Zenon Prętczyński – Budowniczy Wrocławia
Historia życia Zenona Prętczyńskiego łączy się z historią naszego miasta –
jest pięknym przykładem zaangażowania i wysiłku, który mieszkańcy Wrocławia
musieli włożyć w jego odbudowę.
JACEK STERCZEWSKI
Wrocław
Kościół św. Wawrzyńca we Wrocławiu to spektakularny przykład kunsztu Zenona Prętczyńskiego
ARCHIWUM AUTORA
Zenon Prętczyński – architekt i urbanista, przedstawiciel pierwszego pokolenia budowniczych polskiego Wrocławia – zmarł 1 września 2025 r. w wieku 99 lat. Jego twórczość pełna była wielu innowacyjnych pomysłów na to, jak z ruin można wznieść od nowa miasto, z którego wciąż jesteśmy dumni.
Powojenne porządki
Do Wrocławia Zenon Prętczyński przyjechał w 1947 r. z rodzinnego Kalisza. Studenci nowo utworzonego Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej przyjeżdżali z różnych części kraju, naznaczeni doświadczeniami wojennymi. On wspominał o kolegach z roku, że „była to powojenna zbieranina, niektórzy jak przebierańcy w starych mundurach i przetartych garniturach”. Byli wśród nich żołnierze Armii Krajowej, weterani Armii Andersa oraz Stanisław Ryniak, pierwszy polski więzień obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.
O swojej edukacji Prętczyński mówił: „Politechnika Wrocławska była jak filia Politechniki Lwowskiej. Niemal każdy z tych lwowiaków był osobowością, wielu z nich przysłużyło się Wrocławiowi”. Jeden z nich, prof. Dobrosław Czajka, przebudował pylony Mostu Grunwaldzkiego. Tadeusz Brzoza, Zakopiańczyk z „nieodłączną fajeczką”, zajmował się odbudową gmachu głównego Uniwersytetu Wrocławskiego, jego dziełem są też budynki Politechniki Wrocławskiej przy ul. Grunwaldzkiej. Pochodzący z Krakowa Marcin Bukowski odbudował rynek, ratusz i bezcenne dla tożsamości Wrocławia świątynie na Ostrowie Tumskim. Zenon Prętczyński pamiętał o swoich nauczycielach – w 2005 r. wydał książkę Wspomnienia o Profesorach Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej.
Wspominając swój przyjazd do Wrocławia, Prętczyński widział miasto jako morze ruin: „wciąż mam przed oczami szkielety domów, powykręcane żelastwo. Miasto już nie płonęło, ale wciąż był w nim dojmujący zapach wojny – dymu, strachu, swądu”. Zaledwie 10 lat później miał on znaczący udział w wybudowaniu Kościuszkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, najważniejszej powojennej inwestycji we Wrocławiu. Zespół pod przewodnictwem Romana Tunikowskiego otrzymał zadanie zaprojektowania nowoczesnego osiedla, które uporządkowałoby duży fragment centrum miasta. Dla młodego Prętczyńskiego była to pierwsza możliwość sprawdzenia swoich umiejętności w praktyce. Wszyscy mieli świadomość, jak ważny to projekt dla całego Wrocławia. Prętczyński wspominał: „Romek [Tunikowski] pracował nad tym projektem jak oszalały, carmen za carmenem, kawa za kawą. Od czasu do czasu wsiadał tylko w pociąg do Warszawy, do Komitetu Urbanistyki i Architektury, którego błogosławieństwo było niezbędne”. Udało się zręcznie uniknąć wątków propagandowych i stworzyć salon miasta – eleganckie osiedle mieszkaniowe inspirowane jeszcze architekturą klasycystyczną, stanowiące „socrealizm w dobrym wydaniu”. Było to miejsce, w którym się bywało, a także przestrzeń odpoczynku od ruin i powojennych zniszczeń. Patrząc na plac KDM, pełen zieleni, z artystycznym i społecznym życiem tętniącym w lokalach usługowych umiejscowionych na parterze, można było uwierzyć w to, że już niebawem Wrocław znowu stanie się wielkim miastem.
Wizje wielkomiejskiego Wrocławia
Zenon Prętczyński razem z Wiktorem Jackiewiczem i Romanem Tunikowskim tworzyli tzw. Wrocławską Trójkę Konkursową – wspólnie przygotowywali projekty na konkursy architektoniczne, zdobywając wiele nagród i wyróżnień. Na deski kreślarskie brali najbardziej ambitne tematy dotyczące zabudowy całych fragmentów Wrocławia – placów Grunwaldzkiego, Społecznego i Dominikańskiego, a także okolic ul. Powstańców Śląskich. Prętczyński śmiało wprowadzał koncepcje stylu modernistycznego – w jego wizji Pl. Społeczny oprócz biurowców miał mieć promenadę przeznaczoną tylko dla ruchu pieszego, a droga dla samochodów została wyraźnie oddzielona, umieszczona na niższym poziomie.
Tworząc kolejne projekty urbanistyczne, architekci marzyli o wielkomiejskim Wrocławiu. Władysław Czarnecki pisał na temat projektu Pl. Społecznego: „Zespół ośrodka oglądany z przeciwległego brzegu Odry piętrzący się swoimi bryłami z potężną dominantą, wtopiony w zieleń, będzie doskonale uzupełniał panoramę i sylwety wież Starego Miasta. Jest to bardzo oryginalne i unikalne położenie ośrodka centralnego, nie spotykane w miastach europejskich”. Niestety, wizje Wrocławskiej Trójki okazały się zbyt śmiałe – wyróżniały się dużym rozmachem, przez co miały niewielką szansę na wprowadzenie w życie. W latach 60. i 70. brakowało zarówno wystarczających środków, jak i technicznych możliwości na wzniesienie tak dużych założeń architektonicznych.
Najważniejsze zrealizowane budynki Zenona Prętczyńskiego wierne były już modernizmowi – skupione na funkcjonalności oraz wykorzystaniu nowatorskich sposobów na konstrukcję. Szkoła Podstawowa nr 84 przy ul. Górnickiego 20 we Wrocławiu w 1958 r. okazała się najdroższą z wrocławskich „tysiąclatek” i wyróżniała się taką konstrukcją, aby sale lekcyjne mogły być wygodnie doświetlone z obu stron. Uwagę zwracała również oprawa asymetrycznie zlokalizowanego wejścia z płaskim daszkiem podwieszonym między dwoma podporami w kształcie odwróconych trójkątów. Modernistyczne ideały zakładały staranne urządzenie otoczenia budynku – teren obsadzono drzewami, a obok sali gimnastycznej wzniesiono plenerowy amfiteatr z ekranem do wyświetlania filmów.
Jeszcze bardziej spektakularnym budynkiem zaprojektowanym przez Prętczyńskiego jest Kościół św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida we Wrocławiu, oddany do użytku w 1981 r. Cały ciężar konstrukcji oparty jest tylko na jednym żelbetowym słupie, z którego biegnie promieniście dwanaście żeber, symbolizujących apostołów. Kulista bryła świątyni przypomina arkę – wyeksponowane bryły odsyłają do barokowego rozmachu, a boczna ściana składa się z poziomych pasów okien, co wskazuje na nowoczesne metody projektowania modernistycznego.
Poczucie dobrze wykonanego zadania
Ocena dorobku czasów komunizmu sprawia nam czasem pewną trudność, ponieważ architektura była jedną z dziedzin, w których propaganda Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej była wykorzystywana najczęściej. Przy opowiadaniu o powojennej odbudowie Warszawy zwraca się uwagę na spory ideologiczne pracujących tam architektów i architektek, co opisuje Grzegorz Piątek w książce Najlepsze miasto świata. Z kolei Rafał Matyja w wydanym niedawno Krakowie – mieście zero stawia tezę, że krakowska społeczność zdecydowała się zignorować powojenny okres historii miasta, gdy komuniści obok królewskiego grodu jakby na złość wznieśli robotniczą dzielnicę Nowej Huty.
Są to rozważania, których nie słychać we Wrocławiu. Jego mieszkańcy i mieszkanki czują przede wszystkim dumę z tego, że udało się odbudować zniszczone miasto. Być może ten wspólny wysiłek był tym, co połączyło ludność zjeżdżającą na Ziemie Odzyskane ze wszystkich zakątków Polski. Świadomy tej szczególnej roli odbudowy Wrocławia był także Prętczyński. Rozumiał swoją rolę architekta nie jako rzemiosło, lecz jako zaszczyt i służbę – pełnioną razem z przyjaciółmi i swoimi mistrzami. Jak mówił w 2014 r.: „Wszystkie te budynki rosły na moich oczach. To miasto stanęło na nogi dzięki pasji moich profesorów i kolegów. Nie liczyły się wówczas zarobki, awanse; liczyło się to, że budujemy Wrocław”.
Cytaty pochodzą z wywiadu, którego
Zenon Prętczyński udzielił w 2014 r.
Anecie Augustyn z okazji jubileuszu
70-lecia Politechniki Wrocławskiej

