MAŁŻEŃSTWO (NIE)DOSKONAŁE

Czas to miłość

Relacja, której się nie pielęgnuje, z upływem czasu obumiera.
Miłość to poświęcanie czasu.

ANNA I OLGIERD UNOLDOWIE

Wrocław

DEPOSITPHOTOS

Błogosławiony kard. Stefan Wyszyński podczas kazania wygłoszonego na Jasnej Górze 15 sierpnia 1979 r. powiedział: „Powszechnie mówi się, że: «Czas to pieniądz», a ja wam powiem: «Czas to miłość!»”. Minęło prawie pół wieku, a słowa te nie tylko nie tracą na aktualności, ale wręcz zyskują na znaczeniu. Nietrudno bowiem zauważyć, że żyjemy dzisiaj w nieustannym pędzie, ciągle się gdzieś śpieszymy i, co gorsze, mimo ustawicznego pośpiechu rzadko kiedy możemy sobie pozwolić na chwilę wytchnienia, podczas której nie zerkamy nerwowo na zegarek i do kalendarza. Według badań opublikowanych pod koniec 2024 r. ponad 70 proc. Polaków zauważyło wzrost poziomu stresu w swoim życiu, a co trzecia badana osoba odczuwa go codziennie. Brak czasu zaś to jeden z najczęściej wymienianych powodów. O tym, jak chroniczny stres negatywnie wpływa na nasze zdrowie i ogólny dobrostan, pewnie nie trzeba nawet pisać. Zatem czas to na pewno zdrowie, a jeśli pójdziemy za słowami błogosławionego kardynała, nawet więcej.
Miłość, każda miłość, wymaga czasu. Nikt nie liczy nieprzespanych nocy i poświęconego czasu, który mama i tata dają swemu dziecku. Czas nie jest też mierzony, gdy dziecko opiekuje się swoim starym i schorowanym rodzicem. Nawet największa przyjaźń, której się nie pielęgnuje, z czasem – i to dosłownie „z czasem” – obumiera. Tak samo ma się rzecz z miłością, relacją czy więzią między małżonkami. Podlegają one tym samym prawom. Pielęgnowane i zadbane rozkwitają, a marnieją i usychają, gdy nie poświęcamy im należytej uwagi i… czasu. To on jest tutaj kluczowy i to on decyduje o jakości związku. Tak jak nie da się porządnie wychować dziecka „z doskoku”, między jedną pracą a drugą, niejako przy okazji, 

tak samo nie można zbudować trwałej więzi z małżonkiem bez ofiarowywania swojego czasu.
I tu dochodzimy do sprawy zasadniczej. Często bowiem tłumaczymy się przed samymi sobą, że nie mamy czasu na wiele istotnych spraw. Odkładamy je ciągle na później, licząc, że odpowiednia chwila sama się znajdzie. W ten sposób zaniedbujemy swoje zdrowie, rozwój, relacje z bliskimi i z Panem Bogiem. A jednocześnie ten tak drogocenny czas potrafi nam przeciekać przez palce, marnujemy go w gruncie rzeczy np. na kompulsywne przeglądanie internetu albo poświęcamy na sprawy, które sprawiają nam po prostu przyjemność. Nie mamy też czasu, ponieważ zabierają nam go sprawy ważne, takie jak praca lepiej płatna, ale bardzo absorbująca, czy nasze zaangażowanie we wspólnotach, również tych „superkatolickich”. Sprawy ważne, ale czy najważniejsze? Jaka jest nasza prawdziwa hierarchia wartości? Hierarchia, według której obecnie żyjemy, a nie taka, według której chcielibyśmy żyć. To ona w istocie decyduje, na co znajdujemy czas, a na co ciągle go brakuje mimo deklaracji.
Czas to miłość. Czy zatem miłość i więź z mężem bądź żoną jest dla nas czymś cennym? Jak wysoko w hierarchii wartości znajduje się nasza relacja małżeńska? Czy jest wyżej od pracy zawodowej, przyjaciół, rodziców, hobby, a nawet dzieci? Czy pomimo codziennego zabiegania pamiętamy o współmałżonku, znajdujemy czas na spokojną rozmowę, na wyjście do kina, wspólny wypad w góry, po prostu małżeńską randkę? Czy w naszych decyzjach uwzględniamy przede wszystkim dobro naszej „drugiej połówki”? Jeżeli tak, to jesteśmy na najlepszej drodze do szczęśliwego życia razem, jeżeli nie, to warto przyjrzeć się naszej aktualnej hierarchii wartości.