Warto…

…
przeczytać

Bóg w repertuarze

Pierwsze, z czym może być kojarzony Muniek Staszczyk, to ciemne okulary. Dla jednych symbolizują one rockandrollowy styl życia. Dla drugich są tarczą, za którą artysta ukrywa swoją prawdziwą twarz. Jeszcze inni uważają, że oznaczają brak szczerości i odwagi, by spojrzeć na rzeczywistość trzeźwym okiem i zmierzyć się z codziennymi problemami. Z pewnością jednak stanowią atrybut, bez którego trudno wyobrazić sobie tego muzyka. I właśnie od tej kwestii Piotr Żyłka rozpoczyna rozmowę z Zygmuntem Staszczykiem wydaną pod tytułem Chłopaki (nie) płaczą. W kolejnych dwunastu rozmowach – już bez okularów – czytelnik może odkryć prawdziwego lidera T.Love: artystę, syna, męża, ojca, dziadka, kolegę, obywatela, katolika. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, ponieważ rozmowy te nie są wyreżyserowane. Popularny artysta mówi w nich otwarcie, z odsłoniętą przyłbicą.
Niektórych takie epatowanie prywatnością, również w kwestii wiary, może irytować. Czy jednak nie jest to wpisane w ryzyko zawodowe artysty? Staszczyk podkreśla, że show-biznes to bardzo niebezpieczna przestrzeń. Nikt nie ma tam wykupionej „polisy duchowej”, która uchroniłaby go przed upadkiem. Dlatego warto mieć obok siebie ludzi, którzy potrafią szczerze powiedzieć: „Odlatujesz”.
Dla Muńka taką osobą była i jest jego żona Marta. Z nią również rozmawia Żyłka. Towarzyszyła artyście niemal od początku drogi artystycznej i pozostaje przy nim do dziś, mimo trudnych chwil, które razem przeżyli. Muzyk podkreśla, że przeszedł długą drogę, a wiele o jego życiu można wyczytać z jego twórczości. Lektura rozmów z Żyłką z pewnością pomaga lepiej zrozumieć tę wędrówkę. A czytać trzeba – zaznacza sam Staszczyk – najlepiej nawet po koncercie, gdy emocje jeszcze nie opadły. Wtedy, zamiast hałasu, wybiera ciszę hotelowego pokoju i dobrą książkę.

JAN NEPOMUCEN WIERUSZEWSKI

…
obejrzeć

Bliżej Miłosierdzia

W liturgicznym okresie Wielkanocy polecam Państwu film związany z Niedzielą Miłosierdzia i przesłaniem, które szczególnie w tym czasie dociera do nas z pełną mocą. Produkcja Miłość i miłosierdzie nie jest nowa, jej premiera miała miejsce w 2019 r. Co ciekawe, wywołała ona burzę medialną i wciąż w internecie można napotkać ślady różnych sporów na temat jakości ekranizacji.
Nie jest to superprodukcja rodem z Hollywood czy film nominowany do prestiżowych nagród. To gatunek dobrze znany ludziom będącym blisko Kościoła – reżyser, Marek Kondrat, prowadzi nas przez historię życia i objawienia danego świętej siostrze Faustynie Kowalskiej w sposób typowy dla historii hagiograficznych. Dopiero gdy na ten film popatrzymy jako na pewnego rodzaju syntezę tego, co się wydarzyło, możemy dostrzec więcej: zachwycić się tą historią i pozostać z pewnym niedosytem. Jako czciciele Pana Jezusa Miłosiernego nie będziemy mieli żadnych wątpliwości, że chodzi tu o pewne zaciekawienie i pozostawienie ziarenka w sercu, żeby kiedyś wyrosło z niego piękne drzewo.
Można spojrzeć na ten film również z innej perspektywy. Będzie ona dobrze znana tym, którzy poszukują różnych form duchowości w Kościele i słyszeli już o dziełach lub ludziach, które nie tylko ewangelizują, lecz także sprawiają, że życie pod ich wpływem zaczyna się zmieniać. Po przeczytaniu różnych recenzji tego filmu doszedłem do wniosku, że bez łaski wiary ciężko jest go przyjąć. Dla ludzi, którzy są daleko od Kościoła, ta realizacja może nie mieć znaczenia. Co jednak istotne, to właśnie z tymi osobami możemy szukać przestrzeni do dyskusji i wobec nich dawać świadectwo życia.
Zachęcam do obejrzenia tego filmu z innymi, ponieważ może on stać się wspólną płaszczyzną do duchowych poszukiwań.

MICHAŁ ŻÓŁKIEWSKI

…
zwiedzić

Barokowa perła w koronie ruin

Zrujnowany pałac w Goszczu

FOT. MIKOŁAJ GOSPODAREK

Jeśli zrujnowany pałac potrafi wprawić współczesnego widza w autentyczny zachwyt, to trudno sobie wyobrazić, jakie wrażenie musiał robić w czasach swojej największej świetności. Goszcz, niewielka miejscowość położona na styku Dolnego Śląska i Wielkopolski, skrywa jedną z najbardziej fascynujących i malowniczych ruin w naszym regionie.
Wzniesienie okazałej rezydencji wymagało ogromnych nakładów finansowych. Skąd ród von Reichenbachów czerpał środki na tak ambitne przedsięwzięcie? Odpowiedź może zaskakiwać: kluczem do bogactwa okazał się papier. W drugiej połowie XVIII w. król pruski Fryderyk II podjął decyzję, że urzędowe pisma mogły być sporządzane wyłącznie na papierze wyprodukowanym na Śląsku. W 1783 r. wprowadzono całkowite embargo na import tego surowca. Wywołało to boom gospodarczy. W regionie powstało aż 25 młynów papierniczych, z czego 3 wybudowano właśnie w Goszczu. Pozwoliło to Heinrichowi Leopoldowi von Reichenbachowi na realizację architektonicznych
marzeń.
Budowa barokowej rezydencji rozpoczęła się w 1749 r. w miejscu dawnego pałacu, który spłonął w połowie XVIII w. Prace trwały niemal 30 lat. Projektanci czerpali inspirację z najwspanialszych francuskich wzorców. Dziedziniec pałacowy został zamknięty malowniczym pierścieniem budynków, do którego prowadziły 3 ozdobne bramy. W skład zespołu wchodziły też: oficyny dla służby i gości, stajnie, dom ogrodnika, budynek bramny oraz maneż, czyli plac do ujeżdżania koni. Nawet dziś, patrząc na pozostałości fasady, możemy podziwiać rokokowe zdobienia, które nadawały budowli lekkości i wyrafinowanej elegancji. Kolejna przebudowa w XIX w. jedynie wzmocniła ten barokowy przepych.

Kresem świetności Goszcza okazał się rok 1947. To wtedy główny korpus pałacu stanął w płomieniach. Ogień strawił dachy i bogate wnętrza, pozostawiając jedynie wypalone mury. Przez dekady ruiny niszczały, zarastając roślinnością i powoli znikając z pamięci zbiorowej. Los Goszcza odmienił się w ostatnich latach. Dzięki staraniom lokalnych władz i konserwatorów ruiny zostały profesjonalnie zabezpieczone i udostępnione turystom w formie tzw. trwałej ruiny. Nie zdecydowano się na pełną odbudowę, co pozwoliło zachować niezwykły, romantyczny klimat tego miejsca.
Zwiedzanie ułatwiają nowoczesne rozwiązania: w poszczególnych salach umieszczono archiwalne fotografie, pozwalające zestawić dzisiejszy widok z dawnym blaskiem wnętrz. Największą atrakcją jest jednak system metalowych schodów i pomostów, które prowadzą na punkt widokowy w górnej części pałacu. Można stamtąd spojrzeć na geometryczny układ założenia z zupełnie nowej perspektywy, doceniając kunszt XVIII-wiecznych urbanistów.
Wizyta w Goszczu to nie tylko spacer pośród ruin pałacu. Tuż obok wznosi się dawny ewangelicki kościół dworski, który – choć dostępny głównie z zewnątrz – stanowi dopełnienie pałacowego kompleksu. Całość jest otoczona rozległym parkiem – niegdyś starannie zaplanowanym założeniem romantyczno-krajobrazowym.
Goszcz udowadnia, że zabytek nie musi być w pełni odrestaurowany, by opowiadać fascynującą historię. To miejsce, w którym cisza murów mówi więcej o dawnej potędze Śląska niż niejeden podręcznik historii.

umwdDAWID KUSIBAB
MATERIAŁ PRZYGOTOWANY
PRZEZ WYDZIAŁ PROMOCJI
WOJEWÓDZTWA