Wśród nocnej ciszy

Szopka bożonarodzeniowa to nie tylko świąteczna dekoracja, lecz także namacalny obraz, który łączy w sobie wiarę, tradycję i sztukę.
Przez wieki – od średniowiecznych szopek św. Franciszka po współczesne instalacje – człowiek mógł dzięki niej doświadczać cudu Bożego Narodzenia tu i teraz.

MAŁGORZATA HAISIG

Wrocław

Żłóbek w Greccio, trzynasty z dwudziestu ośmiu fresków z cyklu Sceny z życia św. Franciszka,
Giotto di Bondone, ok. 1295–1299, bazylika św. Franciszka w Asyżu

WIKIMEDIA COMMONS

Lubię odwiedzać kościół św. Antoniego na wrocławskich Karłowicach. Co roku w grudniu wracam tam, by kontemplować największą na Dolnym Śląsku szopkę. Jej konstrukcja wypełnia niemal całe prezbiterium, sięgając aż po sklepienie kościoła. Nie chodzi tutaj jedynie o imponujący rozmiar, ta zachwycająca instalacja, z pietyzmem oddająca detale, niesie w sobie ogromny ładunek religijny i duchowy. Oto przed nami – jak żywa – tajemnica Narodzenia Pańskiego: cud radości i zachwyt nad Słowem Wcielonym.
Na pierwszym planie dostojni trzej królowie z powagą oddają cześć Dzieciątku, a rozradowani pasterze biegną w stronę żłobu. Drugi plan wypełnia pokryta strzechą stajnia, w której widzimy pochyloną nad Dzieciątkiem Maryję i czuwającego św. Józefa. Obok wół, osioł i baranki. Scenerię domyka górujące nad świętym miejscem miasteczko Betlejem z migającymi światełkami w kamiennych domach i granatowe niebo usiane gwiazdami. To jednak nie wszystko, blisko stajenki można dostrzec klęczącą postać w brązowej tunice przepasanej białym sznurem. To św. Franciszek z Asyżu, który po raz pierwszy zainscenizował narodziny Jezusa.
Umbryjska wioska
W grudniu 1223 r. św. Franciszek przybył do ukochanego Greccio. Była to niewielka, malownicza wioska. Franciszek darzył jej mieszkańców szczególnym uczuciem, dostrzegając w nich odbicie ewangelicznego ubóstwa i czystej wiary. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, czas szczególnie przez niego umiłowany. Napełniony wspomnieniami z pielgrzymki do Ziemi Świętej, zapragnął doświadczyć tajemnicy wcielenia Chrystusa nie tylko rozumem, lecz także wszystkimi zmysłami. Jak pisze Tomasz z Celano – pierwszy biograf Świętego – Franciszek na własne oczy chciał zobaczyć „niedostatek Jego niemowlęcych potrzeb”.
Zamysł Franciszka zrealizował jego bliski przyjaciel i zwolennik – Giovanni Velita. Niedaleko Greccio szlachcic znalazł odpowiednią grotę, a wkrótce pojawiły się w niej żłóbek, siano, a także wół i osioł. Kiedy nadeszła noc Bożego Narodzenia, mieszkańcy wioski przyszli z pochodniami. Wśród zapachu siana i świec, śpiewu braci i odgłosów zwierząt, po raz pierwszy doświadczyli tak intensywnie cudu wcielenia i w namacalny sposób przeżyli ubóstwo i pokorę narodzenia Chrystusa. „Z Greccio uczyniono nowe Betlejem” – zanotował Tomasz z Celano.
Gdzie Bóg staje się bliski
Oto fenomen szopki św. Franciszka, która uczyniła tajemnicę Bożego Narodzenia bliską i namacalną. Świętemu nie chodziło o samą inscenizację wydarzenia, lecz o głęboki akt duchowy, unaoczniający misterium wcielenia. W ten sposób Biedaczyna z Asyżu niejako „zdemokratyzował” przekaz religijny, sprawiając, że żywa szopka przemówiła do wszystkich ludzi w czasach, gdy większość wiernych nie miała dostępu do dzieł sztuki ani nie umiała czytać. Dzięki temu teologia stała się zrozumiała i przeżywana wspólnotowo, ponieważ Bóg rodził się już nie gdzieś tam w Betlejem, 1200 lat wcześniej, ale tu i teraz, w bardzo konkretnym i znanym ludziom porządku rzeczy.
Właśnie ta dostępność i czuła bliskość tajemnicy sprawiły, że idea szopki rozprzestrzeniła się błyskawicznie po całych Włoszech, potem w Europie, aż wreszcie dotarła do najdalszych zakątków świata.
Tradycja i lokalność
W kolejnych stuleciach szopki zmieniały swój wygląd, formę i styl. Choć niezmienni pozostawali ich bohaterowie, zmieniało się wszystko wokół nich. Rzemieślnicy, a także rzeźbiarze zaczęli wprowadzać w przestrzeń szopek elementy swojej codzienności: stroje z własnej epoki, lokalną architekturę, krajobrazy, a nawet postaci historyczne i legendarne. W neapolitańskich presepi obok Józefa i Maryi widzimy handlarzy, rybaków, muzyków i żołnierzy, a także lokalne krajobrazy, rzeki i ruiny. Meksykańskie nacimientos nawiązują do kultury prekolumbijskiej i tradycji kolonialnych. Wykonywane głównie z gliny, emanują niezwykłą feerią kolorów i bogactwem postaci, zwierząt i roślin. Inaczej w Afryce, tam rzeźbione w mahoniowym lub białym drewnie szopki to często ascetyczne monochromatyczne dzieła. Zamiast stajenki, sceny biblijne umiejscawiane są w afrykańskiej chacie, a postaci przypominają rodzimych mieszkańców Afryki.

W szopkach krakowskich do Betlejem dołączają hejnaliści i smoki spod Wawelu. Koniecznie należy wspomnieć o rodzinie Malików, która od pokoleń tworzy betlejemskie szopki. Dzięki nim tradycyjne szopkarstwo krakowskie trafiło na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO. Te bogate w detale dzieła sztuki ludowej kultywują tradycję szopki jasełkowej. Biblijnym postaciom towarzyszą krakowiacy, pan Twardowski oraz inne historyczne i legendarne postaci związane z Krakowem. Zamiast grot, stajenek i chat nasz wzrok przykuwają wieże kościoła Mariackiego, Barbakan i Wawel.
Mecenat i sztuka zaangażowana
Z jednej strony mamy oddolną tradycję, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Z drugiej, od czasów średniowiecza równolegle rozwija się nurt artystyczny, kształtowany przez mecenat Kościoła i władców. To właśnie on w dużej mierze przyczynił się do przekształcenia rzemiosła szopkowego w sztukę wysoką. Duże zamówienia pozwalały artystom na korzystanie z drogich materiałów, takich jak marmur, terakota czy szlachetne tkaniny, oraz na tworzenie kompozycji o monumentalnym charakterze. Jednym z pierwszych przykładów takiego mecenatu było zlecenie papieża Mikołaja IV, który w 1291 r. powierzył Arnolfowi di Cambio wykonanie marmurowej grupy rzeźbiarskiej przedstawiającej narodzenie Chrystusa dla bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Artysta, tworząc w stylu łączącym gotycką ekspresję z antycznym realizmem, wyrzeźbił postacie Maryi z Dzieciątkiem, Józefa, trzech króli oraz wołu i osła. Pomimo monumentalnej formy i szlachetnego materiału rzeźby emanują łagodnością i skupieniem. Dzięki temu praca ta, uważana za pierwszą znaną w historii rzeźbiarską szopkę, połączyła franciszkańskiego ducha prostoty z ambicją artystyczną słynnego architekta i rzeźbiarza.
Kilka stuleci później, w XVIII-wiecznej Portugalii, królewski mecenat nadał tej tradycji zupełnie nowy wymiar. Joaquim Machado de Castro stworzył monumentalną szopkę dla bazyliki Estrela w Lizbonie, w której umieścił około 450 terakotowych i korkowych figur. Dążąc do wyjątkowego realizmu, artysta polichromował figury i ubierał je w autentyczne, miniaturowe stroje. W dziele tym połączył sceny biblijne z życiem codziennym Portugalczyków, umieszczając wśród bohaterów scen także portrety prawdziwych postaci historycznych. Dzięki temu przekaz stał się bliższy i bardziej zrozumiały dla każdego, a historia Narodzenia wplatała się w codzienne życie ówczesnego społeczeństwa.
Z czasem jednak motyw szopki zaczął wykraczać poza sferę religijną, stając się narzędziem refleksji nad światem współczesnym. Artyści zaczęli wykorzystywać go jako formę wypowiedzi społecznej i politycznej, zachowując symbolikę narodzin i nadziei, ale przenosząc ją w kontekst aktualnych wydarzeń. Jednym z najbardziej poruszających przykładów takiego podejścia jest Pojazd betlejemski Jerzego Kaliny. Instalacja przedstawia figurkę Jezusa leżącą na sianie w otwartym bagażniku fiata 125 p. Artysta w sposób bezpośredni nawiązuje do męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. To wzruszające zestawienie niewinności i zbrodni w czasach PRL-u miało dać ludziom nadzieję na odrodzenie i zwycięstwo dobra nad złem, ponieważ – jak napisał papież Franciszek – leżący w żłobie Syn Boży objawia nam miłość, która zstępuje aż do ludzkiej nędzy.
Greccio dziś
Myślami wracam do umbryjskiej wioski. Oczami wyobraźni przechadzam się kamiennymi uliczkami i zaglądam w zaułki, w których witają mnie małe betlejemskie figurki Manfreda Proiettiego, artysty, który już jako dziecko zbierał glinę w rowach i wypalał figurki do szopek w piecu chlebowym swojej babci.
Tutaj warto się zatrzymać i wszystkimi zmysłami, tak jak ponad 800 lat temu mieszkańcy tej wioski, doświadczyć narodzin Chrystusa w naszej osobistej, betlejemskiej grocie. Oddalając się od hałasu i rozpraszających świątecznych błyskotek, możemy ogrzać ją ciepłem naszych serc i czekać na przyjście małego Jezusa. Bo wśród nocnej ciszy rodzi się Bóg.