Zamiast polityki Dobra Nowina

W dobie kryzysu powołań zmieniają się nie tylko realia funkcjonowania parafii,
lecz także oczekiwania wiernych wobec księży.

MARIA WANKE-JERIE

Wrocław

W 2016 r. święcenia prezbiteratu w katedrze
wrocławskiej przyjęło 10 diakonów

KAROL BIAŁKOWSKI/FOTO GOŚĆ

Polska jest jednym z najszybciej sekularyzujących się krajów świata. Potwierdzają to badania niezależnego amerykańskiego centrum badawczego Pew Research Center wskazujące na tempo spadku religijności w dwóch kluczowych kategoriach, takich jak uczestnictwo w Mszach św. i deklaracjach, że religia jest bardzo ważna.
Proces ten jest szczególnie wyraźny wśród młodzieży i mieszkańców dużych miast. Sekularyzacji towarzyszy kryzys powołań kapłańskich, czego spektakularną ilustracją był tegoroczny brak święceń kapłańskich w naszej archidiecezji. Zmiany społeczne i kulturowe, rosnąca indywidualizacja, a także nagłaśniane przez media skandale obyczajowe sprawiają, że kapłaństwo przestaje być postrzegane jako atrakcyjna droga życiowa.
Mimo że liczba księży przypadająca na mieszkańca jest w Polsce relatywnie wysoka w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, kapłanów zaczyna brakować. Zdarza się, że parafie, które kiedyś obsługiwało kilku duchownych, dziś muszą radzić sobie z jednym księdzem. Przeciążenie nadmiarem obowiązków nie sprzyja dostępności księdza, a tego potrzebują parafianie, którzy chcą widzieć w proboszczu czy wikarym przewodnika w trudnościach życiowych.
Oczekują tego zwłaszcza ludzie młodzi, funkcjonujący w świecie pluralizmu światopoglądowego, nowych technologii i szybkich zmian społecznych. Mają nadzieję, że ksiądz będzie umiał odnieść wiarę do tych realiów i nie potępiać nowoczesności, lecz szukać w niej przestrzeni dla głoszenia Ewangelii. Cenią księży, którzy są gotowi do dialogu. Kluczowa jest autentyczność, czyli zgodność słów z czynami. Nic tak nie zraża, jak hipokryzja.

Podobnie odpychają kazania oderwane od codzienności, pełne metafor czy abstrakcyjnych sformułowań, zwłaszcza te czytane, a nie mówione. Wierni chcą się dowiedzieć, jak wiara pomaga radzić sobie z lękiem przed przyszłością, presją konsumpcjonizmu czy kryzysem relacji międzyludzkich. Chcą słyszeć Dobrą Nowinę.
Nie chcą natomiast słuchać o polityce. Zaangażowanie w sprawy polityczne, sojusz tronu z ołtarzem zawsze szkodził i nadal szkodzi Kościołowi. Jednoznaczna była opinia na ten temat papieża Benedykta XVI, który pisał w książce Jezus z Nazaretu: „Poprzez wszystkie wieki ciągle na nowo w różnych odmianach powracała pokusa umacniania wiary z pomocą władzy. Walkę o wolność Kościoła, walkę o to, żeby królestwo Jezusa nie było utożsamiane z żadną formacją polityczną, trzeba toczyć przez wszystkie stulecia. Bo w ostatecznym rozrachunku cena, jaką płaci się za stapianie się wiary z władzą polityczną, zawsze polega na oddaniu się wiary na służbę władzy i na konieczności przyjęcia jej kryteriów”. Nawiązując do trzeciego kuszenia Chrystusa, Papież przypomniał, jak to diabeł wyprowadził Jezusa na wysoką górę i oferował Mu panowanie nad światem. To metafora pokusy, by bezsilności wiary, ziemskiej bezsilności Jezusa pomóc, dając władzę polityczną i wojskową. W tym kontekście Benedykt XVI przywołał alternatywę, która pojawiła się w historii męki Chrystusa, kiedy to Piłat proponował ludowi wybór Jezusa lub rozbójnika Barabasza. Przypominając, że grecki odpowiednik słowa „rozbójnik” w ówczesnej sytuacji politycznej Palestyny znaczył tyle, co „bojownik ruchu oporu”, Papież zadał dramatycznie brzmiące pytanie: „Gdybyśmy dzisiaj mieli dokonać wyboru, czy Jezus z Nazaretu, Syn Maryi, Syn Ojca, miałby szansę?”.