Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

Gienek, Fryderyk i jabłka

ILUSTRACJA MWM

Jesień tego roku była całkiem słoneczna, dlatego Gienek z Fryderykiem pojechali na wieś do pana Marka, by pomóc mu w zbieraniu jabłek w sadzie.
– Bardzo się cieszę, że przyjechaliście – przywitał ich gospodarz. – W tym roku co prawda jabłka nie obrodziły najlepiej, bo wiosną, gdy zawiązywały się kwiaty, było trochę przymrozków i na wielu drzewach wszystko wymarzło, ale na pewno znajdzie się dla was praca.
– Ja tam lubię zrywać jabłka, bo rosną na drzewach, a ja jestem specjalistą od wspinania się na drzewa! – zawołał radośnie Freddy. Jako szop pracz rzeczywiście już wiele razy wykazał się zwinnością we wdrapywaniu się w różne mało dostępne miejsca.
– Świetnie! – Gienek zacierał ręce. – Ja też lubię tę robotę.
Przyjaciele pobiegli do sadu. Tam czekały na nich poustawiane skrzynki i koszyki.
– Praca jest prosta. Najpierw wchodzicie na drzewo, zrywacie jabłka do koszyka, a potem przekładacie je do skrzynek – tłumaczył pan Marek. – Podkreślam: przekładacie, a nie przesypujecie i nie wrzucacie, bo inaczej jabłka się poobijają i potem będą się szybko psuły.
– Ależ, panie Marku – obruszył się Fryderyk – jasna sprawa! Przecież to nie pierwszy raz!
– Tak tylko na wszelki wypadek przypominam – uśmiechnął się pan Marek.
Robota szła im szybko. Fryderyk zrywał jabłka do koszyka, a Gienek czekał na niego na dole. Gdy koszyk był pełen, Freddy spuszczał go szybko na sznurku na ziemię, mnich wymieniał pełny koszyk na pusty, ten wędrował na drzewo do szopa, a Gienek przekładał jabłka do skrzynki. W ten sposób do wieczora wszystkie przygotowane skrzynki były załadowane jabłkami.
– Dobra robota, Fryderyku! – pochwalił kolegę Gienek. – Właściwie to sam wykonałeś całą pracę, bo ja tylko przekładałem jabłka, a ty się nabiegałeś po gałęziach.
– Robię to, co lubię, a to, co lubię, umiem zrobić dobrze – powiedział Freddy.

Po chwili pan Marek ze swoim synem podjechali małą ciężarówką i raz-dwa załadowali skrzynki.
– Dziękuję, Gienku! Dobra robota! Jadę teraz do magazynu, żeby złożyć tam skrzynki. Spotkamy się na kolacji w domu. Moja żona przygotowała już wasze ulubione kluski z jajecznicą – zawołał gospodarz z okna szoferki. Po chwili samochód zniknął za zakrętem.
– Jak to? Co to? – Gienek wyglądał na zszokowanego.
– Co się stało? – zdziwił się Freddy.
– „Dziękuję, Gienku” i tyle? To przecież ty, Fryderyku, wykonałeś najcięższą robotę, a pan Marek nawet ci nie podziękował! Jak tak można! – Mnich był wyraźnie zdenerwowany.
– Oj tam, oj tam – zaprotestował szop. – Nie przejmuj się. Ja się nie przejmuję. Tak powiedział, no bo tak mu się powiedziało. Ja tam zresztą nie pracowałem dla pochwał. Czy ty pracowałeś dla pochwały?
– No niby nie, ale to tym bardziej niesprawiedliwe! – Gienek był coraz bardziej naburmuszony.
– Sługa nieużyteczny jestem. Zrobiłem to, co należało zrobić. W czym w ogóle problem? Może jeszcze podziękuje przy kolacji?! – dodał Fryderyk. – Dla mnie najlepsze podziękowanie to satysfakcja, że z powodu tego, co zrobiłem, ktoś jest zadowolony. Też powinno ci to wystarczać. A zresztą, Pan Bóg i tak widzi to, co robimy, i On nigdy o nas nie zapomni. Nie pamiętasz homilii księdza Piotra z niedzieli? Przecież o tym właśnie mówiła Ewangelia: Wykonujemy to, co do nas należy. Nawet jeżeli nikt nie widzi dobrych rzeczy, które robimy, ani krzywd, które inni nam wyrządzają, to Pan Bóg to widzi. On nas kocha i to powinno nam wystarczać do szczęścia. Nie pamiętasz?
– Nie – zasmucił się Gienek. – Ale cieszę się, że ty pamiętasz i że mi o tym przypomniałeś. Bo zamiast cieszyć się z wykonanej pracy, zacząłem bezpodstawnie osądzać pana Marka, a przecież on ma tyle spraw na głowie i zawsze jest dla nas taki dobry…
– Więc się nie przejmuj! – Freddy szturchnął przyjaciela. – Głowa do góry! A teraz biegnijmy umyć łapki, bo kolacja czeka.

KS. PIOTR NARKIEWICZ