
KS ANDRZEJ DRAGUŁA
Zielona Góra
Modlitwa świadomości
Dużą część tej jesieni spędziłem we Włoszech, w miejscowości Foggia, gdzie gościłem na lokalnym uniwersytecie. Znajduje się tam niezwykle ciekawe sanktuarium maryjne, w którym obraz Matki Bożej jest de facto niewidoczny. Jaki jest sens kultu obrazu, którego nie można zobaczyć?
Był rok 1062. Rolnicy zobaczyli na lustrze stawu trzy płomienie. Zadziwieni tym zjawiskiem podeszli bliżej i z mułu wydobyli wielki blat stołu, który był obwiązany siedmioma obrusami. Po zdjęciu tkanin okazał się on ikoną Matki Bożej trzymającej Dzieciątko w geście zachęcającym do adoracji. Okoliczni mieszkańcy zaczęli przybywać, by oddawać cześć ikonie. Dzisiaj obraz umieszczony jest w bocznej kaplicy katedry Wniebowzięcia NMP w Foggi, a Matka Boża czczona jest jako Madonna dei Sette Veli – Matka Boża od Siedmiu Zasłon.
W Foggi próżno jednak szukać obrazu, w który można by się wpatrywać. Jest niewidoczny. Zakryty został bogato haftowaną zasłoną, a owal twarzy przesłonięto czarnym materiałem o strukturze siatki. Na uroczystości odpustowe obraz wyjmuje się z ołtarza i umieszcza w srebrnej ramie-sukience, która zakrywa cały wizerunek. I co tutaj oglądać? Ano nic.
Walter Benjamin, teoretyk kultury i filozof z XX w., mówił o dwóch wartościach dzieła sztuki – kultowej oraz ekspozycyjnej: „Twórczość artystyczna zaczyna się od wytworów powstałych w służbie kultu. Ważniejsze jest, iż wytwory owe są, niż to, że się je widzi”. To stwierdzenie jest kluczowe dla zrozumienia formy kultu obrazu z Foggi. Okazuje się, że w kulcie obrazu najważniejsze jest jego istnienie. Fotografie obrazu bez zasłon ukazują wizerunek, który trudno nazwać ładnym. Na pewno nie przyciągałby on wzroku oglądających. Obraz ten jest narzędziem łaski. Oczywiście, nie on jest jej źródłem, lecz jedynie materialnym punktem odniesienia dla modlitwy.
Dlaczego to wszystko jest takie ważne? To „ćwiczenie z ikonoklazmu”, którym jest forma kultu wizerunku Matki Bożej z Foggi, stanowi przestrogę przed sprowadzaniem kultu obrazów do wpatrywania się. Starotestamentalna tradycja zakazująca kultu obrazów i rzeźb miała na celu nieustanne przypominanie, że Bóg przekracza to, co widzialne. Owszem, wcielenie Jezusa pozwoliło nam zobaczyć Boga, ale dobrze wiemy, jak bardzo to widzenie zmieniło się po zmartwychwstaniu. Takie „poskromienie oczu” bywa zbawienne dla praktyki modlitewnej. Każe nam bowiem przekroczyć granicę biernego oglądania i wkroczyć w przestrzeń modlitwy kontemplacji i wyobraźni. W drodze na uniwersytet bardzo lubiłem zachodzić do katedry, by „posiedzieć” przed zasłoniętym obrazem Maryi. Świadomość, że obraz tam jest, choć ja go nie widzę, zmuszała mnie do modlitwy świadomości, a nie modlitwy wzroku.

