Niezgoda na okrutny świat

O odpowiedzialności
społecznej, świadomym
rodzicielstwie
i odpowiedzialności za
życie z dr inż. Agnieszką
Chrobak, biotechnolog,
doradcą życia rodzinnego,
rozmawia

MAŁGORZATA TRAWKA

„Nowe Życie”

Odpowiedzialne rodzicielstwo zaczyna się jeszcze przed narodzinami dziecka
– od świadomości, miłości i obecności obojga rodziców

DEPOSITPHOTOS

Małgorzata Trawka: Czy od urodzenia byłaś odpowiedzialna?
Agnieszka Chrobak: To jest na pewno mój rys. Byłam takim odpowiedzialnym dzieckiem. Kiedy koleżanki szły na papierosa, to szłam z nimi, ale nigdy nie paliłam. Nie lubiłam pakować się w kłopoty. Mieszkaliśmy w blokach, dzieci było mnóstwo, więc różne pomysły przychodziły nam do głowy, ale nie brałam udziału w jakichś ryzykownych przygodach. Staram się też uczyć na swoich błędach. Jestem normalnym człowiekiem (moje dzieci i mój mąż mogliby powiedzieć, jak bardzo nieidealnym), ale próbuję analizować: Co się stało? Dlaczego? Wyciągać wnioski i starać się nie popełniać błędu kolejny raz.
Domyślam się jednak, że w procesie wychowania nie poprzestajesz na naturze i uczysz swoje dzieci odpowiedzialności?
Tak, właśnie w odpowiedzialności zawiera się ponoszenie konsekwencji własnych wyborów. To jest chyba najbardziej słuszna i bolesna forma ponoszenia odpowiedzialności. Nauczyliśmy się przy dzieciach, że naturalne konsekwencje są najlepszą metodą wychowawczą. Uczymy je brać odpowiedzialność za swoje życie odpowiednio do ich wieku. Mamy dwóch dorosłych synów, którzy już sami decydują, jak wygląda ich życie. My możemy być doradcami, jeśli będą chcieli z nami rozmawiać. W stosunku do młodszych dzieci jesteśmy przewodnikami w drobniejszych kwestiach: w pilnowaniu lekcji, nauczeniu się wiersza. To jest wywiązywanie się z własnych obowiązków i tego pilnujemy.
Często bierzesz na siebie dużą odpowiedzialność społeczną.
Odpowiedzialność to jest ponoszenie konsekwencji własnych czynów, ale również odpowiadanie na coś. Dla mnie bardzo ważne jest to, kim jestem, skąd przychodzę i dokąd zmierzam. Czuję się ukochanym dzieckiem Pana Boga, Jego ukochaną córką, w pełni przyjętą. W tej relacji rozważam moje codzienne czyny, ale też rozeznaję swoje działania. Wiele odpowiedzialności społecznych, które podejmuję, bierze się z moich pasji. Z pasji związanych ze zdrowiem prokreacyjnym, z edukowaniem ludzi w poradnictwie rodzinnym czy w Instytucie Naturalnego Planowania Rodziny według metody prof. Rötzera, gdzie widziałam, jak istotnym elementem jest świadomość kobiety i ogólnie pary dotycząca płodności. Wiele lat pracowałam w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk. Miałam okazję zajmować się schorzeniem, w które wpisane jest zaburzenie płodności, czyli endometriozą i etiopatogenezą tej choroby. Właśnie te dwa skrzydła, czyli pasja i przyjemność z edukowania innych w kwestiach płodności oraz praca i naukowe poznawanie schorzeń, które przyczyniają się do zaburzeń płodności, dają mi bazę i przekonanie do brania odpowiedzialności społecznej. Czuję, że to jest bardzo ważne dla każdego. Płodność dotyczy każdego człowieka. To jest moje zaangażowanie społeczne – po prostu pasja.

Promujesz odpowiedzialne rodzicielstwo?
Co się kryje pod tym pojęciem? Para, która zgłębia temat funkcjonowania własnej płodności, odkrywa maszynerię płodności u mężczyzny i u kobiety. Jak w górach zachwycamy się pięknem natury, tak samo zachwycająca jest naturalna płodność człowieka. Z tej wiedzy rodzi się świadomość, w którym momencie cyklu jesteśmy, czy jest to okres płodności czy niepłodności, z czego korzystamy do świadomego poczęcia dziecka. Jestem przekonana, że odpowiedzialne rodzicielstwo jest nam dane przez Pana Boga po to, żebyśmy mogli towarzyszyć naszym dzieciom od poczęcia. Po 10–12 dniach od poczęcia możemy już potwierdzić istnienie nowego człowieka.
To by jednak mogło oznaczać, że rodzice, którzy zostali bardziej zaskoczeni odkryciem, że są w ciąży, nie należą do zbyt odpowiedzialnych.
Może faktycznie lepszym sformułowaniem byłoby „świadome rodzicielstwo”. Ponieważ są pary, które chcą więcej spontaniczności, mają pragnienie obdarowywania się czułością i miłością, ale niekoniecznie myślą o poczęciu, pozostając otwartymi na taką ewentualność. I to nie przekreśla odpowiedzialności. Ale wiem, jak niezwykłe jest przeżywanie daru współżycia, gdy pragnie się dziecka i właśnie jest czas płodny. Mamy wtedy większą świadomość, że uczestniczymy w wielkim projekcie Pana Boga.
Wielkie projekty to coś, z czym mierzysz się na co dzień. Jak podejmować decyzje i wybory, by ciężar odpowiedzialności nas nie przygniótł? Byłaś dyrektorem szpitala na wrocławskim Brochowie. Wzięłaś na siebie ogromną odpowiedzialność.
Podejmowanie decyzji to proces. Nie myślałam o byciu dyrektorem szpitala, chciałam pomóc w przekształceniu placówki w centrum zdrowia prokreacyjnego. Wydawało mi się, że na moją skalę jest ośmiołóżkowy oddział w szpitalu wojskowym, gdzie wcześniej pracowałam, a na Brochowie było 240 łóżek. „To chyba trochę, Panie Boże, przesadziłeś” – taka była moja pierwsza reakcja. Ale właśnie takie decyzje podejmuję w rozeznawaniu rozumowym, we współpracy z moim kierownikiem duchowym, a przede wszystkim z moim mężem. W Polsce prawodawstwo jest takie, że odpowiedzialność prawna ciąży na kierowniku podmiotu leczniczego, co jest bardzo trudne, choć dyrektorzy placówek medycznych rzadko o tym mówią. Jako dyrektor masz świadomość, że jednoosobowo ponosisz odpowiedzialność za placówkę, zwłaszcza gdy realizują się czarne scenariusze. Aczkolwiek w szpitalu jest dobrze ustawiony system, są osoby odpowiedzialne za konkretne komórki, wszystko jest bardzo szczegółowo opisane procedurami i wiadomo, jak się zachowywać, jak i co uruchomić w konkretnych sytuacjach. Dlatego też odpowiedzialność za placówkę powoduje, że chcesz mieć wokół siebie ludzi, do których masz zaufanie. I to jest coś bardzo naturalnego, ponieważ człowiek czuje się odpowiedzialny za dobre funkcjonowanie zespołu.

DEPOSITPHOTOS

Ludzie pomagają nieść tę odpowiedzialność.
Uwielbiam pracować zespołowo, nie pracuję jednoosobowo. Uwielbiam dlatego, że każdy z nas jest inny, każdy ma swoje kompetencje. Lubię pracować z fachowcami w swoich dziedzinach, dawać ludziom przestrzeń do tworzenia czegoś nowego, podejmować wyzwania, nawet jeśli są trudne, ale twórcze, nowe, nietuzinkowe. Lubię patrzeć w inny sposób i zadawać sobie pytanie: Po co to robimy? Po co przekształcam placówkę? Po co podejmuję się tego wyzwania?
A po co bierze się na siebie taką odpowiedzialność?
Też sobie czasami zadaję pytanie: Po co pakuję się w kłopoty? Po to, żeby zapewnić dostęp do najwyższej jakości opieki medycznej i terapeutycznej, jaka jest możliwa w kontekście najnowszych badań naukowych dla konkretnych grup pacjentów. Po to, żeby pary, które są niepłodne i są wreszcie w ciąży – cudownie, po wielu latach – szybko tej ciąży nie straciły. Po to, żeby przeciętna Anna Kowalska, której nie znam, która nie ma znajomości ani lekarza w rodzinie, a płaci podatki, miała dostęp do najlepszej opieki medycznej.
Czemu interesuje Cię jakaś Anna Kowalska?
Nie wiem dlaczego, ale mnie interesuje. Mam swoją hierarchię ważności. Wiadomo: jest Pan Bóg, później mój mąż, dzieci i moja rodzina, a później są inni. W przestrzeni, w której zawodowo w danym momencie jestem, czuję się odpowiedzialna za ludzi. Niezwykle ważna jest dla mnie Polska. Czuję się bardzo zatroskana o to, jak funkcjonuje nasz kraj. Dlatego biorę na siebie taką odpowiedzialność również po to, żeby u nas też było normalnie, abyśmy byli krajem cywilizowanym i, płacąc podatki, mogli mieć za nie dobrej jakości przestrzeń medyczną.
Czy nie myślałaś o tym, że branie tak dużej odpowiedzialności jest nieodpowiedzialne?
Kiedy podejmuję duże wyzwania, to weryfikuję swoje zajęcia dodatkowe. Gdy byłam dyrektorem, to była moja rodzina, szpital i nic więcej. Zrezygnowałam z innych dodatkowych aktywności właśnie z tego powodu. Staram się zadbać o to, żeby nasze małżeństwo i nasza rodzina minimalnie ucierpiały. Teraz mam lżejszą pracę, ale przez to biorę na siebie dużo mniejszych spraw. Na szczęście mam cudowną relację z moim mężem i on, tak się umówiliśmy, zwraca mi uwagę, gdy przeginam. Modlitwa, regularna spowiedź, rachunek sumienia to są narzędzia, które pozwalają przyglądać się sobie.
Mam wrażenie, że w dzisiejszym społeczeństwie znaczenie słowa „odpowiedzialny” ewoluuje: odpowiedzialny jest ten, kto usunie ciążę, ponieważ dziecko może się urodzić z dużymi wadami; odpowiedzialny jest ten, kto się zdecyduje na eutanazję, gdyż nie chce obciążać społeczeństwa swoją starością; albo ten, kto nie chce innych obarczyć swoimi kłopotami i przerywa swoje własne życie.
To brzmi znajomo, w jakimś sensie wracamy do problemu pierwszych rodziców. Po co Ewa miała sięgnąć po jabłko? To miał być owoc poznania dobra i zła. Diabeł mówi: zjedz je, będziesz wiedziała więcej. To jest oszukiwanie. Zło zawsze dąży do tego, żeby się przedstawiać jako dobro, a dobro ukazać jako zło. Mamy do czynienia z odwracaniem pojęć. Przerywanie życia człowieka nie jest odpowiedzialnością. Stosowanie antykoncepcji nie jest odpowiedzialnością. To nie jest tak, że ludzie stosujący antykoncepcję nie mają dzieci, tylko oni nie wiedzą o tym, że tracą swoje dzieci w pierwszych dniach ich życia. Mówię tu o wkładce wewnątrzmacicznej, o tabletkach hormonalnych, które też mają działanie antynidacyjne, czyli antyzagnieżdżeniowe, jeżeli chodzi o zarodek ludzki. Bóg mówi: to jest drzewo z owocem zakazanym, a wąż na to: „Nie, nie słuchaj Boga, wiesz lepiej, poznasz prawdę”. Właśnie tak samo jest tutaj. Odwracanie pojęć.

A potem okazuje się, że jest gorzej.
Widziałam sytuacje, kiedy kobieta była w ciąży, dziecko żyło i okazywało się, że jest chore. Jeśli mężczyzna, ojciec tego dziecka, był przy kobiecie, zapewniał pomoc, to ona mimo miliona wątpliwości rzadko robiła krzywdę własnemu dziecku. Bywają sytuacje skomplikowane, np. okazuje się, że ojciec dziecka jest mężem innej kobiety.

TO, ŻE KOBIETA
ROZWAŻA ZABICIE
WŁASNEGO DZIECKA,
JEST SPOWODOWANE
NIEOBECNOŚCIĄ
MĘŻCZYZNY, BRAKIEM
BLISKIEJ OSOBY
W RODZINIE. Z NATURY
KOBIETA NIE CHCE
ROBIĆ KRZYWDY
WŁASNEMU DZIECKU.

Jest to również efekt – tak wynika z moich obserwacji, a także z danych w literaturze – pewnej historii rodzinnej. Jeśli w najbliższej rodzinie bądź we wcześniejszych pokoleniach były doświadczenia zabijania dzieci, to wtedy kobiecie łatwiej przychodzi taki pomysł do głowy.
Taka mentalność pozostaje w rodzinie?
To są pewne komunikaty przenoszone podświadomie. Mam wrażenie, że gdy kobieta głośno krzyczy o tym, żeby zalegalizować aborcję, to zwykle za tym stoi jakaś bardzo trudna historia tej konkretnej osoby albo kogoś bliskiego z rodziny. To są bardzo skomplikowane sprawy. Ale odpowiedzialność jest wtedy, kiedy nie robimy krzywdy zupełnie niewinnemu dziecku w łonie mamy bez względu na to, czy jest zdrowe, czy chore. Zabijanie najmniejszych i najsłabszych to jest dla mnie największe okrucieństwo świata. Nie ma mojej wewnętrznej zgody na to, żeby świat był taki okrutny. Nie chcę tego. Nie chcę tego dla moich dzieci, wnuków. Oczywiście, że świat bywa okrutny, ale czuję się odpowiedzialna za to, żeby w przestrzeni, w której jestem, był on najlepszy, jaki mogę uczynić.
Czy często spotykasz się z nieodpowiedzialnością?
Teraz pracuję w Fundacji Evangelium Vitae. Z pomocy sióstr korzystają ludzie czasami pogubieni, ale właśnie ich odpowiedzialność sprawia, że się tam zjawiają. Niekiedy jestem świadkiem nieodpowiedzialności, niestety głównie mężczyzn, gdy przychodzą do sióstr kobiety, które znalazły się w trudnej sytuacji – zostają same z dziećmi, są wyrzucane z mieszkania, ponieważ nie opłaciły na czas czynszu. Zastanawiam się wtedy, gdzie jest mężczyzna, mąż i ojciec tych dzieci. Kiedy patrzyłam na te czarne marsze i ich liderki, to było mi bardzo źle i smutno. Kobiety, które mają w sobie to, co najpiękniejsze, mają kobiecość, w którą jest też wpisana hojność w obdarowywaniu innych, aktywizują się i wprowadzają w to inne kobiety, którym mówią, że mają prawo zabijać własne dzieci. To jest dla mnie bardzo nieodpowiedzialne.
Przez branie odpowiedzialności stajemy się bardziej ludzcy albo nawet bardziej Boży?
Codziennie wstajemy i na nowo zaczynamy dzień – na nowo mamy szansę być odpowiedzialni albo z kolei postępujemy głupio i bez sensu. Dopiero odkrywając Pana Boga, kochając Go i patrząc, jak On nas bardzo kocha, jesteśmy w stanie brać odpowiedzialność. Codziennie możemy wybierać: albo być jak Piotr, który upadał i robił głupie rzeczy, ale brał za nie odpowiedzialność i się podnosił, albo jak Judasz, który odszedł i popadł w rozpacz. Jestem strasznie poważna w tej kwestii, aż zbyt poważna czasami.
Ludzie odpowiedzialni często są poważni.
Ale cieszę się z relacji z Panem Bogiem, z relacji z mężem. Uwielbiam chodzić z mężem na randki, spędzać z nim razem czas. Cieszyć się z własnych dzieciaków. To są dary od Pana Boga. Lubimy się śmiać, lubimy kabaret Hrabi i lubimy się wygłupiać w rodzinnym gronie.