Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

Gienek, Fryderyk i Arka Noego

ILUSTRACJA MWM

Sobotni poranek w parafii przebiegał jak zwykle spokojnie. Po porannej Mszy Gienek i Fryderyk przygotowali śniadanie, podczas gdy ksiądz Piotr rozmawiał jeszcze w zakrystii z narzeczonymi, którzy chcieli omówić szczegóły zbliżającego się ślubu.
– Kanapeczki z serkiem, mniam. Jajecznica na boczku, pychotka – zachwycał się szop, ustawiając talerze na stole w jadalni.
– Jakie masz plany na dzisiaj? – zapytał Gienek.
– Takie jak w zwyczajną sobotę – odpowiedział mu Freddy. – Po śniadaniu pozmywam naczynia, potem, jak na szopa pracza przystało, zrobię pranie, następnie umyję podłogę i podleję kwiaty w domu i w kościele, bo mają sucho. Później już chyba będzie pora na gotowanie obiadu.
– Bardzo pracowicie, bardzo mi się podoba. – Mnich pokiwał głową z podziwem.
– Plany będą musiały poczekać! – zawołał ksiądz Piotr, wbiegając do jadalni. – Rura pękła na ulicy i zalewa wszystko. Musimy coś zrobić, bo będzie powódź.
Przyjaciele wybiegli przed plebanię. Kilka metrów od budynku fontanna wody wybijała w górę, a na środku jezdni szybko tworzyło się bajoro. Ludzie zaczęli się gromadzić i przyglądać temu, co się działo.
– No to ładnie! Trzeba zadzwonić do wodociągów, bo chyba główny rurociąg pękł – zawołał ksiądz.
– Tak, tak. Pan Henio już dzwoni – odpowiedział ktoś ze stojących. Pan Henio, pracownik pobliskiej budowy, stał z telefonem przy uchu i gorączkowo coś tłumaczył. Po chwili ogłosił: – Już jadą.
Gienek i Fryderyk przyglądali się wszystkiemu z niecierpliwością. Woda rozlewała się coraz szerzej, a czekanie na pogotowie wodociągowe wydawało się przeciągać w nieskończoność.
– Jak tak dalej pójdzie, to będzie arka Noego – szepnął przerażony szop.
– Masz na myśli potop? – poprawił go mnich.
– Mam na myśli, że trzeba będzie wszystkie zwierzęta załadować na statek. A właściwie nie wszystkie, tylko po parze.

Tylko nie bardzo wiem, jak to zrobić, bo w końcu Noe miał wskazówki od Pana Boga, jak ten statek zbudować, a my to niespecjalnie jesteśmy gotowi…
– Myślę, że aż tak źle nie będzie. – Przyjaciel próbował pocieszyć szopa.
– Łatwo ci mówić. Ale jak to wszystko ogarnąć? Niby mamy to kartonowe pudełko na strychu, które podczas zabawy udawało statek, ale ono chyba się nie nadaje, bo tylko rodzina myszek by się zmieściła. No i jak im powiedzieć, że tylko dwoje może jechać? I jak mam zabrać rybki z akwarium? Czy w ogóle Noe myślał, żeby zabrać rybki? W końcu jeśli brał po parze wszystkich zwierząt, to wszystkich. Ale z drugiej strony brać wieloryba czy rekina do arki, to już by była lekka przesada. – Fryderyk paplał zdenerwowany, zupełnie bez ładu i składu.
– Co ty w ogóle wygadujesz?! Nie zamartwiaj się.
– Ale właśnie się zamartwiam, bo jak się nie będę zamartwiać, to nie zrobimy arki i wtedy wszyscy będziemy martwi!
– Już jadą! – zawołał pan Henio.
I rzeczywiście. Na sygnale zajechał samochód pogotowia wodociągowego. Panowie w kombinezonach roboczych i kamizelkach odblaskowych szybko ocenili sytuację, znaleźli dostęp do głównego zaworu i zaczęli go zakręcać. Po chwili woda przestała wypływać z ziemi, a bajoro powoli zaczęło spływać do studzienek kanalizacyjnych. Po oględzinach okazało się, że w miejscu awarii zrobił się wielki dół wypłukany przez silny strumień wody.
– Proszę państwa, wygląda to na poważną awarię. Będziemy musieli rozkopać teren i zamknąć wodę na co najmniej kilka godzin – ogłosił kierownik zespołu.
– No i tyle z moich planów na pranie – szepnął Fryderyk. – Ale przynajmniej nie ma potopu i arki nie trzeba budować.
– Wiecie co? – zapytał przyjaciół ksiądz Piotr. – Przypomniała mi się piosenka o arce Noego. Jak to było? „Dlaczego jeszcze nie ma dwóch nosorożców” – zanucił pod nosem.
– „Jednorożców” – poprawili księdza chórem Gienek i Fryderyk.

KS. PIOTR NARKIEWICZ