ŚWIĘCI NIE PRZEMIJAJĄ. ŚWIĘCI WOŁAJĄ O ŚWIĘTOŚĆ

Św. Małgorzata d’Youville

Ta historia wpisuje się w cykl wigilijnych opowieści o mocy dobrych uczynków
przeganiającej długie i zimne noce cierpienia. Nic dziwnego, że jej bohaterka
wspominana jest 23 grudnia.

MAŁGORZATA TRAWKA

Wrocław

Portret Marii Małgorzaty d’Youville, autor nieznany,
ok. 1825–1881, olej na płótnie,
Muzeum McCord Stewart
w Montrealu, Kanada

HTTPS://COLLECTIONS.MUSEE-MCCORD-STEWART.CA

Francuska kolonia w Ameryce Północnej nie miała lekko. Przez znaczną część XVII w. bowiem była kąsana przez plemiona Irokezów w tzw. wojnach bobrowych i z trudem próbowała usankcjonować swoje miejsce na mapie Nowego Świata. W walkach z Indianami wsławił się odwagą niejaki Christophe Dufrost de La Jemerais. W 1701 r. pomiędzy stronami został zawarty pokój. Był to też rok urodzenia pierwszego dziecka pana Dufrosta, córki Marii Małgorzaty. 16 października mieszkańcy położonej nad Rzeką św. Wawrzyńca miejscowości Varennes, w kościele pw. św. Anny, powitali nową mieszkankę i chrześcijankę.
Trudna młodość
Gdy siedem lat później dziewczynka miała już pięcioro młodszego rodzeństwa, pan Dufrost niespodziewanie zmarł. Na pomoc wdowie, pani Marie-Renée, ruszyli krewni i przyjaciele. Dzięki wsparciu pradziadka dziewczynka przez dwa lata kształciła się w szkole sióstr urszulanek w Quebecu. Choć pewnie czas z dala od rodziny nie był łatwy, stał się okazją do pogłębienia duchowości młodej panienki. W wieku 12 lat wróciła do domu, by podzielić się zdobytą wiedzą z rodzeństwem. Matka Małgorzaty ponownie wyszła za mąż i w roku 1721 rodzina przeprowadziła się do Montrealu, gdzie nasza bohaterka poznała swojego przyszłego męża, handlarza futer François, i już rok później została panią d’Youville.
Ach, jakie to było trudne małżeństwo! Mąż był obojętny, nieodpowiedzialny i rozrzutny, Małgorzata miała trudne relacje z mieszkającą z nimi teściową, a reputacja rodziny została mocno nadszarpnięta, gdy na François padło podejrzenie, że nielegalnie handluje alkoholem z Indianami. Te uciążliwe lata przynosiły Małgorzacie cios za ciosem. Być może wracała myślami do pewnego młodego szlachcica, który był jej pierwszym kandydatem na męża, ale z powodu konwenansów i zasad społecznych młodzi nie mogli zawrzeć małżeństwa. François umarł młodo w roku 1730, pozostawiając żonę w szóstej ciąży, z czego troje dzieci państwa d’Youville już zmarło, a to, które Małgorzata właśnie nosiła pod sercem, również miała pochować po kilku miesiącach. Po mężu zostały poważne długi, więc młoda wdowa odrzuciła spadek. Został jej tylko dzierżawiony dom.
Opiekunka ubogich
Mogłoby się wydawać, że w tych ciężkich warunkach rozwój własnej świętości to ostatnia rzecz, o której myślała nasza bohaterka. A jednak krótkie i skandaliczne, jak to czasem określają biografowie, życie jej męża oraz śmierć bliskich rzuciły Małgorzatę w ramiona Ojca Niebieskiego – pierwszej i ostatniej deski ratunku.

Ta doświadczona cierpieniem młoda kobieta sama stała się ratunkiem dla potrzebujących. Odwiedzała ubogich, chorych i cierpiących, a także zbierała fundusze na godny pochówek… przestępców. 31 grudnia 1737 r. – opiekując się ciągle dwoma synami (którzy zostali później duchownymi), a także starszą, niewidomą kobietą, którą przyjęła pod swój dach – założyła z trzema towarzyszkami świeckie stowarzyszenie, by poświęcić się służbie ubogim. Czasami te bezinteresowne kobiety były wręcz wyśmiewane. Z jednej strony były nierozumiane w swoim altruizmie, z drugiej, zła sława zmarłego męża przylgnęła do Małgorzaty jak krzywdząca łatka.
Na szczęście dar bezinteresownej miłości do ubogich w sercu Małgorzaty był większy niż wszelkie przeciwności. Wraz ze Zgromadzeniem Sióstr Miłosierdzia – taką nazwę przyjęło jej stowarzyszenie – objęła kierownictwo nad Szpitalem Ogólnym w Montrealu, co ze względu na jego stan było zadaniem bardzo wymagającym. Siostry starały się „widzieć Chrystusa w osobach ubogich, które mają zaszczyt być w Niego wcielone”. Biografka Świętej, Berthe Laflamme Jetté, opisuje wydarzenie, gdy idąca w mroźny styczniowy dzień po lodowej krze Małgorzata znalazła zamordowane dziecko. Przeżyła wstrząs, który otworzył jej serce na kolejne dzieło: Szpital Ogólny. Stał się on domem dla setek, a potem tysięcy małych podrzutków. Zgodnie ze słowami: „Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie” (Ps 27, 10) – Bóg posłużył się rękoma matki Małgorzaty i jej duchowych córek.
Siostry Miłosierdzia z Montrealu
Na pelerynkę „szarej siostry” (tak mówili na zakonnicę zgromadzenia mieszkańcy Montrealu) zmierzającej na wieczorną modlitwę spada płatek śniegu, który białym wzorkiem odbija się od ciemnego materiału. Jest 23 grudnia 1771 r. W czasie tej wieczornej modlitwy Maria Małgorzata d’Youville po ciężkiej chorobie odejdzie do Pana, a nad Szpitalem Ogólnym ukaże się świetlany znak w kształcie krzyża. Siostry podniosą pełen bólu krzyk, ponieważ stracą tę, którą tak bardzo kochały – tym razem wbrew słowom swojej założycielki: „Zawsze byłyśmy na skraju utraty wszystkiego, ale zawsze miałyśmy to, czego potrzebowałyśmy”. Jednak dzieło matki będzie kontynuowane i jeszcze wielokrotnie szare siostry przyniosą pomoc mieszkańcom Kanady i imigrantom, będąc „arcydziełem miłości Bożej”.

Ciekawostka: W Kanadzie święto tej „matki ubogich”, jak jest nazywana św. Maria Małgorzata, przypada 16 października – tak jak uroczystość naszej „matki ubogich”, św. Jadwigi