ŚWIĘCI NIE PRZEMIJAJĄ. ŚWIĘCI WOŁAJĄ O ŚWIĘTOŚĆ

Bł. Laura Vicuña

Rozbite rodziny? Dzieci niemające oparcia w rodzicach? Takich przypadków jest wokół
nas wiele. Czy modlitwa tej chilijskiej dziewczynki może być skutecznym klejem na
popękane relacje?

MAŁGORZATA TRAWKA

Wrocław

Błogosławiona Laura Vicuña
w chwili śmierci 22 stycznia 1904 r.
miała niecałe 13 lat

SALESIANOS.INFO

Błogosławiona Laura Vicuña duchowo łączy Chile i Argentynę. Urodziła się w 1891 r. w Santiago, chilijskiej stolicy. Podkreśla się dwie kwestie dotyczące chrztu dziewczynki: miał miejsce we wspomnienie Maryi Wspomożycielki, co od początku naznaczyło chrześcijańskie życie Laury charyzmatem salezjańskim, a ponadto w tej samej chrzcielnicy została ochrzczona inna święta, Teresa od Jezusa z Los Andes. Czyli: niejedno dobro pochodzi z Chile.
Trudne dzieciństwo
Ale żeby dostrzec dobro, Laurita musiała mieć mocno wytężone zmysły, ponieważ, co tu dużo mówić, życie jej nie rozpieszczało. Przyszła na świat w czasie wojny domowej. Prezydent José Manuel Balmaceda, wybrany przez Kongres z 98-procentowym poparciem, po 5 latach został obalony, a przegraną przypieczętował samobójstwem. Ojciec Laury, wysokiej rangi oficer wojskowy, lojalnie stojący po stronie prezydenta, w wyniku wojny musiał wyjechać wraz z rodziną daleko na południe od Santiago. Zmarł, gdy dziewczynka miała dwa lata. Osierocił nie tylko ją, lecz także młodszą Julię. Konsekwencje śmierci pana José Dominga Vicuñy, dobrego męża i ojca, były wyjątkowo tragiczne. Matka dziewczynek, pani Mercedes Pino, jako uboga krawcowa nie była w stanie utrzymać rodziny. Mąż odszedł, ale jego nazwisko zostało, a nie kojarzyło się ono w nowym porządku politycznym pozytywnie. Mercedes wraz z córkami przeniosła się więc do Argentyny. I tu walka dobra ze złem zaostrzyła się dramatycznie.
Prowincja Neuquén w Argentynie, od kiedy zaczęli do niej napływać uciekinierzy i poszukiwacze przygód, nie cieszyła się dobrą sławą. Jeszcze nie tak dawno ten patagoński obszar zamieszkiwała ludność tubylcza, ale kampanie militarne armii argentyńskiej zdziesiątkowały liczbę rdzennych mieszkańców. Ten tzw. Podbój Pustyni i napływ migrantów zmieniły oblicze nieskalanego regionu, stając się miejscem upadku wartości. Matka Laury związała się z Manuelem Morą. Niestety, jego zewnętrzne bogactwo łączyło się z zepsuciem wewnętrznym. Owszem, płacił za wykształcenie Laury i Julii w szkole sióstr salezjanek w Junín de los Andes, jednak dodatkową cenę płaciła matka dziewczynek, żyjąc z człowiekiem przemocowym, o toksycznej osobowości, postępującym według swoich zachcianek. W końcu i Laura musiała uciekać przed jego żądzami i brutalnością. Mercedes coraz bardziej rozumiała, że żyje w pułapce, ale zastraszana przez konkubenta nie umiała się z niej wyrwać.

Miłość do Jezusa
Tego, czego Laura nie miała w domu, dostarczała jej szkoła. Sytuacja w internacie u sióstr wyglądała dokładnie odwrotnie. Uboga materialnie placówka na różne sposoby pompowała do serc uczennic Bożą miłość. Nawet gdy niezadowolony Manuel zaprzestał płacenia za szkołę Laury, siostry nie odmówiły jej schronienia i edukacji.

U SALEZJANEK DZIEWCZYNKA
PRZYSTĄPIŁA DO KOMUNII ŚW.,
BIERZMOWANIA, A TAKŻE ZŁOŻYŁA
PRYWATNE ŚLUBY CZYSTOŚCI,
UBÓSTWA I POSŁUSZEŃSTWA.

Laura kochała Jezusa, czas spędzany z siostrami i swój duchowy autorytet, św. Dominika Savio. Za jego przykładem podjęła postanowienia: „1. Boże mój, pragnę Cię miłować i służyć Ci przez całe życie i dlatego oddaję Ci moją duszę, moje serce, całą moją istotę. 2. Pragnę raczej umrzeć, aniżeli obrazić Cię grzechem; dlatego chcę się umartwiać we wszystkim, co mogłoby mnie od Ciebie oddalić! 3. Postanawiam czynić wszystko, co umiem i co mogę, aby ludzie znali Cię i kochali, i aby wynagrodzić zniewagi, które spotykają Cię codziennie od ludzi, a zwłaszcza od członków mojej rodziny”.
No właśnie, rodziny… Laura rozumiała, jak tragiczne konsekwencje ma odrzucenie życia sakramentalnego, a tę drogę wybrała Mercedes. Za zgodą swojego spowiednika postanowiła ofiarować swoje życie w intencji nawrócenia mamy. Choroba zabrała Laurę w wieku niecałych 13 lat. A co się stało z matką dziewczynki? Tuż przed śmiercią Laura zwróciła się do mamy: „Tak, mamo, umieram… Sama prosiłam o to Jezusa i moja prośba została wysłuchana. […] Mamo, czy nie dane mi będzie doznać jeszcze przed śmiercią radości z twojej skruchy?”. Było jej dane. Poruszona do głębi serca mama przyrzekła Laurze zmianę życia i wiemy, że na słowach się nie skończyło.
Eucharystyczny kwiat
„Jej życie było poematem czystości, ofiary, miłości do matki” – głosi napis na grobie Laury. Została beatyfikowana przez św. Jana Pawła II w Turynie, w jubileusz setnej rocznicy śmierci św. Jana Bosko, jako „eucharystyczny kwiat z Junín de los Andes”. Beatyfikacja ta stała się zachętą do refleksji nad prawami dziecka, szczególnie do życia w rodzinie jako miejscu wzajemnej miłości oraz ludzkiej i chrześcijańskiej formacji. Laura musiała tego miejsca szukać poza swoim domem. Na szczęście trafiła do rodziny salezjańskiej. Salezjańskie kwiaty możemy podziwiać nawet zimą. W styczniu wspominamy zarówno bł. Laurę (22 I), jak i św. Jana Bosko (31 I).