
KS ANDRZEJ DRAGUŁA
Zielona Góra
Wiara z serialu
Zanim ukaże się ten felieton, pył bitewny po dyskusji o Ołowianych dzieciach pewnie już opadnie. Ten sam problem powraca co jakiś czas, gdy wychodzi film czy serial „oparty na faktach” bądź „inspirowany prawdziwą historią”. Już ta informacja mówi nam, że mamy do czynienia z opowieścią, w której wydarzenia prawdziwe mieszają się z prawdopodobnymi i zupełnie fikcyjnymi. Trzeba jednak pamiętać, że film fabularny to nie jest film dokumentalny, a fikcja, która się w nim pojawia, wymyka się spod prostej oceny: prawda – fałsz.
Wydarzenia historyczne mają charakter liniowy, w filmie natomiast opowiadane są zgodnie z dramaturgią, która konfrontuje je ze sobą. Czasami też – właśnie dla wzmocnienia napięcia – dodaje się postaci, wymyśla prawdopodobne wydarzenia uzupełniające lukę dramatyczną. Oczywiście, dla odbiorcy nieznającego prawdy to bardzo duży problem interpretacyjny. Jak bowiem ma rozróżnić fakty od fikcji? Reżyser niejednokrotnie nie pomaga: obok postaci historycznych z ich prawdziwymi imionami i nazwiskami wprowadza postaci pseudohistoryczne o zmienionych personaliach, którym można jednak przypisać jakiś pierwowzór, a także bohaterów całkowicie wymyślonych. Dodajmy, że taki zabieg fikcjonalizacji wydarzeń historycznych bywa trudny do zaakceptowania także przez żyjących jeszcze naocznych świadków relacjonowanych wydarzeń, jak to było właśnie w przypadku Ołowianych dzieci czy Heweliusza. Więc jak naprawdę było? Tak, jak opowiada film, czy tak, jak relacjonują świadkowie? Należałoby odpowiedzieć, że tak, jak mówią o tym zweryfikowane fakty.
Nie należy się więc bezkrytycznie uczyć historii z seriali historycznych. A co z wiarą? Czy można się uczyć religii z filmów biblijnych? Na pewno fenomenem na pograniczu kultury i religii jest serial The Chosen. Był na platformie streamingowej, transmitowała go telewizja publiczna, parafie organizują seanse i wciąż cieszy się popularnością. Wszystko jest dobrze tak długo, jak długo ktoś nie weźmie go za swoisty dokument biblijny, jak to zresztą było już w przypadku Pasji. Podobno św. Jan Paweł II miał powiedzieć po seansie filmu Mela Gibsona, że „tak właśnie było”. Było i nie było. Dobrze wiemy, że historia biblijna została uzupełniona tam, gdzie nie mamy relacji ewangelistów. Nie jest to jednak tylko problem poznawczy. Niedawno w pewnej dyskusji usłyszałem od kogoś deklarację, że uczył się on wiary właśnie z The Chosen. Nie! Wiary należy się uczyć ze słowa Bożego, w którym jest wszystko, co trzeba. Nawet wizje i objawienia bł. Katarzyny Emmerich nie są potrzebne (ani żadne inne). Każdy film biblijny uzupełnia historię, dodaje słowa, wydarzenia, gesty, postacie. Oczywiście, wszystkie one muszą być prawdopodobne: zgodne z przesłaniem narracji biblijnej. Ale nie można jednoznacznie na tej podstawie stwierdzić, że tak było. Tak być mogło. Wierzyć w to jednak ani nie trzeba, ani też nie wolno.

