MEDIALNY RUBIKON
Świętość w ogniu sporów
Są w Polsce rzeczy święte i takie, które wiecznie doprowadzają nas do czerwoności.
Co roku z zegarmistrzowską precyzją wyciągamy je z szuflady, odkurzamy stare
argumenty i ruszamy do boju. To jak? Powtórka z rozrywki?
MACIEJ RAJFUR
Rzecznik prasowy Archidiecezji Wrocławskiej
Mamy swoje religijno-kościelne wojenki, które na stałe wpisały się w nasz kalendarz. Przykłady? Halloween – czy można otwierać drzwi przebranym za potwory dzieciom? Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – dawać pieniądze czy nie dawać? I jeszcze wplątuje się w tę burzę Caritas. Święty Mikołaj – ten w czapce z pomponem to krasnal, a nie prawdziwy święty! Kolęda – czy księża powinni pukać od drzwi do drzwi, czy przychodzić na zaproszenie? Pielgrzymka kibiców czy społeczności LGBT na Jasną Górę – która nie powinna się odbywać? Dodałbym do tego jeszcze znicze i kwiaty na grobach (ile i po co?), a także stałą wojenkę o przyjmowanie komunii św. (do ust czy na rękę?).
Pewnie Państwo znaleźliby jeszcze więcej sporów, które na stałe zagościły w polskich domach katolickich. Czasem mam wrażenie, że po prostu lubimy się kłócić i szukać dziury w całym. W debacie publicznej wyraźnie obecna była ostatnio nowa kwestia – śpiewanie kolęd w kościele przez artystów, którzy na co dzień deklarują się jako niewierzący albo nawet antyklerykalni. Jestem przekonany, że ten problem wróci przy okazji kolejnych świąt Bożego Narodzenia. Wielu wierzących oburzają takie występy i się im nie dziwię… Jest to pewna niekonsekwencja, która kłuje w oczy jeszcze bardziej, gdy pomyśli się o honorariach. Myślę, że odpowiednio duży nacisk społeczny pomógłby tę kwestię rozwiązać, tylko pojawia się pytanie: czy to czasem nie przeszkadza jedynie jakiejś garstce katolików w skali populacji całego kraju?
Ze wspomnianymi wojenkami też jest tak, że każdy właściwie może zabrać głos w tych sprawach. Ilu ludzi, tyle opinii. Ilu księży, tyle opinii. Zaś kwestie złożone mają to do siebie, że nie da się ich rozwiązać definitywnie po wymianie kilku zdań. Ba! Często nie ma jednego dobrego wyjścia, a każde niesie jakieś plusy i minusy. Sęk w tym, na co się godzimy, a czego nie chcemy zaakceptować.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Dlaczego co roku rozpalają nas do czerwoności te same tematy? Nie zauważamy, że nie potrafimy ich rozstrzygnąć? A może łudzimy się, że w tym roku przekonamy tę drugą stronę?
Przyznam, że mnie już to męczy. Nietrudno przewidzieć, kiedy zacznie się „mielenie” tego czy innego sporu. To wraca jak bumerang, czasem z dokładnością co do dnia. Oczywiście mam na te tematy swoje zdanie, w niektórych kwestiach nawet nieco ewoluowało. Nie będę jednak go tu prezentował poza jednym zagadnieniem, powracającym kilka razy w roku.
Kto może pielgrzymować na Jasną Górę i kiedy? Trwa dyskusja o upolitycznianiu różnych uroczystości w tym świętym dla Polaków miejscu. Czy kibice powinni organizować tam pielgrzymkę? Czy osoby z obrzeża Kościoła (np. rozwiedzione, żyjące w związkach niesakramentalnych, homoseksualne) też? Podoba mi się rozmowa o. Michała Legana OSPPE, byłego rzecznika prasowego klasztoru jasnogórskiego, a obecnie kierownika Redakcji Audycji Katolickich TVP, z Magdaleną Rigamonti i Tomaszem Siekielskim w Onecie. Paulin mimo nacisków prowadzących wyraźnie pokazał, że Jasna Góra jest dla każdego. Oczywiście, nie ma zgody na jej instrumentalne wykorzystanie, na upolitycznianie tego miejsca, ale – czy nam się to podoba, czy nie – każdy tę granicę widzi gdzie indziej. A zatem gospodarze sanktuarium muszą wziąć na siebie ryzyko balansowania i przyjmowania pretensji różnych stron. Jednocześnie podtrzymując swoim działaniem ideę miejsca, w którym przed obrazem Królowej Polski może pomodlić się każdy. Oczywiście każdy, kto uszanuje powagę sanktuarium narodowego i nie będzie go traktował jako drogi do swojego celu przyziemnego, lecz do pozaziemskiego.
Uważam, że obecna strategia jasnogórskiego klasztoru jest właściwa. Ma swoją cenę i niesie różne straty, ale kto będzie arbitralnie wskazywał, które grupy mogą tam przyjechać, a które nie? Czyje filtry są obiektywnie najlepsze? Onetu, Radia Maryja, aktualnego prezydenta bądź premiera, a może przeora klasztoru? Czas się pogodzić, że nie ma rozwiązania idealnego. Ja chcę wierzyć, że Jasna Góra – i nie tylko ona, choć może stać się pewnym symbolem – w tym kraju będzie naprawdę dla wszystkich. Wszystkim nam powinno na tym zależeć.

