Czynią świat lepszym

Siostry zakonne, które poświęciły całe swoje życie Bogu i ludziom, są nie do zastąpienia
i czynią świat lepszym. Ja tego doświadczyłam.

MAŁGORZATA WANKE-JAKUBOWSKA

Wrocław

Msza św. podczas Światowego Dnia Życia Konsekrowanego,
Katedra pw. św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu, 2 lutego 2020

AGATA COMBIK/FOTO GOŚĆ

Ciche i pokorne, zatopione w modlitwie, niezastąpione w najtrudniejszej posłudze wobec pensjonariuszy domów opieki czy niepełnosprawnych dzieci. Prowadzą przedszkola i szkoły, angażują się w dzieła charytatywne. Siostry zakonne. To one stanowią najliczniejszą grupę spośród wszystkich osób konsekrowanych. W Polsce żyje i pracuje łącznie ok. 15,5 tys. zakonnic należących do 110 zgromadzeń czynnych i kontemplacyjnych.
Gdy myślę o siostrach zakonnych, mam zawsze przed oczyma s. Alojzę i s. Judytę ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Do domu opieki przy Pl. św. Marcina we Wrocławiu trafiła w ostatnich miesiącach życia nasza mama. To był bardzo trudny moment i dla nas, i dla niej. Oddawałyśmy ją tam z ciężkim sercem, ale zapewnienie stałej, całodobowej opieki nie było inaczej możliwe. Siostry Alojza i Judyta, bo to one najwięcej czasu poświęcały naszej mamie, otoczyły ją czułą i troskliwą opieką. Widziałyśmy z bliska, jak trudna i wyczerpująca jest to praca, wymagająca nie tylko cierpliwości, profesjonalizmu, lecz także siły fizycznej, ponieważ w większości podopieczne były niesprawne i wymagały pełnej obsługi przy myciu, ubieraniu i spożywaniu posiłków. Obie siostry oddały naszej mamie ostatnią posługę, bo – choć odwiedzałyśmy ją codziennie – w tym najważniejszym momencie nie byłyśmy przy niej. Ale siostry były, towarzyszyły jej obecnością i modlitwą.
Sióstr zakonnych spotkałam wiele: w parafiach, do których należałam, czy w przedszkolu, do którego chodziły moje wnuki. Uśmiechnięte, życzliwe, przyjazne.

Ale chcę przywołać jeszcze dwie kobiety, które szczególnie zapamiętałam – formalnie nie zakonnice, choć osoby konsekrowane, żyjące w celibacie, wierne trzem radom ewangelicznym: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Pierwsza to już nieżyjąca Róża Siemieńska, żołnierz Armii Krajowej, sanitariuszka w Powstaniu Warszawskim, jedna z pierwszych członkiń „Ósemek”, późniejszego Instytutu Prymasa Wyszyńskiego (mającego status świeckiego instytutu życia konsekrowanego), aktorka Teatru Rapsodycznego, gdzie poznała ks. Karola Wojtyłę (z którym się zaprzyjaźniła), wieloletnia kierowniczka prowadzonego przez Instytut Domu Rekolekcyjnego „Ostoja” w Krynicy. Właśnie tam trafiłam w stanie wojennym, gdy mój mąż się ukrywał. Ciocia Róża, bo tak właśnie ją nazywaliśmy, nie tylko zapewniła mnie i moim małym dzieciom pobyt wakacyjny, lecz także okazała serce i przyjaźń, a jej opowieści i wskazania zapadły mi w pamięć i ukształtowały na dalsze lata.
Druga szczególna kobieta to s. Małgorzata Chmielewska, prezes Fundacji „Domy Wspólnoty Chleb Życia”. Nosi habit, choć zakonnicą nie jest, ale ślubowała celibat i trzy rady ewangeliczne. W czasie ostatniej powodzi we wrześniu 2024 r., gdy upubliczniłam w mediach społecznościowych informację o trudnej sytuacji poszkodowanej przez powódź w Nysie starszej kobiety z 40-letnią niepełnosprawną umysłowo córką, skontaktowała się ze mną i błyskawicznie organizowała
konkretną pomoc – dostarczenie mebli, lodówki, ubrań i pościeli. Tak różne, a łączy je miłość do Boga i ludzi.