ABP JÓZEF KUPNY

metropolita wrocławski

Jedność to nie jednolitość

Często ulegamy złudzeniu, że silne społeczeństwo to takie, w którym wszyscy zgadzają się co do joty. Marzy nam się świat bez konfliktów, w którym każdy myśli, głosuje i żyje według jednego, „właściwego” wzorca. Tymczasem historia pierwotnego Kościoła, opisana na kartach Nowego Testamentu, brutalnie weryfikuje te marzenia. Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie nie były grupami idealnie dopasowanych ludzi. Mimo to potrafiły zmienić świat. Jak? Wybrały jedność zamiast jednolitości.
Kluczem do zrozumienia wkładu chrześcijan w budowę społeczeństwa jest lekcja, której udzielił nam św. Paweł. Kiedy pisał do Filemona w sprawie jego niewolnika Onezyma, nie postulował natychmiastowego zburzenia ówczesnych struktur. Zrobił coś innego: wezwał ich do wzajemnego szacunku jako braci.
Dzisiaj nazwalibyśmy to budowaniem relacji ponad podziałami klasowymi czy światopoglądowymi. Chrześcijański szacunek to nie jest jedynie uprzejmość. To uznanie godności drugiego człowieka w sytuacjach, które wydają się niemożliwe do pogodzenia. Prawdziwe pęknięcia społeczne nie wynikają z tego, że się różnimy, ale z tego, że w naszych sercach pozwalamy, by różnica zamieniła się w niechęć lub wrogość.
Budowa lepszego społeczeństwa nie zaczyna się przy urnie wyborczej, ale przy stole, przy którym siedzimy z kimś, kto myśli inaczej niż my. Dlatego chrześcijański szacunek wymaga od nas odwagi, byśmy przestali traktować rozmówcę jak przeciwnika do pokonania, a zaczęli widzieć w nim człowieka godnego miłości.