Stulecie misji

Od pionierskich sygnałów II Rzeczpospolitej Polskiej po misyjne nadawanie
Radia Rodzina – stuletnia historia polskiej radiofonii dowodzi, że mimo upływu lat
radio pozostaje niezastąpionym oknem na świat i głosem wolności.

PAWEŁ SKRZYWANEK

Wrocław

Krasnal Radiowiec znajduje się przed budynkiem rozgłośni radiowej przy Alei Karkonoskiej

DAVIIDOS/WIKIMEDIA COMMONS CC BY-SA 4.0

Moje pokolenie wychowywało się na słuchaniu radia. Medium to było metaforycznym i rzeczywistym oknem na świat. W tym roku obchodzimy kilka ważnych rocznic, które właśnie z radiem się wiążą. Już za nami osiemdziesiąte urodziny Piotra Kaczkowskiego (14 lutego) – wspaniałego dziennikarza muzycznego, związanego głównie z Programem III Polskiego Radia. Jego legendarna audycja Mini-Max, czyli minimum słów, maksimum muzyki, była dla moich koleżanek i kolegów powiewem wolności.
Pionierskie lata 20.
Historia rocznic przypomina nam też datę 18 kwietnia 1926 r., kiedy to ruszyła regularna emisja Rozgłośni Polskiego Radia. Legendarne „Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480” wypowiedziała spikerka Janina Sztompkówna, po niej przemówił premier Aleksander Skrzyński. Pierwszym spikerem był Tadeusz Bocheński, którego głosu mogłem słuchać jako dziecko, towarzysząc rodzicom w niedzielnym rytuale przy głośniku, z którego płynęły piosenki i skecze słuchowiska Podwieczorek przy Mikrofonie. Warto jednak odnotować, że jednym z pierwszych zarchiwizowanych radiowo głosów było nagranie marszałka Józefa Piłsudskiego. Dokonano go 5 września 1924 r. w mieszkaniu Kazimierza Świtalskiego, a jego celem było zebranie funduszy dla Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. To był żartobliwy komentarz o technicznej nowince, którą było radio, i technologii nagrywania głosu oraz refleksja nad ochroną praw autorskich i konsumenckich. W tym wymiarze zdania Józefa Piłsudskiego okazały się bardzo prorocze. Radio było bardzo popularnym medium przedwojennej Polski. Mój tato opowiadał mi, jaką frajdą było wysłuchiwanie batiarskich skeczy Szczepcia i Tońka w lwowskiej audycji Wesoła Lwowska Fala.
Wojna na falach eteru
1 września 1939 r. spiker Zbigniew Świętochowski dramatycznie odczytał złowrogi tekst: „Halo, halo. Tu Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia. Dziś rano, o godzinie piątej czterdzieści oddziały niemieckie przekroczyły granicę polską”. Przez lata okupacji nie tylko słuchanie radia, lecz także posiadanie odbiornika radiowego groziło w Polsce śmiercią. Mimo tych gróźb tysiące rodaków wsłuchiwało się w okryte konspiracyjnie radioodbiorniki, szukając fal angielskiej BBC, nadającej audycje w języku polskim.
Po wojnie w zrujnowanym kraju szybko starano się przywrócić radiowe nadawanie. Choćby Władysław Szpilman od lutego 1945 r. w zniszczonej Warszawie swoimi recitalami towarzyszył dramatycznemu programowi Skrzynka Poszukiwania Rodzin. We Wrocławiu pierwszą audycję Polskiego Radia wyemitowano 29 września 1946 r. z kamienicy na Rynku.

O godzinie 12.00 spiker Stanisław Długoszewski obwieścił słuchaczom: „Tu Polskie Radio Wrocław na fali 315,8 metra”. W czasach komunistycznej dyktatury nie było jednak wolnych mediów. Radio także stało się elementem systemowej propagandy.
Głos Wolnej Polski
Polacy, nie zważając na groźby represji, szczególnie w czasach stalinowskich, masowo sięgali do możliwości słuchania rozgłośni polskojęzycznych: Głosu Ameryki, BBC czy wreszcie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Motto tej pierwszej: „Słuchacie wiadomości dobrych lub złych, ale zawsze prawdziwych”, wyrażało pragnienie milionów radiosłuchaczy. Z kolei hasło „Mówi Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski” podkreślało misję niezależnego radia, tworzonego przez Polaków na emigracji, skierowanego do rodaków żyjących pod polityczną okupacją. Ludzie polskiego radia mieli wspaniałą kartę w czasach legalnej i podziemnej Solidarności. Wolny głos mediów w Polsce był jednych z sierpniowych postulatów. O to prawo walczyli Polacy nie tylko w latach 80. ubiegłego wieku.
Wrocławska szkoła radiowa
Podczas spacerów po stolicy Dolnego Śląska warto zatrzymać się pod tablicą upamiętniającą emisje konspiracyjnych rozgłośni, umieszczoną na domu przy ul. Świdnickiej 5. Dla mojego pokolenia głosy Ewy Szumańskiej czy Andrzeja Waligórskiego i Jana Kaczmarka, twórców Kabaretu Elita, były najbardziej rozpoznawalnymi symbolami wrocławskich audycji radiowych. Lothar Herbst, legendarna postać wrocławskiej kultury i pierwszy dyrektor wrocławskiej rozgłośni po odzyskaniu wolności, był także ważną postacią. Sam jako uczestnik audycji przygotowywanych m.in. przez redaktorki Annę Morawiecką i Jolantę Piątek dzięki ich pracy przez dekady mogłem gościć w domach wielu Dolnoślązaków.
Szczególne miejsce na radiowej mapie Dolnego Śląska zajmuje również Radio Rodzina, katolicka rozgłośnia Archidiecezji Wrocławskiej. To medium, które od lat udowadnia, że misyjne nadawanie oparte na chrześcijańskich wartościach i kulturze wysokiej ma swoich wiernych odbiorców. Dzięki autorskim felietonom i audycjom kulturalnym Radio Rodzina jest przestrzenią ważnego dialogu z mieszkańcami całego regionu.
Czarowne medium
Mimo że sceptycy i miłośnicy technicznych nowinek nieraz ogłaszali już zmierzch tradycyjnego eteru, radio pozostaje czarownym i niezwykle potrzebnym medium, a jubileusze stulecia Polskiego Radia oraz osiemdziesięciolecia rozgłośni we Wrocławiu tylko potwierdzają jego trwałość. Niech profesjonalna praca radiowców nadal przynosi słuchaczom rzetelną informację, duchowe wsparcie i codzienną radość.