Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

Gienek, Fryderyk i Wieża Babel

ILUSTRACJA MWM

Gienek wielce wzburzony wszedł do pokoju i siadając za stołem, jęknął zdenerwowanym głosem:
– To już ponad moje siły.
– Co się stało? Ciele oknem wyleciało czy jak? – próbował zażartować ksiądz Piotr.
– Problemy, problemy, problemy – odpowiedział mnich, ciężko wzdychając.
– No ja rozumiem, że problemy, bo zawsze jakieś są, ale żeby tak od razu się zdenerwować? – Fryderyk Szop wtrącił się do rozmowy. – Trzeba sobie usiąść, pooddychać, wypić szklankę wody czy kubek herbatki.
– Jeśli jeszcze ty dasz mi jakąś moralizatorską poradę, to chyba cię w kosmos wyślę – warknął Gienek.
– To w sumie byłoby ciekawe, jeszcze nigdy nie byłem w kosmosie. A jak tam się idzie? Po drabinie? Może zbudujemy taki wielki wieżowiec, żeby można było po prostu po schodach wejść albo nawet i windą wjechać. Moglibyśmy mieć tam na górze taki balkon i sobie widoki oglądać. – Freddy zaczął paplać jak nakręcony.
– Nie, nie, nie! – krzyknął Pluszowy Mnich. – Dajcie mi wszyscy święty spokój! Nawet z wami, moimi najbliższymi przyjaciółmi, nie da się normalnie porozmawiać! Gadacie obaj jak najęci. Nie zrozumiecie i tak, bo to są mnisze sprawy.
– Gdyby wasza pluszowa wysokość łaskawie byłaby nam w stanie powiedzieć, jakież to problemy gnębią waszą wszechmniszość, to może, reagując na owe rozgoryczenie, wiedzielibyśmy, cóż takiego w waszej najznakomitszej, nieskazitelnej mądrości pluszowomniszej dziać się zaczęło i jakież to naprawy należałoby uczynić – zakpił Fryderyk, przedrzeźniając mnicha.
– Ostrzegam cię, szopie, że jak nie przestaniesz, to cię użyję do mycia podłogi! – wrzasnął Gienek.
Fryderyk łypał swoimi plastikowymi oczami to na księdza, który siedział jak zamurowany, to na mnicha Gienka Washable, który aż trząsł się ze zdenerwowania.
– Ooo… To już, widzę, nie przelewki, skoro sięgasz po tak ciężkie argumenty. – Szop podrapał się za uchem, a to zawsze wskazywało, że się nad czymś głęboko zastanawia. – Jeszcze nigdy mnie ze szmatą do podłogi nie porównywałeś.

Zapadła niezręczna cisza. Po krótkiej chwili odezwał się Gienek, chlipiąc pod nosem:
– Bo się nie mogłem dzisiaj z nikim dogadać. W zakrystii rozmawiałem z ministrantami i oni nic nie kapują z tego, co im mówiłem. Chciałem opowiedzieć pani organistce, co ksiądz zadecydował z procesją Bożego Ciała, a ona wyjechała ze swoimi pomysłami, które już w zeszłym roku nie wyszły. Potem jeszcze się okazało, że komuś spadły z szafy wszystkie zapasowe świeczki na ołtarz i trzeba było pozbierać. Poprosiłem o pomoc, ale oczywiście nikt nie zrozumiał, że samo się nie zrobi i trzeba nie tylko powiedzieć, że się pomoże, ale rzeczywiście pomóc. No po prostu pomieszanie języków!
– Przepraszam, że dolaliśmy oliwy do ognia naszymi żartami – odpowiedział cicho Freddy.
– No właśnie – dodał ksiądz. – Ale w sumie to, co powiedział Freddy o budowaniu wieżowca, wcale nie było aż tak bez sensu, ponieważ przypomniało mi historię o Wieży Babel z Księgi Rodzaju, od której zaczyna się Stary Testament.
– Czyżby oni też lecieli w kosmos? – zapytał zdziwiony szop.
– Nie, absolutnie nie – zaśmiał się ksiądz Piotr. – Kiedy ludzie posługiwali się jeszcze tym samym językiem, chcieli zbudować miasto i wielką wieżę, sięgającą aż do nieba, żeby zamieszkać razem, zamiast rozchodzić się po całej ziemi. Myśleli, że sami mogą zrobić wszystko. Wtedy Pan Bóg pomieszał im języki, żeby nie mogli się dogadać przy budowie. Po pierwsze dlatego, że On właśnie chciał, żeby ludzie zamieszkali na całej ziemi, a po drugie, chciał, żeby ludzie zrozumieli, że bez Bożej pomocy niczego się nie da osiągnąć i nawet nie można się z drugim dogadać.
– No i dlatego teraz mamy takie pomieszanie języków – mruknął Gienek.
– Tak. I dlatego, kiedy Pan Jezus posłał apostołom Ducha Świętego, cudownym znakiem było to, że wszyscy rozumieli Świętego Piotra, mimo że mówił w innym języku.
– Bo językiem, który każdy rozumie, jest język miłości i przebaczenia. Dlatego bardzo was przepraszam – dodał Pluszowy Mnich.
– A my ci przebaczamy – odpowiedzieli mu przyjaciele. I uścisnęli sobie łapki na zgodę.

KS. PIOTR NARKIEWICZ