Przyjmować z wdzięcznością

Potrafimy wiele dawać, przygotowywać przemyślane prezenty. To nie jest trudne, chyba
że trzeba wybrać podarunek dla kogoś, kto wszystko ma i niczego nie potrzebuje. A może
to właśnie my tacy jesteśmy i coraz trudniej jest nas czymś ucieszyć?

PAWEŁ TRAWKA

jałmużnik arcybiskupi

DEPOSITPHOTOS

Teoria języków miłości Gary’ego Chapmana jako jeden ze sposobów okazywania przywiązania wymienia język prezentów. Dla niektórych to właśnie mniejsze i większe podarunki stają się sposobem wyrażania miłości lub jej przyjmowania. To bardzo naturalny język dla dzieci. Ich radość z otrzymania nawet drobnego upominku jest szczera, spontaniczna i pełna entuzjazmu.
Z wiekiem jednak coś się zmienia. Można niemal założyć, że osoby starsze powiedzą: „Nic mi nie trzeba”, „Nie potrzebuję pomocy”, „Poradzę sobie sam”, „Innym na pewno wiedzie się gorzej”. W pracy z osobami potrzebującymi spotykam się z tym bardzo często. Szczególnie dotyczy to seniorów. Przeżyli wojnę lub jej skutki, trudne lata niedoborów, okres transformacji gospodarczej, bezrobocie i niepewność jutra. Nauczyli się oszczędności, zaradności i życia ponad własne siły. Przez dziesięciolecia byli tymi, którzy dawali, troszczyli się o innych i pomagali. Dlatego dziś tak trudno jest im znaleźć się po drugiej stronie – w roli tych, którzy pomoc przyjmują.
Tymczasem przyjęcie pomocy nie jest oznaką słabości. Jest aktem pokory. Stanięciem w prawdzie i pozwoleniem drugiemu człowiekowi na uczynek miłosierdzia względem nas. To pozwalanie bliskim czynić dobro oraz gotowość do jego przyjęcia. Nie w postawie roszczenia czy domagania się, ale w geście wdzięczności, uznania własnych ograniczeń i życzliwego zauważenia dobra od drugiego człowieka. Wszyscy na tym zyskują – zarówno obdarowujący, jak i obdarowany.
Czyż przypowieść o miłosiernym Samarytaninie nie jest również opowieścią o przyjęciu pomocy od człowieka uznawanego za nieczystego, obcego i wrogiego? A zatem, o ile bardziej nasi bliscy, sąsiedzi czy po prostu dobrzy ludzie, którzy chcą nam pomóc, powinni zostać przez nas przyjęci z życzliwością i wdzięcznością?
Tę postawę trzeba w sobie kształtować. To właśnie postawa wspomnianego wcześniej dziecka – ufnego, gotowego na przyjęcie daru. Czy nie brzmi to jak przepis na otwarcie się na łaskę? Na dar miłości i miłosierdzia Ojca, na ofiarę Chrystusa, na niezliczone dary Ducha Świętego? To otwarcie zaczyna się od przyjęcia wyciągniętej dłoni, dobrego słowa czy życzliwego uśmiechu; od rezygnacji z podejrzliwości i nieustannego szukania drugiego dna lub ukrytego interesu.
Było to dla mnie poruszającym odkryciem, kiedy uświadomiłem sobie, że postawa indywidualizmu, tak często kreowana przez współczesny świat, a jednocześnie demaskowana przez kolejnych papieży, nie dotyczy wyłącznie młodych ludzi zapatrzonych w smartfony.

To pokusa, która dotyka również samowystarczalnych seniorów, tak długo zaradnych i przyzwyczajonych do radzenia sobie ze wszystkim samodzielnie. Cecha i umiejętność niezwykle cenna przez większą część życia może w pewnym momencie stać się ciężarem. Zamykając nas na drugiego człowieka, może utrudnić przyjęcie znaków troski i miłości, którymi Bóg nas obdarza. A przecież, jak przypomina papież Franciszek: „Wszyscy jesteśmy żebrakami tego, co istotne – miłości Boga, która daje nam sens życia i życie bez końca” (Homilia w Światowy Dzień Ubogich, 19 listopada 2017).
W tym kontekście warto spojrzeć na przyjmowanie pomocy także oczami tych, którzy chcą ją ofiarować. Odmawiając każdej formy wsparcia, niekiedy nieświadomie odbieramy innym możliwość czynienia dobra. A przecież dobroczynność nie jest tylko pomocą dla potrzebującego. Jest również drogą wzrostu dla tego, kto pomaga.
W modlitwie błogosławieństwa nad nowożeńcami, odmawianej na zakończenie obrzędu małżeństwa, kapłan wypowiada słowa: „Bądźcie w świecie świadkami Bożej miłości, aby strapieni i ubodzy, zaznawszy waszej dobroci, przyjęli was kiedyś z wdzięcznością do wiekuistego domu Boga”. To naturalna droga zdobywania świętości dla samych małżonków – swego rodzaju misja w świecie. Troska o ubogich i okazywanie dobroci strapionym stają się małżeńskim sposobem świadczenia o miłości pochodzącej od samego Boga.
Czas wakacyjnych urlopów, spotkań, odwiedzin, ale także przyjmowania innych w duchu gościnności jest doskonałą okazją zarówno do obdarowywania, jak i do uczenia się przyjmowania, a czasem nawet proszenia o pomoc. Mam świadomość, że wielu seniorów doświadcza dziś samotności. Brakuje bliskich, sąsiadów, a czasem także osób gotowych poświęcić swój czas i uwagę. Nie każdy ma wokół siebie życzliwą sieć wsparcia. Jednocześnie spotykam też osoby, które nawet wtedy, gdy pomoc się pojawia, z trudem ją przyjmują. Jakby przez lata przyzwyczaiły się do tego, że muszą radzić sobie same.
Przekonanie, że nikogo nie potrzebuję; że sam sobie poradzę; że nie chcę nikomu sprawiać kłopotu, jest tak naprawdę egoistyczne. Przecież człowiek, który przez całe życie nie pozwala sobie pomóc, odbiera również innym możliwość kochania.