
O. OSKAR MACIACZYK OFM
Wrocław
„Czytajcie prasę katolicką!”
Niejeden proboszcz kończy niedzielne ogłoszenia informacją, że w przedsionku kościoła wyłożona jest prasa, i zachęca: „Czytajcie prasę katolicką!”. Coś bym jednak dodał do tego zawołania. Coraz większą rolę odgrywają portale internetowe, zatem w ogłoszeniach zwróciłbym uwagę: „Dobrze wybierajcie, przeglądając internet”. W internetowym gąszczu trzeba rozeznać, co jest katolickie, co jest wartościowe, a co może tworzyć mętlik w głowie.
Steve Jobs, wprowadzając na rynek pierwszego iPhone’a, powiedział, że wraz z tym wynalazkiem cały świat będzie w kieszeni. Dziś już wiemy, że było to ogłoszenie wejścia ludzkości w nową epokę komunikacji. Na przystanku autobusowym ktoś wyciąga z kieszeni urządzenie, by przeczytać najnowszy felieton swojego ulubionego autora. W pociągu można zobaczyć kogoś, kto potrzebuje chwili, by połączyć się z przyjacielem w wideorozmowie.
W latach 60. sprawą mediów zajął się kanadyjski filozof Marshall McLuhan. W czasach boomu rozwoju radia i telewizji podjął on bieżącą i gorącą refleksję budującą teorię mediów, która dziś jest bardziej aktualna niż dekady temu. Zmarł w 1980 r., czyli zanim nastała era powszechnego internetu, ale już wtedy jawił się jako wizjoner tak oczywistej dzisiaj interaktywności.
Wśród licznych postulatów McLuhana jest jeden, który chcę tutaj przywołać. Filozof zwrócił uwagę, że formacji do życia w świecie mediów nie potrzebują jedynie ci, którzy media „robią”, czyli nadawcy radia i telewizji, ale istnieje pilna potrzeba formacji odbiorców tychże mediów. Zaczęto wtedy mówić o krytycznym odbiorze, o podejmowaniu odpowiedzialnych wyborów w kwestii tego, czego słucham i co oglądam, oraz przestrzegać przed byciem biernym słuchaczem i widzem. Chodziło o filtrowanie informacji i podejmowanie świadomej decyzji – Amerykanie już w latach 60. mieli do wyboru 12 kanałów telewizyjnych. Teoriami McLuhana na temat formacji odbiorców mediów zaczęto się na nowo interesować w kontekście poruszania się po stronach internetowych. Tu już nie może być mowy o 12 kanałach… Do tego dochodzi interaktywność, która sprawia, że internauta jest nie tylko odbiorcą, ale zarazem nadawcą.
Istnieje pewna pułapka, w którą mogą wpaść użytkownicy katolickich portali internetowych. To odbiór niesprawdzonych treści w portalach, które mogą być odbierane jako katolickie, a takie naprawdę nie są. W internecie nie znajdziemy znaku, który gwarantowałby katolicką jakość i wiarygodność. Nie ma opracowanego systemu, który natychmiast pomógłby potwierdzić, że jest to portal katolicki. „Czytajcie prasę katolicką!” nie jest więc dziś jedynie zachętą, by ją nabyć w przedsionku

