Zakotwiczeni w Chrystusie

Refleksje kard. Lazzara You Heung-sika,
prefekta Dykasterii ds. Duchowieństwa, o kapłaństwie.

Wybrane fragmenty pochodzą z Lazzaro You Heung-sik. Blask ze Wschodu,
oprac. Francesco Cosentino, wstęp Papież Franciszek, tłum. Mariusz Rosik,
Wydawnictwo TUM, Wrocław 2025, s. 77–91.

Bycie małżonkiem oznacza bycie częścią rodziny, bycie ojcem. Kiedy zostajesz kapłanem, wiążesz się z Jezusem, ale wiążesz się także ze swoimi braćmi, z rodziną Kościoła. Miałem okazję doświadczyć tego wszystkiego we Frascati, podczas studiów, w gronie wielu przyjaciół z Korei, a także osób wyznających inne wierzenia czy religie.
I jeszcze jedno, by lepiej wyjaśnić, co to konkretnie oznacza: otóż ostatecznym celem naszego życia jest nie kapłaństwo, ale Pan. Kto kocha i poślubia kogoś, nie myśli już o sobie, jego ostatecznym celem nie jest już nawet małżeństwo, ale radość spotkania z osobą, którą kocha, jej miłość, jej szczęście. Tak samo powinno być z nami: ostatecznym celem naszego życia nie jest osiągnięcie kapłaństwa i po prostu bycie księdzem, ale odwaga i radość wybierania Jezusa każdego dnia. Rzeczywiście, każdego dnia od nowa, zawsze, z entuzjazmem. Bez względu na naszą drogę, posługę, którą pełnimy, czy różne sytuacje osobiste i duszpasterskie, w których się znajdujemy, najważniejszą rzeczą dla kapłana jest, by każdego dnia zadawać sobie pytanie: co wybieram? Ponieważ nawet przy najlepszych intencjach ksiądz może wybierać wiele opcji i zapominać przy tym o dokonywaniu, powtarzaniu, odnawianiu wyboru Boga każdego dnia.
Ta perspektywa, przynajmniej w odniesieniu do osobistej, duchowej strony życia, pomoże nam przezwyciężyć plagę klerykalizmu, którą często potępia papież Franciszek. Jeśli bowiem celem jest przede wszystkim spotkanie z Jezusem, a zatem przyjęcie Jego miłości, która czyni nas świętymi, wówczas zdajemy sobie sprawę, że głównym powołaniem naszego życia nie jest kapłaństwo, ale właśnie świętość. To jest wezwanie, przed którym stajemy od chwili chrztu. Kapłaństwo stanowi sposób przeżywania tego, co wynika z naszego chrztu. Jeśli rzeczywiście pozwolimy, by taki sposób myślenia odcisnął się na naszym życiu duchowym, wyniknie z tego prawdziwa reforma posługi kapłańskiej, również na poziomie duszpasterskim i instytucjonalnym. Przeżywanie kapłaństwa nie powinno się koncentrować na roli księdza, nie powinniśmy widzieć kapłana jako kogoś „odseparowanego” od innych, lecz jako osobę żyjącą Ewangelią, oddaną służbie Bogu i braciom.
Myślę, że ta powszechna dziś tendencja do powrotu do przeszłości, ubolewanie nad światem, który już przeminął, i oglądanie się wstecz, eksponowanie szeregu dawnych symboli zewnętrznych i szczególnych strojów osób duchownych, jest ostatecznie objawem pewnego zmagania się z obecną sytuacją. Trudno nam myśleć o sobie jako o osobach żyjących z innymi i dla innych, podczas gdy myślenie o sobie jako o kimś odrębnym, lepszym, wybranym przez Boga w szczególny sposób daje nam poczucie bezpieczeństwa i wzmacnia naszą tożsamość. Nostalgia za tradycjonalizmem kryje w sobie pragnienie powrotu do społeczeństwa, w którym ksiądz był „kimś”. Ale to oznacza, że potrzebuję tej zewnętrznej roli, aby docenić siebie, aby uznać, że jestem czegoś godny. To nasza ludzka słabość, na którą musimy zwracać uwagę od samego początku, od momentu, w którym pojawią się oznaki powołania. […]
Podstawą życia kapłańskiego jest jednak życie duchowe, bez którego trudno jest wypełniać posługę i stawiać czoła codziennym wyzwaniom.
Pamiętam, że kiedy zostałem kapłanem, w diecezji doszło do konfliktu między księżmi a biskupem. W takim klimacie biskup, pomimo że poproszono mnie o przyjęcie posady profesora w Seulu, nie chciał mi na to zezwolić, prosząc o włączenie się w pracę duszpasterską diecezji.

A ponieważ brakowało duszpasterzy w katedrze, posłał mnie tam jako wikariusza. Młody człowiek, niedawno wyświęcony, posłany do katedry! Można sobie wyobrazić, co się wydarzyło, zwłaszcza wśród starszych księży.
Chodzi tu o wyzwania stające przed kapłanem, które mogą pojawić się już na samym początku posługi. Wkracza się do diecezji, być może pełnej problemów, z podzielonym prezbiterium, zaczyna pracę w sytuacji kulturowej i eklezjalnej, która nie zawsze daje przestrzeń na ujawnienie się talentów ludzi młodych, i tak dalej. Bez pogody ducha i podstawowej pewności, które daje życie duchowe zakotwiczone w Bogu, trudno jest oprzeć się podmuchom tych wiatrów. Nie wolno nam idealizować kapłaństwa abstrakcyjnymi wizjami. Nowo wyświęcony kapłan podejmuje posługę w określonym momencie życia Kościoła, włącza się w życie Kościoła lokalnego, żyje w konkretnym momencie historycznym. Winien wiedzieć, że w tym wszystkim nie brakuje problemów i trudności, ponieważ żyjemy w czasie, gdy zdarzają się historie naznaczone ludzką słabością, a mimo to wciąż podążamy drogą ku całej prawdzie.
Chciałbym dodać ważną rzecz: życie duchowe i ufność złożona w Bogu, którą pielęgnuje kapłan, kształtują postawę niezbędną w posłudze. Jest nią cierpliwość. Winniśmy się we wszystko angażować, ale potem musimy nauczyć się czekać na Boży czas, który jest bardziej odpowiedni niż nasz. Winniśmy nauczyć się, w jaki sposób Bóg kieruje historią i prowadzi ją ku dobremu poprzez naszą codzienną wierność, która często wydaje się nam mało istotna. […]
Jest jeszcze jeden aspekt, którego doświadczyłem w posłudze kapłańskiej, a który niestety nie jest zbyt powszechny wśród księży i trudno go kształtować i przyjąć. Może to wydawać się dziwne, ale chodzi o umiejętność – ośmieliłbym się powiedzieć: zdolność – dawania czasu sobie samemu, czasu odpoczynku i oderwania się od aktywności. Osobiście zawsze traktowałem poniedziałek jako dzień do własnej dyspozycji po wyczerpującej niedzielnej posłudze. Był to dzień odpoczynku, spotkań z innymi księżmi, modlitwy, a także spowiedzi.
Życie kapłańskie wiąże się z pewnym subtelnym ryzykiem całkowitego oddania się działaniu ze szczerym przekonaniem, że jesteśmy potrzebni tu i teraz, że przy tylu zobowiązaniach nie możemy sobie pozwolić na dystans, że aktualne potrzeby i praca są ważniejsze od wszystkiego innego. Oczywiście, jesteśmy powołani do ofiarowania siebie, swojego życia i czasu, do bycia dyspozycyjnymi, ale nie oznacza to, że zawsze jesteśmy absolutnie niezbędni w centrum misji i posługi. Co więcej, nie należy dręczyć się skrupułami i czuć się winnym, jeśli niekiedy znajdziemy czas na odpoczynek, spotkanie z przyjaciółmi czy relaks. Tym bardziej jeśli jest to czas spędzony w odosobnieniu i podnoszącej nas na duchu modlitwie.
Uważam, że w tej kwestii wpadamy często w pewne schematy i staramy się postępować według kryteriów współczesnego świata, w którym liczą się wydajność, efektywność, aktywność zawsze przynosząca rezultaty i niespowalniająca postępu. Działając w taki sposób, wielu księży wyczerpuje swoje siły fizyczne, wewnętrzne i duchowe. Kapłan nie stoi w centrum parafii i wspólnoty. Realnie rzecz biorąc, wiele frustracji, cierpień i depresji wynika z tego, że stawiamy sobie i swojej posłudze zbyt wysokie wymagania.
[…] Kapłan nie może stracić z oczu centrum, którym jest Jezus. Reszta – jak głosi Ewangelia – będzie nam dodana w nadmiarze.