Chrystus – nowa zasada poznania i działania
Ruch Comunione e Liberazione jest wspólnotą ludzi pragnących spotkania
z Chrystusem opartego na przyjaźni.
MIŁOSZ GRESZTA
Wrocław
Świętej pamięci Krystyna Borowczyk z Miłoszem Gresztą w Uniwersyteckim
Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej we Wrocławiu, 27 sierpnia 2025 r.
FOT. LETIZIA MASCHERONI
Podczas październikowej Inauguracji Roku Pracy Ruchu Comunione e Liberazione (CL, Komunia i Wyzwolenie) na Jasnej Górze, zatytułowanej „Chrystus – nowa zasada poznania i działania”, nasz przyjaciel, Marco Bernardi z Bolonii, opisał Ruch następująco: „Ruch jest rzeczywistością, która opiera na przyjaźni możliwość spotkania Chrystusa i tę przyjaźń proponuje wszystkim, a ona staje się kryterium, według którego ocenia się całą rzeczywistość”. Bez tego aspektu relacji, która rodzi się w przyjaźni, nie da się opowiedzieć o tej wspólnocie, zanurzonej głęboko w Kościele, która zrodziła się w latach 50. ubiegłego wieku, z charyzmatu sł. Bożego ks. Luigiego Giussaniego.
Jak można przeczytać na oficjalnej stronie Ruchu, był on prowadzony przez ks. Giussaniego aż do jego śmierci, 22 lutego 2005 r. Od tego momentu do roku 2021 jego następcą – jako przewodniczący Bractwa Comunione e Liberazione, powszechnego stowarzyszenia wiernych działającego w ramach Ruchu – był ks. Julián Carrón. Od 27 listopada 2021 r. funkcję tę pełni Davide Prosperi.
Organizacja Ruchu
Życie Ruchu jest proste i wolne. Większe i mniejsze wspólnoty rodzą się spontanicznie w codziennych środowiskach – w szkole, pracy, dzielnicy – i spotykają się, aby dzielić wspólne chwile i codzienne doświadczenia. Nie ma żadnych zapisów członkowskich ani formalnych zobowiązań – jak często powtarzał ks. Giussani: „Postawiłem wszystko na wolność”.
To podejście znajduje odzwierciedlenie również w strukturze organizacyjnej Comunione e Liberazione, która jest bardzo prosta i elastyczna. Wspólnoty są zakorzenione w Kościele lokalnym i pozostają w relacji z biskupem diecezji. Większość członków stanowią świeccy, obok osób konsekrowanych, zakonników i kapłanów. Swobodnie tworzą się grupy Szkoły Wspólnoty – o zasięgu terytorialnym lub środowiskowym – a także istnieją tzw. diakonie (termin pochodzący z pierwszych wieków chrześcijaństwa), złożone z osób, które bezinteresownie podejmują służbę na rzecz lokalnych wspólnot. Okresowo odbywają się zgromadzenia odpowiedzialnych na różnych kontynentach oraz coroczne spotkanie międzynarodowe. Działalność Ruchu jest w pełni samofinansująca się – utrzymywana przez samych jego uczestników.
Grupy organizują się według wieku lub środowiska życia i noszą różne nazwy: Gioventu Studentesca (GS) – jak na początku – odnosi się do młodzieży szkół średnich. CLU i CLE to skróty używane odpowiednio dla środowisk uniwersyteckich oraz dla nauczycieli i wychowawców. Takie grupy istnieją także w Polsce.
Działalność
Życie Ruchu i jego obecność w świecie są co miesiąc przedstawiane w oficjalnym czasopiśmie „Tracce” (Ślady), wydawanym w wersji papierowej i cyfrowej w kilku językach. Wybrane artykuły, a także teksty lokalne, dostępne są na polskiej stronie internetowej Ruchu: https://pl.clonline.org/.
Niektóre propozycje i narzędzia w szczególny sposób charakteryzują drogę Comunione e Liberazione. Uzupełniają one nacisk, który Ruch kładzie na uczestnictwo w liturgii oraz na modlitwę Kościoła. W centrum wszystkiego znajduje się Szkoła Wspólnoty, oparta na przewodnim tekście wskazywanym każdego roku. To właśnie na niej opiera się wspólna droga całego Ruchu na świecie. Obok Szkoły Wspólnoty istnieją także inne zasadnicze gesty, które kształtują życie wspólnoty, takie jak gest charytatywny, fundusz wspólny, rekolekcje i dni skupienia. Równie istotne jest zaangażowanie członków Ruchu w kulturę i życie społeczne.
Miłość do wyrazu kulturowego i artystycznego stanowi jeden z wyróżników życia Ruchu. Śpiew i muzyka są stałym elementem doświadczenia CL, podobnie jak literatura i sztuki plastyczne. To właśnie pragnienie piękna nadaje kształt chwilom wspólnego przeżywania: spotkaniom, zgromadzeniom, wydarzeniom, a także bardziej codziennym i radosnym momentom, jak wakacje wspólnotowe, przeżywane jako okazja wychowawcza i misyjna.
Zazwyczaj organizowane są one w górach, gdzie – jak mówił ks. Giussani – „potężne piękno natury sprzyja odradzaniu się pytania o istnienie, o dobro rzeczywistości”. Te słowa założyciela Ruchu odsłaniają doświadczenie każdego człowieka stojącego wobec widoku szczytów wznoszących się ku niebu.
Doświadczenie Tajemnicy
W wystąpieniu podczas Inauguracji Roku Pracy Davide Prosperi zwracał uwagę: „W książce L’incontro che accende la speranza [Spotkanie, które rozbudza nadzieję] Giussani mówi: «Tajemnica, która wszystko czyni, która stała się człowiekiem, dotyka mnie, dociera do mnie, staje się spotkaniem poprzez fizyczny punkt: tego chłopaka lub dziewczynę, którzy mi coś powiedzieli, albo tę grupkę osób, z którymi pojechałem na wycieczkę, albo ten głos, który mówił, albo ten spełniony gest, tę inicjatywę, w której uczestniczyłem. Mój Boże, to jest nieskończenie mały punkt, absolutnie malusieńki! Tajemnica, która wszystko czyni, dociera do mnie poprzez tych ludzi, dociera do mnie poprzez to towarzystwo». W nim spojrzenie Chrystusa, Jego miłość do nas, stały się doświadczalne i w ten sposób poczuliśmy się zaangażowani w głębię naszego bytu.
Aby podkreślić ten punkt, chciałbym odwołać się do przedstawienia Drogi Krzyżowej namalowanej przez Matisse’a w kaplicy w Vence. Wydaje się ono niewyraźnym «bezładem»; tymczasem kieruje się bardzo precyzyjną logiką. W centrum, wraz z przedłużeniem Krzyża, widać Chustę Weroniki. Nie możemy zobaczyć bezpośrednio twarzy Chrystusa, ale widzimy ją za pośrednictwem Chusty Weroniki. Jak można zauważyć, to jedyna twarz, której oczy są widoczne, wpatrujące się w nas. To jest spojrzenie Chrystusa docierające do nas za pośrednictwem Kościoła, tajemnicy naszej komunii. Tę właśnie formę Chrystus wybrał, aby pozostać obecnym w historii, z pewnymi rysami, z konkretnym obliczem. Nie bezpośrednim, lecz zakrytym spojrzeniem. Syn Boży mógł wybrać inną formę, ale wybrał tę, przez co i my, tacy, jacy jesteśmy, nędzni i nieszczęśliwi, z racji tego, że jesteśmy przez Niego pochwyceni, uczestniczymy w rzeczywistości tego Jego tajemniczego oblicza. To jest chrześcijański paradoks: poprzez niedoskonałe ciało komunikuje się doskonałość Tajemnicy.
Odkryliśmy zatem wiarę nie jako coś intelektualnego […], lecz jako udział w Obecności, Jego obecności tu i teraz” (14 września 2025).
Chciałbym opowiedzieć o takim właśnie wydarzeniu wiary, które w sposób szczególnie intensywny stało się naszym udziałem w tym roku, gdy towarzyszyliśmy naszej przyjaciółce w jej zmaganiach ze śmiertelną chorobą.
„Jestem gotowa”
Pod koniec sierpnia odebrałem telefon z Włoch od naszej przyjaciółki z Ruchu, tłumaczki języka włoskiego, Krysi Borowczyk, należącej do Stowarzyszenia Memores Domini (związanego z Ruchem stowarzyszenia świeckich, którego członkowie żyją wspólnie w domach, praktykując rady ewangeliczne). Miała zmartwiony głos. Okazało się, że niemożliwe jest dalsze leczenie w Mediolanie złośliwego raka żołądka, zdiagnozowanego pod koniec lipca. Podjęła decyzję, że chce przyjechać do Wrocławia, aby tu się leczyć. Oprócz nas, przyjaciół ze wspólnoty CL, nie miała tu nikogo. Nie miała także mieszkania (mieszkała bowiem w Świdnicy). 24 sierpnia przyleciała do Wrocławia z dwoma przyjaciółkami z mediolańskiego domu Memores Domini, Letizią i Olivią. Z lotniska odebrała je Dagmara, która wcześniej powiedziała mi, że nie wie, jak można medycznie pomóc Krysi, ale na pewno chce jej towarzyszyć. Po kilku dniach zawiozłem Krysię z towarzyszkami do szpitala klinicznego na umówioną wizytę, zorganizowaną przez Leszka i przyjaciół ze Świdnicy. Lekarz zlecił kolejne badanie tomografii komputerowej, dając nadzieję, że być może będzie możliwe zastosowanie chemioterapii. Rozpoczęło się oczekiwanie, a nasi przyjaciele ze wspólnoty wrocławskiej rozpoczęli poszukiwania mieszkania dla Krysi. Znalazło się dość szybko dzięki zaangażowaniu naszego przyjaciela, bp. Macieja.
Rimini Meeting 2022, wystawa z okazji stulecia urodzin ks. Luigiego Giussaniego
ARCHIWUM AUTORA
Włoszki zrobiły listę niezbędnych potrzebnych rzeczy i razem z członkami wspólnoty zaczęły wyposażać mieszkanie. Tym samym już od pierwszych dni zawiązała się między nami bliska relacja. Krysia te pierwsze dni relacjonowała następująco: „Wielu z was sygnalizuje mi, że modlicie się dla mnie o cud uzdrowienia, i jestem wam wszystkim za to bardzo wdzięczna. Ale chcę wam powiedzieć, że to wszystko, co się stało i co się dzieje, jest dla mnie jednym wielkim CUDEM, składającym się z wielu maleńkich cudów dziejących się każdego dnia. Największym dla mnie cudem jest jednak CUD PRZYJAŹNI i JEDNOŚCI, jaki się objawił i wciąż się objawia, który nie tylko mnie, ale i moje przyjaciółki (tutaj i we Włoszech) wprawia dosłownie w osłupienie, zdumienie, wzruszenie i wdzięczność za wszystko, czego Pan dokonuje pośród nas. Kochani, trwajmy zatem w jedności i przyjaźni potrzebnej nam, ale także ludziom wokół nas, aby świat zobaczył i uwierzył, że tylko Jezus Chrystus jest Panem wszystkiego i że tylko On potrafi czynić takie cuda pośród nas”.
Oczekiwanie na tomografię przedłużało się, a stan Krysi zaczynał się wyraźnie pogarszać. Konieczne było zabranie jej na oddział ratunkowy. Gdy my byliśmy zmartwieni stanem zdrowia Krysi, ona nie przestawała zadziwiać nas swoją postawą, pisząc po tej wizycie tak: „Słaba i obolała z moimi przyjaciółmi udałam się na SOR, gdzie spędziłam prawie 12 godzin. Pierwsze sześć wydawały się jakby stracone: oczekiwanie, oczekiwanie… U Pana jednak nic nie jest stracone, bo to zawsze od nas zależy, co robimy z powierzonym nam czasem. I choć może trudno mi było skupić się na jakichś dłuższych modlitwach, to czułam, że moja obecność tam, w tych godzinach nie była bezsensowna. Przecież nie o długie modły chodzi, czasami wystarczy krótki akt strzelisty: Jezu, ufam Tobie; ofiaruję Ci, Jezu, to czy tamto, i wszystko się zmienia. […] Znów tak wiele się wydarzyło: naprawdę fachowa i skuteczna pomoc medyczna, pełna poświęcenia, ale jakże pełna ufności obecność moich przyjaciółek z domu (nieoceniona!), wszelaka pomoc przyjaciół wrocławskich, wsparcie modlitewne was wszystkich – to kolejna kolekcja tych małych cudów, którymi Pan obdarza mnie, ale i was. Dlatego rozpoczynam nowy dzień z nową nadzieją, siłami, z wolą odważnego stawiania czoła kolejnym wyzwaniom z niezmiennym przekonaniem: jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?!!! A zatem: w górę serca! Moje serce przepełnione jest po brzegi wdzięcznością wobec każdego z was za wszelkie dobro. Dobrego dnia!”.
„Tak” wobec Bożego planu
W trakcie towarzyszenia Krysi zrozumieliśmy, że jej „tak” wobec Bożego planu było najbardziej decydującym momentem tej historii. Gdy o tym rozmawialiśmy w Szkole Wspólnoty, Jacek zauważył, że jej postawa w czasie choroby jest dla nas tak uderzająca, ponieważ Krysia żyła w ten sposób cały czas, wiernie i pewnie idąc za charyzmatem, za wskazywanym autorytetem, w jedności z Kościołem. Jej ufne przyjmowanie tego, co się wydarza, nie było przy tym bierne. Przez cały czas była w kontakcie z przyjaciółmi i rodziną, a do Wrocławia zabrała komputer, by być gotową wrócić do pracy w każdej chwili. Oczekiwała na wyniki badań z gotowością do poddania się każdej procedurze medycznej, która dawała jakiekolwiek nadzieje na polepszenie stanu zdrowia. Uderzające było jednak to, że była wolna od rezultatu tych starań, ponieważ wszystko ofiarowała już Chrystusowi na samym początku choroby, w tym także swoje cierpienie. Wychudła, leżąca na szpitalnym łóżku w swoim pokoju z widokiem na wieże katedry wrocławskiej, z częstym uśmiechem, ale nierzadko z grymasem bólu, dla nas była znakiem umęczonego oblicza i ciała samego Pana. Będąc przy niej, byliśmy także zjednoczeni w posługiwaniu w rzeczach małych i dużych wraz z przyjaciółkami Krysi z Memores. Letizia w swoim liście do przyjaciół z Polski napisała: „Zobaczyłam, że wystarczy, by jedna osoba spośród nas powiedziała «tak», a podążanie za tą osobą rodzi jedność i komunię – nieoczekiwaną, ale realną. Otrzymaliśmy dar, a przekazując go innym, możemy pozwolić Panu objawiać się w naszej komunii i żyć radośnie, ponieważ wspólnie podążamy drogą”.
Niezwykłe było także to, że Krysi nie opuszczało poczucie humoru. Niedługo przed śmiercią, po modlitwie Anioł Pański przy jej łóżku Krysia powiedziała: „Brama do nieba jest duża i ciężka, muszę się pchać jeszcze trochę…”. Jej przyjaciółka, Alina, zaprotestowała: „Krysiu, ty żartujesz!”. A Krysia odpowiedziała: „Oczywiście! Pan Jezus nie lubi smutnych ludzi! Smutny święty to żaden święty!”.
Dar i zadanie
Już wtedy była bardzo słaba. Wcześniej poprosiła, abym co jakiś czas informował przyjaciół i rodzinę o stanie jej zdrowia.
W dniu wyjazdu do hospicjum w Świdnicy napisałem ten komunikat do przyjaciół z Polski i z Włoch: „Kochani, dzisiaj, we wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów, Krysia została przewieziona z mieszkania we Wrocławiu do Hospicjum św. Ojca Pio w Świdnicy. […] Rano, zanim przyjechała karetka, modliliśmy się z Krysią i zaśpiewaliśmy Ma non avere paura i Noi non sappiamo chi era. Choć wypowiadała mało słów i mówiła bardzo cicho, modliła się i próbowała śpiewać z nami. Następnie, szukając krzyżyka na szyi, powiedziała po włosku «Moją miłością jest Chrystus». […] Krysia od samego początku swojej choroby […] ofiarowała swoje cierpienia w intencji pokoju na świecie, a także w in- tencji naszej jedności w Ruchu i Memores Domini. Wierzę głęboko, że jej cierpienie będzie owocować. Maryjo, Królowo Pokoju, módl się za nami!”.
We Wrocławiu i w Świdnicy, ale także w Polsce i we Włoszech zobaczyliśmy, że ta intencja Krysi, prośba o jedność zaczęła się wypełniać: w naszych lokalnych wspólnotach, w Memores, a także pomiędzy nami i przyjaciółmi z Memores. A ponieważ było to tak prawdziwie, pragniemy, aby mogło trwać także teraz i w przyszłości, dlatego tę intencję Krysi przyjmujemy nie tylko jako dar, lecz także zadanie.
Świadectwo wobec świata
W czasie pobytu Krysi we Wrocławiu opiekowała się nią krótko lekarka z domowego hospicjum. Zadzwoniła do mnie w dniu przenosin do Świdnicy. Pytała, czy w czymkolwiek może jeszcze pomóc, i dodała, że żałuje, że tylko raz widziała się z nią, a kilka razy rozmawiała telefonicznie, jest bowiem przekonana, że Krysia musi być wyjątkową osobą. Gdy nazajutrz zadzwoniłem z informacją, że Krysia w nocy odeszła do domu Pana, lekarka, składając kondolencje, dziękowała, że dzięki znajomości z Krysią zobaczyła nas – grupę osób będących wspólnotą w Kościele, które żyją w tak niezwykły sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziała. Po przewiezieniu Krysi do hospicjum w Świdnicy do późnego wieczora czuwały przy niej Maria Grazia i Urlike, a na końcu Letizia. Była cały czas świadoma, nawet żartowała. Późnym wieczorem otworzyła oczy i zawołała Letizię do siebie. Z trudem wskazując na pacjentkę z łóżka obok, Krysia zwróciła się do niej: „La donna, la donna ha bisogno di un aiuto” („Ta pani, ta pani potrzebuje pomocy”).
W swoim świadectwie przygotowanym na Inaugurację Roku Pracy w Polsce Maria Grazia napisała: „Tego ostatniego dnia […] pielęgniarka, która zajmowała się Krysią, nie mogła pojąć, że przy Krysi były osoby z tak daleka. Zadawała mi wiele pytań o Krysię, czy ma rodzinę, dzieci… Odpowiedziałam jej, że jest osobą konsekrowaną. Powiedziała wtedy o Krysi z wielkim zdumieniem: «Więc ona jest święta!». Interesowało ją, jak długo trwa nasza znajomość z Krysią. Powiedziałam jej, że się znamy od wieczności. Krysia słabym głosem dodała: «My się znamy od wieczności i na wieczność»”. Jak usłyszeliśmy podczas Mszy św. pogrzebowej w homilii biskupa pomocniczego diecezji świdnickiej Adama Bałabucha, gdy po raz ostatni odwiedził Krysię w hospicjum, na jego pytanie: czy potrzebuje czegokolwiek, odpowiedziała słabym głosem: „Nie, jestem gotowa”. Odeszła do domu Ojca nad ranem kolejnego dnia.
Spotkanie z Panem
Cały ten czas towarzyszenia Krysi dla nas, przyjaciół ze wspólnoty wrocławskiej, świdnickiej, przyjaciół z Memores oraz innych z Włoch i z Polski, był czasem błogosławionym. Rozpoznaliśmy Go – to Pan był z nami, obecny w twarzy Krysi poprzez jej „tak” wobec Jego planu i w jej obolałym ciele, w twarzach tych wszystkich, których przy niej spotkaliśmy. Czas przyjaźni na wieczność, czas nieziemskiej wręcz intensywności, która wymagała rezygnacji z wielu naszych małych i dużych planów. Doświadczyliśmy dokładnie tego, o czym pisze ks. Giussani w Zmyśle religijnym, że: „racjonalne życie człowieka powinno być zawieszone w chwili, w każdej chwili związane z tym znakiem tak pozornie ulotnym, przypadkowym, jakim są okoliczności, przez które ów nieznany «Pan» mnie wiedzie, przywołuje do swego planu. I powiedzieć w każdej chwili «tak», nie widząc niczego, poddając się po prostu naporowi okoliczności – to jest postawa przyprawiająca o zawrót głowy”. Paradoksalnie, rezygnując w ten sposób z własnego planu, doświadczyliśmy pełni, smaku nowego życia, stokroć tu na ziemi! A obietnica życia wiecznego, tej wiecznej przyjaźni, przyszłego spotkania z Oblubieńcem, którego Krysia już poznała takim, jakim jest, utwierdziła nas w nadziei, że także dla nas to spotkanie jest możliwe. Nie płakaliśmy z powodu odejścia Krysi, płakaliśmy, ponieważ doświadczyliśmy wielkiej łaski, łaski miłości miłosiernej Pana, który nam, słabym, nieidealnym, pokazał na nowo, że jest obecny w swoim Kościele, w przyjaźni uczniów, którzy idą za Nim.
Członkowie wspólnoty także wypoczywają razem, tu: śpiewy podczas
wycieczki na Šerák, wakacje wspólnoty Ruchu CL, lipiec 2025 r.
FOT. KAROLINA SZCZUPAK

