
PIOTR SUTOWICZ
Wrocław
Polityka, etyka i my… katolicy
Kościół naucza, że mamy obowiązek aktywnego udziału w życiu publicznym, do którego zalicza się również polityka. Piszę „również”, ponieważ zdarza się że owa polityczność instynktownie u wielu wypełnia definicję życia publicznego w całości. Tak oczywiście nie jest, gdyż życie publiczne to np. kultura z niezbywalnym prawem do twórczości, o której tak łatwo się zapomina. Ale ja nie o tym…
Skoro dla wielu polityka wypełnia przestrzeń życia publicznego, to proszę bardzo. Wołanie o naszą katolicką obecność w polityce wypełnione jest jednocześnie troską o jej etyczność, o zasady, których istotą jest „roztropna troska o dobro wspólne”. Tymczasem niestety przestrzeń medialna wypełniona jest doniesieniami, które doprowadzają nas do wniosku, że etyki w polityce nie ma, są złodziejstwo i manipulacja. Polityka zdaje się być przestrzenią, w której giną idący do niej katolicy – bardzo szybko stają się partyjnymi funkcjonariuszami, a członkami Kościoła pozostają jedynie prywatnie lub manipulują wewnątrzkościelnymi relacjami do celów politycznych właśnie.
Na koniec roku felieton powinien być optymistyczny. Powinienem napisać, że jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej. Jeśli jednak podsumuję tegoroczne doniesienia polityczne, to wniosek nasuwa się jednoznaczny. Mamy do czynienia z kryzysem elit politycznych. Jeśliby zebrać doniesienia mediów nadwornych ze wszystkich stron politycznego sporu, to okazałoby się, że wszystkich polityków należy „posadzić” i surowo ukarać. Czy powinniśmy aktywizować się w polityce w sytuacji, w której jest ona teatrem kierowanym przez socjotechników, speców od dezinformacji i manipulacji? W sytuacji, gdy kłamstwo dla polityka jest narzędziem niczym młotek dla szewca? Obecne życie publiczne to kuźnia wypracowywania i ponownego definiowania pojęć tak, by można było nimi uderzać we wroga, a przy okazji go odczłowieczyć. Świat polityczny zalewa nas informacjami, które za jedyny cel mają wzbudzenie emocji. Nie próbuje się weryfikować newsów, to jest całkowicie bez znaczenia.
Tych kilka uwag piszę w kontekście sporu, który wypełnia przestrzeń medialną, ale za kilka dni media mówić będą o czym innym, choć dalej w atmosferze przekraczania granic, które kiedyś zdawały się nieprzekraczalne. Za chwilę i te dziś wyznaczone będą już nieaktualne. Rozwiązaniem byłby powrót do pojęć podstawowych, przede wszystkim do prawdy, ale wtedy życie polityczne chyba rozpadłoby się w pył. Pracę straciliby spindoktorzy i redaktorzy, reklamodawcy przestaliby płacić mediom. Obecny świat by upadł. Może powinien – wtedy do polityki i kultury, ale i edukacji oddzielonej od obecnej ideologicznej agendy, wkroczyłaby etyka. Chyba takiego upadku sobie i Państwu życzę w nowym roku, nawet jeśli to opis snu wariata.

