PIOTR SUTOWICZ

Wrocław

Kto za to odpowie?

Żeby nie trzymać czytelnika w niepewności, od razu odpowiem: My. A o co chodzi? Późne sobotnie popołudnie, koniec maja, wrocławski Brochów. Widzę troje młodych ludzi ze sporą flagą, na niej tęcza ruchu LGBT. Tego dnia przez Wrocław przeszedł tzw. Marsz Równości. Ponoć wzięło w nim udział około 7–8 tys. uczestników. W zeszłym roku podawano znacznie większe liczby, więc najpierw pomyślałem, że ta część lewicowej agendy obyczajowej łapie zadyszkę, ale szybko zdałem sobie sprawę z tego, że optymistą nie powinienem być.
W samej nazwie wydarzenia jest równość, ale ciśnie mi się na usta pytanie: kogo z kim? Tak à propos: w Panu Tadeuszu Adam Mickiewicz w usta Gerwazego wkłada wypowiedź następującą: „Zrobili wynalazek, iż ludzie są równi;/ Choć o tym dawno w Pańskim pisano zakonie”. Wtedy rzecz dotyczyła rewolucji francuskiej, ale muszę przyznać, że udzielił mi się intelektualny sceptycyzm Mickiewicza. Ta dziwaczna równość, którą się promuje, z godnością Bożego stworzenia, o której mówił wieszcz, nie ma nic wspólnego.
Marsze owe są częścią szerszego antywychowawczego trendu, któremu poddawana jest młodzież. A my? W pierwszym momencie rzecz lekceważymy. „Skoro uczestników przychodzi mniej, to dobrze” – myślimy. Ale czy to znaczy, że młodzi ludzie przychodzą w większej liczbie do kościołów? Niekoniecznie. Kto jest temu winien? Znowu my, bo o młodzieży zapomnieliśmy, zajęliśmy się jako pokolenie, ba, kilka pokoleń, swoim życiem, być może zarabianiem pieniędzy albo po prostu, prozaicznie, walką o byt. Zaufaliśmy instytucjom. Zaufanie społeczne do szkoły jest rzeczą dobrą, ale być może zostało nadużyte. Miała ona dobrze uczyć i wychowywać. W tym miejscu nie wypowiem się o pierwszym z tych elementów, lecz mało kto protestował, kiedy w szkołach wprowadzano elementy obchodów miesiąca dumy LGBT, kiedy zachęcano młodzież do brania udziału w „równościowych” akcjach, kiedy Kościół przestawiano jako instytucję opresyjną, a małżeństwo i macierzyństwo jako relikt przeszłości. Katechezę ze szkół wyprowadzono w znacznej mierze również po cichu. Coś tam ktoś mówił, ale głośnej reakcji społeczeństwa nie było. Protesty były owszem, przeciwko edukacji zdrowotnej, jednak trudno powiedzieć, ile tu było oporu światopoglądowego, a ile sprzeciwu rodziców przeciw dokładaniu młodzieży dodatkowych zajęć.
Nie wiem, czy wspomniana przez mnie trójka młodych ludzi przyszła na marsz nakłoniona przez wychowawcę, sama z siebie czy może w środowisku rówieśniczym obecność na wydarzeniu tym była dobrze widziana. Nie wiem, czy rodzice ich aktywność akceptowali, ale za to wszystko odpowiemy kiedyś my. W różnym stopniu, ale nieuchronnie to nastąpi.