Jak zdjęcia z Instagrama mapują region? Badanie, które może zmienić projektowanie przestrzeni

Scrollujemy, lajkujemy, udostępniamy – miliony zdjęć tworzą cyfrową mapę miejsc, które uznajemy za piękne. Ale czy ujęcie z tysiącem polubień na Instagramie mówi coś o realnej wartości przestrzeni, czy pokazuje tylko jej fotogeniczny wycinek? Urbaniści od lat szukają sposobu, by miasta i wsie były i ładne, i wygodne do życia. Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu sprawdzili, jak obraz z social mediów ma się do doświadczeń mieszkańców – i co to oznacza dla projektowania przestrzeni.

Zespół pracujący nad projektem (od lewej): prof. Piotr Krajewski, dr inż. Joanna Lipsa, mgr inż. Monika Lebiedzińska oraz mgr inż. Justyna Weidgang z Instytutu Gospodarki Przestrzennej

UPWr

W świecie mediów społecznościowych każdy z nas staje się nieświadomym cenzorem rzeczywistości. Kiedy sięgamy po telefon, żeby uwiecznić zachód słońca nad jeziorem, zwykle instynktownie pomijamy stojący obok przepełniony kosz na śmieci czy odrapaną ławkę. Co więcej, nawet jeśli wkradną nam się w kadr, nie potrzebujemy już specjalnego oprogramowania – wystarczy wbudowana natywnie w smartfon aplikacja – by usunąć przypadkowo zaplątane na zdjęciu niechciane elementy. W efekcie w Internecie ląduje wyidealizowany obraz świata, który tylko częściowo oddaje rzeczywistość.

Zespół naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu podjął się ambitnego zadania skonfrontowania wirtualnych obrazków z Instagrama (nazywanych tropami) z realnymi odczuciami ludzi. Zrobiono to na przykładzie sześciu różnorodnych gmin Dolnego Śląska, a wyniki analiz opublikowane zostały niedawno w czasopiśmie „Landscape and Urban Planning”.

Tradycyjne metody badania krajobrazu, takie jak żmudne inwentaryzacje w terenie czy papierowe ankiety, są czasochłonne i kosztowne. Ale niemal każdego dnia w sieci lądują miliony zdjęć zamieszczanych przez użytkowników mediów społecznościowych. A gdyby tak wykorzystać tę pracę, którą turyści i mieszkańcy wykonują za darmo? Okazuje się, że social media (szczególnie Instagram) to dla badaczy gigantyczna baza danych, w dodatku dostępna bezpłatnie i będąca dosłownie w zasięgu ręki. Wystarczy wziąć telefon i otworzyć aplikację…

Takiego zadania podjęli się naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Poddali oni analizie cyfrowy ślad pozostawiany w Internecie przez cały 2022 rok. Obszar badań objął sześć gmin o zupełnie różnym charakterze – od otoczonej pasmami górskim Jeleniej Góry i uzdrowiskowego Lądka-Zdroju, przez bogate w zasoby kulturowe tereny gminy Mysłakowice i przemysłowy Głogów aż po rolnicze i podmiejskie tereny gminy Kąty Wrocławskie i Krośnice. Skala tego przedsięwzięcia, które stało się tematem pracy magisterskiej Justyny Weidgang, była imponująca. Za pomocą specjalistycznego oprogramowania pobrano blisko 50 tysięcy publicznie dostępnych zdjęć oznaczonych geotagami i hasztagami (np. #jeleniagóra, #krośnice) tworząc gigantyczną bazę danych o przestrzeniach badanych obszarów. Aby jednak z niej skorzystać, trzeba było oddzielić ziarno od plew.

– Głównym wyzwaniem była ogromna skala danych oraz konieczność precyzyjnego odróżnienia wybranych krajobrazów od innych treści – opowiada prof. Piotr Krajewski z Instytutu Gospodarki Przestrzennej. – Ze względu na wielokryterialność przeprowadzenia ręcznej selekcji zdjęć i ich skalę badania były czasochłonne.

W rezultacie z bazy ponad 48 tys. pozyskanych fotografii wykluczono aż 85%. Odrzucano zdjęcia z wnętrz mieszkań, fotografie posiłków, zdjęcia zwierząt domowych…

Do finalnej, szczegółowej analizy zakwalifikowano ostatecznie nieco ponad 7 tysięcy zdjęć. Każde z nich zostało potraktowane nie jako pamiątka z wakacji, ale jako „dowód w sprawie”. Naukowcy zadawali sobie różnorodne pytania, np. co konkretnie przyciągnęło wzrok fotografa – czy był to jakiś zabytek, fragment lasu, czy może nowoczesny biurowiec? Odpowiedzi na te pytania pomogły stworzyć mapy cieplne (ang. heat maps) ludzkiej uwagi, czyli te miejsca w przestrzeni, które przyciągają wzrok i są obiektem atrakcyjnym dla fotografów.

Dolny Śląsk w obiektywie instagramowiczów

Wyniki analizy zdjęć przyniosły fascynujący obraz tego, co uznajemy za atrakcyjne. Okazuje się, że mimo różnic między badanymi gminami, pewne wzorce są uniwersalne. Absolutnymi liderami w kategorii „najchętniej fotografowane” są dwa typy krajobrazu – krajobrazy leśne i krajobrazy miejskie z zachowanymi układami historycznymi.

Lasy i tereny zieleni dominują na zdjęciach z gmin o charakterze przyrodniczym (jak Krośnice czy Mysłakowice), ale są też niezwykle popularne w miastach. To dowód na naszą tęsknotę za naturą i potrzebę ucieczki od betonu. Na obszarach miejskich szczególnie chętnie fotografowano zabytkowe rynki, kamienice, pałace czy inne historyczne miejsca. To fotograficzne „samograje”, bo są w większości nie tylko estetyczne, ale też budują tożsamość danego miejsca i zwykle świetnie prezentują się na małym ekranie telefonu. Naukowcy z UPWr zauważyli przy okazji, że historyczna tkanka miejska jest postrzegana jako dobro luksusowe, swoista wizytówka danego miejsca, którą chcemy pokazać światu.

Krajobraz w badaniach ankietowych i mediach społecznościowych

UPWr

Czego nie widać na zdjęciach?

Ładne zdjęcia wyselekcjonowane i przeanalizowane przez zespół badawczy to jedno. Ale gdybyśmy oparli planowanie przestrzenne wyłącznie na danych z Instagrama, moglibyśmy dojść do wniosku, że Dolny Śląsk to kraina wiecznej szczęśliwości, pełna uśmiechniętych ludzi żyjących wśród malowniczych ruin i zielonych lasów. Dlatego równolegle z analizą zdjęć naukowcy przeprowadzili badania ankietowe wśród mieszkańców badanych obszarów.

I tu obraz przestaje być już tak cukierkowy. Ankiety ujawniły to, co badacze nazywają „rozdźwiękiem percepcyjnym”. Mieszkańcy – w przeciwieństwie do okazjonalnych turystów czy influencerów – widzą swoje otoczenie w szerszym kontekście. Wskazano problemy, których na fotkach zamieszczanych w mediach społecznościowych nie widać.

Problem infrastruktury

O ile na zdjęciach droga jest tylko elementem kompozycji, o tyle w ankietach ta sama droga bywa źródłem frustracji. Mieszkańcy narzekają na dziury w nawierzchni, brak chodników, korki czy niedostateczną liczbę miejsc parkingowych. To, co na zdjęciu jest neutralnym tłem, w codziennym życiu zaczyna być ważnym problemem.

Ochrona przyrody

Na Instagramie las jest piękny i zielony. Nie widać na nim żadnej skazy. Ale w ankietach mieszkańcy często zgłaszali zaśmiecenie szlaków, nielegalne wycinki drzew czy zaniedbanie parków. Osoby, które żyją w danym miejscu na co dzień, widzą proces degradacji, którego nie uchwyci żadne pojedyncze, zrobione w starannie wybranym miejscu i dobrze wykadrowane, zdjęcie.

Chaos przestrzenny

Ankietowani zwracali także uwagę na nieład reklamowy, brzydkie elewacje nowych budynków czy brak spójności w planowaniu przestrzeni. To z kolei są elementy, które fotografowie zazwyczaj starają się kadrować tak, by nie było ich widać (albo usuwają z pomocą narzędzi AI).

Analizy, które przeprowadzili naukowcy z UPWr, mają ogromny potencjał dla samorządów i planistów przestrzennych. Po pierwsze, analiza zdjęć zamieszczanych w mediach społecznościowych pozwala zidentyfikować nieformalne szlaki turystyczne i miejsca rekreacji, o których urzędnicy mogą nie mieć pojęcia. Jeśli widzimy, że setki ludzi fotografują się na konkretnej dzikiej łące pod miastem, może warto postawić tam ławkę i kosz na śmieci oraz oświetlić to miejsce, żeby było bezpieczne lub wnioskować o objęcie tego obszaru ochroną, jeśli jej wartość przyrodnicza jest wysoka zamiast planować tam kolejny magazyn?

Po drugie, zestawienie tych danych z ankietami pozwala uniknąć pułapki „pudrowania rzeczywistości”. Inwestowanie tylko w to, co ładnie wygląda na Instagramie (np. kwietniki na rynku czy odmalowanie samej elewacji), przy jednoczesnym zaniedbaniu infrastruktury, która „boli” mieszkańców, jak dziurawe chodniki dwie ulice dalej, to prosta droga do konfliktów społecznych.

Praca naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu udowodniła, że najlepsze w zarządzaniu przestrzenią jest podejście hybrydowe, a ocena atrakcyjności krajobrazu nie może być już dziełem jednego eksperta za biurkiem. Musi uwzględniać „mądrość tłumu” – nawet jeśli jest to mądrość wyrażana w lajkach i hasztagach…