji językowej do poziomu wcześniej nieznanego. Powstają nowe zwroty, znikają stare. Popularność zdobywają wyrażenia, których jeszcze miesiąc wcześniej nikt nie używał. Język coraz bardziej przypomina żywy organizm reagujący na każdą zmianę otoczenia.
Jeszcze niedawno o tym, co trafi do odbiorców, decydowali redaktorzy, wydawcy i dziennikarze. Dzisiaj coraz częściej ich rolę przejmują algorytmy. Nie kierują się one jednak kategoriami prawdy, jakości czy znaczenia. Analizują zachowania użytkowników. Obserwują, co przyciąga uwagę i jak długo ją utrzymuje. To dlatego niektóre treści rozprzestrzeniają się błyskawicznie, podczas gdy inne pozostają niemal niewidoczne. W historii kultury nigdy wcześniej matematyczne wzory nie miały tak dużego wpływu na obieg języka. Piszemy więc nie tylko dla ludzi. Coraz częściej piszemy także dla systemów, które decydują o widzialności naszych słów.
Czy język przegrywa? Łatwo ulec pokusie pesymizmu; narzekać na skróty, uproszczenia i dominację emocji. Wielu komentatorów właśnie w ten sposób opisuje kulturę cyfrową. Historia uczy jednak ostrożności. Podobne obawy pojawiały się po wynalezieniu druku, później wobec gazet, następnie względem radia i telewizji. Każda nowa technologia komunikacyjna budziła lęk, że zniszczy wcześniejsze formy kultury. Tymczasem rzeczywistość okazywała się bardziej złożona. Internet nie zlikwidował języka. Nie odebrał ludziom potrzeby opowiadania historii. Nie zniszczył potrzeby rozmowy. Zmienił jedynie warunki, w których te potrzeby są realizowane.
Nowa kultura słowa
Być może najważniejsza zmiana dotyczy nie samych słów, lecz naszej relacji z nimi. Przez stulecia język pisany był przede wszystkim narzędziem przekazywania wiedzy i organizowania pracy. Dzisiaj nadal pozostaje tym wszystkim, ale jednocześnie staje się narzędziem budowania obecności w świecie cyfrowym.
Publikując post, wysyłając wiadomość czy komentując wydarzenia, nie tylko przekazujemy informacje, lecz także uczestniczymy w dialogu społecznym, budujemy tożsamość. Słowa stają się śladem – dowodem, że byliśmy, myśleliśmy, reagowaliśmy. To właśnie dlatego analiza języka internetu jest czymś więcej niż badaniem nowych słów czy komunikacyjnych mód. To próba zrozumienia kultury, która rodzi się na naszych oczach.