MAŁŻEŃSTWO (NIE)DOSKONAŁE
O małżeńskiej rozmowie
Celem dialogu małżeńskiego jest prawdziwe i głębokie spotkanie,
które łączy małżonków w słuchaniu i wspólnym szukaniu rozwiązania.
ANNA I OLGIERD UNOLDOWIE
Wrocław
DEPOSITPHOTOS
Wtym roku na początku Wielkiego Postu papież Leon XIV wystosował orędzie zatytułowane: Słuchać i pościć. Wielki Post jako czas nawrócenia. Co prawda Wielki Post jest już za nami i trwa okres wielkanocny, jednak ciągle aktualne pozostaje wezwanie do słuchania. Jak napisał Papież: „gotowość do słuchania jest pierwszym znakiem, za pomocą którego objawia się pragnienie nawiązania relacji z drugą osobą”.
To piękne i mądre zdanie podkreślające znaczenie słuchania w relacji z bliskim. Właśnie od słuchania zaczyna się rozmowa, dodajmy: dobra rozmowa. Dzisiaj w przestrzeni publicznej jesteśmy świadkami bardzo wielu złych rozmów, które nie prowadzą do spotkania. Adwersarze przekrzykują się, atakują nawzajem, stosują techniki manipulacyjne, próbują zagonić oponenta do narożnika, w którym mogą już spokojnie dokonać swoistej egzekucji. Nikogo nie interesuje prawda, a już tym bardziej to, co myśli druga strona. Niestety, często podobnie wyglądają też nasze rodzinne i małżeńskie rozmowy. Nie słuchamy się nawzajem, a jeśli już słuchamy, to tylko po to, by znaleźć słaby punkt wypowiedzi i go bezceremonialnie wykorzystać. Rozmowy prowadzimy w niewłaściwym czasie, bywa też, że pod wpływem emocji – i to tych „nieprzyjemnych”, takich jak gniew, złość czy lęk. Nierzadko rozmowa toczy się w nieodpowiednim miejscu, bywa, że publicznym albo, co gorsze, w obecności dzieci.
Jeżeli nasza rozmowa ma doprowadzić do prawdziwego spotkania się dwóch osób, nie może być z oczywistych względów kłótnią, która zmierza tylko do rozładowania emocjonalnego napięcia. Ale nie może też być samą dyskusją. O ile wymiana merytorycznych argumentów jest ważna i potrzebna podczas spotkania polityków, naukowców, wszystkich szukających prawdy, o tyle w spotkaniu tak bliskich osób, jakimi są małżonkowie, dyskusja przestaje być wystarczająca.
W dobrym dialogu małżeńskim nie chodzi o rację, ale o relację. Dialog ma prowadzić męża i żonę do głębokiego spotkania, w którym już nie oceniamy, a próbujemy zrozumieć siebie nawzajem. To zaś jest zupełnie inny poziom porozumienia. Przestajemy dyskutować i walczyć o rację, zaczynamy dzielić się sobą, odkrywać swój wewnętrzny świat uczuć, pragnień, marzeń, oczekiwań. W efekcie stajemy się sobie bliżsi, nawet jeżeli nie udaje nam się rozwiązać jakiegoś problemu. To niezwykły efekt zapomnienia o sobie, nie „szukania swego”, lecz szukania tego, co nas łączy, i tego, co jest dobre dla drugiej strony.
Żeby jednak takie spotkanie miało szansę się udać, to należy zadbać o odpowiedni czas, miejsce i nastawienie. Lepiej unikać momentów silnego wzburzenia, dać sobie czas na ochłonięcie, spokojne przemyślenie i właściwy dobór słów, które nie będą ranić, nie będą oceniać i nie będą generalizować. Warto znaleźć czas i miejsce, w których nikt nam nie będzie przez dłuższą chwilę przeszkadzał, na przykład kiedy dzieci już zasną. Nie unikajmy też tzw. trudnych rozmów, nie odkładajmy ich na później, nie zamiatajmy problemów pod dywan. Nierozwiązane czy nieprzegadane sprawy prędzej czy później i tak dadzą o sobie znać, zazwyczaj wtedy, gdy nie będziemy na to przygotowani. Warto przyjąć wspólnie taką zasadę, że wszelkie nieporozumienia, o które nietrudno przecież w codziennym życiu, nie stawiają nas po dwóch stronach barykady, ale właśnie łączą w poszukiwaniu rozwiązania.
Zatem bardziej słuchajmy, niż mówmy, więcej starajmy się rozumieć, niż oceniać, dzielmy się, a nie dyskutujmy. A gdy zabraknie nam cierpliwości do siebie, kiedy powiemy o jedno słowo za dużo czy będziemy uporczywie trwać przy swoim, to przebaczajmy.

