MAŁŻEŃSTWO (NIE)DOSKONAŁE

I żyli długo i szczęśliwie

Czasem oczekujemy, że wspólne życie małżeńskie będzie gładką drogą bez potknięć i trudności.
Uczucia i emocje są jednak naturalną częścią naszej natury, a tłumienie ich i unikanie rozmowy o nich
może potęgować nieporozumienia i konflikty.

ANNA I OLGIERD UNOLDOWIE

Wrocław

DEPOSITPHOTOS

Wiele opowiadań i bajek, opisujących historię młodych zakochanych, którzy nierzadko musieli pokonać liczne przeszkody, by wreszcie stanąć na upragnionym ślubnym kobiercu, ma to samo zakończenie. Ich dalsze losy zostają skwitowane jednym, tytułowym zdaniem. Jakby to, co będzie już po ślubie, było takie proste i oczywiste, a najtrudniejsze bohaterowie już przetrwali. Wydaje się, że dorośli w bajki już nie wierzą, ale akurat w tym przypadku bywa z tym różnie.
I żyli długo i szczęśliwie to także tytuł książki amerykańskiego psychologa i terapeuty Willarda F. Harleya Jr. (w oryginale His Needs, Her Needs: Building an Affair-Proof Marriage), który szukał odpowiedzi na pytanie Jak zbudować związek idealny? zadane w polskim podtytule. Pewnie nie da się stworzyć związku idealnego ze składowych tak mało idealnych, jak zwykli ludzie. Ale na pewno można żyć w małżeństwie szczęśliwie i, daj Boże, długo. To ciekawe, że autor podkreśla niezwykłą wartość „intymnej rozmowy” między małżonkami. Rozmowy, która rodzi się z ciągłego zainteresowania sobą nawzajem i tym, co mamy do powiedzenia „zwłaszcza na temat swoich uczuć”. Ta prosta z pozoru wskazówka okazuje się niezwykle cenna i potwierdzona doświadczeniem wielu par małżeńskich praktykujących tzw. dialog małżeński według zasad propagowanych przez Ruch Spotkań Małżeńskich (spotkaniamalzenskie.pl).
To właśnie uczucia są niejako bramą do poznawania siebie. I chodzi tu zarówno o poznanie siebie samych, jak i poznanie – czy może ciągłe poznawanie – siebie nawzajem. Nie wchodząc teraz zbyt głęboko w psychologiczne rozróżnienia pomiędzy uczuciami a emocjami (często uczucia określa się jako długotrwałe stany psychiczne, bardziej złożone i wynikające z przemyśleń nad emocjami, gdy tymczasem emocje definiuje się jako krótkotrwałe, nierzadko automatyczne, reakcje na bodźce), zakładamy, że są to pojęcia w potocznym języku i tutaj używane zamiennie.

Warto sobie na początku uświadomić, że mamy prawo do przeżywania swoich uczuć i emocji. Nie jest to dla nas problematyczne, jeżeli mówimy o tzw. przyjemnych uczuciach, typu: radość, szczęście, spokój, zadowolenie. Gorzej, gdy odczuwamy gniew, złość, zazdrość, lęk bądź niepokój. Te tzw. nieprzyjemne uczucia są nierzadko przez nas tłumione, bywa, że się ich po prostu wstydzimy i za wszelką cenę staramy się je ukryć, również przed współmałżonkiem. Tymczasem, po pierwsze, uczucia jako takie nie podlegają ocenie moralnej, nie klasyfikujemy ich jako dobre lub złe. Po drugie, to często właśnie te „trudne” uczucia mówią nam o naszych niezaspokojonych potrzebach psychicznych. Jeżeli w tej chwili złoszczę się na małżonka, który pomimo obietnic po raz kolejny wraca z pracy później, niż deklarował, to z pewnością sygnalizuje to zachwianie wypełnienia mojej potrzeby szacunku, ale też i bezpieczeństwa. I nie chodzi tutaj o prawo do zrobienia spóźniającemu się mężowi karczemnej awantury, tylko raczej o podzielenie się swoimi uczuciami zawodu, lęku i złości, które właśnie przeżywam. To może być początek, gdy opadną już pierwsze emocje, dobrej małżeńskiej rozmowy na temat zaistniałej sytuacji, zwykłego wyjaśnienia całego kontekstu zdarzenia, ale może też i głębszego dialogu na temat naszych oczekiwań i potrzeb.
Niezwykle ważne jest zatem dzielenie się uczuciami, ponieważ tylko wtedy możemy unikać oskarżeń i ocen, jakże często niesprawiedliwych. Ponadto, dzięki nazywaniu własnych uczuć, dowiadujemy się więcej o sobie, własnych reakcjach i sposobach przeżywania trudnych sytuacji, a to z kolei może motywować do podjęcia pracy nad sobą, by stać się jeszcze bardziej czytelnym dla współmałżonka. Nie bójmy się własnych uczuć, nie chowajmy ich też dla siebie, pamiętajmy, że nasze uczucia nie są naszym wrogiem, lecz mogą być sprzymierzeńcem.