Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

Gienek, Fryderyk i sprawiedliwość

ILUSTRACJA MWM

– Jestem bardzo niezadowolony! – krzyknął szop Fryderyk, gdy wyłączyli telewizor. Przyjaciele właśnie skończyli oglądać mecz i niestety ich ulubiona drużyna przegrała.
– Nie przejmuj się, przecież to tylko gra. – Gienek próbował uspokoić kolegę, Freddy jednak wciąż był podenerwowany i nadal się nakręcał.
– Ile razy musimy to samo przeżywać! Mamy dobrych zawodników, dobre akcje, gramy lepiej niż zwykle, a na końcu znów przegrywamy.
– Graliśmy jak nigdy, a przegraliśmy jak zawsze – zażartował ksiądz Piotr.
– A najbardziej mnie zdenerwowało to, że ten jeden tak udawał, że był faul, tak się turlał z bólu, że chyba bardziej mu to turlanie zaszkodziło niż sam upadek. I co? I sędzia się nabrał. Niesprawiedliwość!
– Słuszna uwaga – potwierdził Pluszowy Mnich. – Nie wiem, jak to było możliwe, żeby nikt tego nie wychwycił. Ja z domu widziałem na powtórce, że on sam się kopnął w nogę i przewrócił.
– Krew mnie zalewa po prostu. – Szop Pracz nie dał się pocieszyć.
– A to jest jeszcze ciekawsze, bo przecież jesteś pluszowy, więc nie wiem, jak to możliwe. Tyko uważaj, bo krew się ciężko spiera. – Ksiądz Piotr nadal próbował żartować, by rozładować sytuację, ale najwyraźniej nie bardzo mu się to udawało.
– Ksiądz też przeciwko mnie?! – ryknął Freddy i wybiegł z pokoju.
– Ojej, przesadziłem – zmartwił się ksiądz. – Nie wiedziałem, że Fryderyk aż tak się tym przejął. Muszę go przeprosić.
– Myślę, że to jego poczucie sprawiedliwości, które spotkało się z niesprawiedliwością, tak go wyprowadziło z równowagi. – Pluszowy Mnich podrapał się po głowie. – Pójdę z nim porozmawiać.
Gienek długo szukał Fryderyka. Nie było go ani w pokoju, ani na podwórku, ani w szopie z narzędziami. „Może poszedł do kościoła?” – pomyślał Mnich.

I rzeczywiście, Szop Pracz leżał zwinięty w kłębek pod ołtarzem i chlipał po cichu.
– Hej, nie martw się aż tak bardzo – szepnął Gienek, głaszcząc przyjaciela po grzbiecie.
– Nie przejmuję się tym, że przegraliśmy. Jest mi smutno, bo gdy dzieje się niesprawiedliwość, to mi się przypomina, jak mnie niesprawiedliwość spotkała i jaki byłem wtedy nieszczęśliwy. Pamiętasz, jak Zibi we mnie rzucił lodami i oskarżył mnie o kradzież? Albo jak pani w szkole nie uwierzyła mi, że pomagałem starszej pani przejść przez ulicę i dlatego się spóźniłem do szkoły? No i mi smutno, bo to wszystko było niesprawiedliwe.
– Rozumiem cię bardzo dobrze, mnie też wiele razy taka niesprawiedliwość spotkała, a Pan Jezus cię rozumie jeszcze lepiej, ponieważ Jego dużo bardziej niesprawiedliwie potraktowali. A On zawsze odpowiadał sprawiedliwością na niesprawiedliwość.
– Wiem – mruknął Freddy. – I dlatego przyszedłem popłakać do Niego. I wtedy mi się przypomniało, czym tak naprawdę jest bycie sprawiedliwym: to oddanie każdemu tego, co mu się słusznie należy. I przez chwilę nawet pomyślałem, że w takim razie tego symulanta naprawdę trzeba kopnąć, żeby go zabolało tak, jak udawał, że go boli. Ale potem mi się przypomniało, jak kiedyś ksiądz Piotr na kazaniu mówił, że Pan Bóg oddaje to, co w Jego oczach jest sprawiedliwością, czyli przebacza nam grzechy i przez to czyni nas sprawiedliwymi. Więc postanowiłem, że się pomodlę, żebym tak potrafił.
– I bardzo dobrze zrobiłeś – pogratulował Gienek. – A teraz wróćmy do domu, bo ksiądz Piotr się martwi, że nie był dla ciebie sprawiedliwy, i chce cię przeprosić za niewłaściwy żart.
– A ja mu wymierzę sprawiedliwość i mu przebaczę! – uśmiechnął się Freddy. I pobiegli do domu.

KS. PIOTR NARKIEWICZ