ŚWIĘCI NIE PRZEMIJAJĄ. ŚWIĘCI WOŁAJĄ O ŚWIĘTOŚĆ
Św. Grzegorz Wielki
Patron uczniów, studentów i nauczycieli. Jako doktor Kościoła pomaga śpiewająco
przechodzić przez kolejne stopnie edukacji.
MAŁGORZATA TRAWKA
Wrocław
Grzegorz Wielki przedstawiony w szatach biskupich, w jednej ręce
trzyma Ewangelię, a drugą błogosławi wiernych
WALTERS ART MUSEUM ILLUMINATED MANUSCRIPTS/WIKIMEDIA COMMONS CC0
Grzegorz urodził się około 540 r., 3 września 590 r. został papieżem, 12 marca 604 r. zmarł. Do tych dat jeszcze powrócimy, a teraz przyjrzyjmy się, co działo się pomiędzy nimi i jak kształtowało się życie drugiego po Leonie I papieża z przydomkiem Magnus, który na przekór przypisanej mu wielkości nazywał siebie „servus servorum Dei” („sługą sług Bożych”).
Boże szaleństwo
Grzegorz Wielki urodził się w rodzinie świętych i majętnych. Świętymi zostali jego rodzice i dwie ciotki, ale też pradziadek, papież Feliks III, który na miejscu głowy Kościoła zasiadał 100 lat przed Grzegorzem (święcenia uzyskał po śmierci małżonki).
Sam Grzegorz – starannie wyedukowany, posiadający wiedzę prawniczą – w wieku 35 lat został prefektem Rzymu. Ku ogólnemu zaskoczeniu po kilku latach porzucił karierę urzędniczą, wstąpił do zakonu benedyktynów, a swój rodzinny dom przekształcił w klasztor. Można powiedzieć: czyste wariactwo albo… Boże szaleństwo. Ponieważ dysponował ogromnym majątkiem, założył jeszcze 6 innych klasztorów na Sycylii, odrzucając wszystko, co mógłby mieć dla siebie. Nie udało mu się jednak schować przed światem. Zauważył go najpierw papież Benedykt I, a następnie Pelagiusz II, z którym Grzegorz współpracował jako jego przedstawiciel w Konstantynopolu, a potem jako jego sekretarz w Rzymie. Pelagiusz II zmarł w lutym 590 r., a Grzegorza przez aklamację wybrano na nowego papieża. O tym, jak bardzo nie chciał przyjąć tej godności, świadczy fakt, że napisał do cesarza do Konstantynopola, by nie zatwierdzano tego wyboru, a nawet próbował ratować się ucieczką. Nikt jednak specjalnie się tym nie przejął. Grzegorz przyjął święcenia na kapłana (wcześniej był tylko diakonem!), a następnie sakrę biskupa Rzymu.
Wrażliwy zarządca
Przez niemal 15 lat pontyfikatu (a były to czasy klęsk żywiołowych, zarazy, głodu i przetasowań ludów w Europie) PAPIEŻ GRZEGORZ DAŁ SIĘ POZNAĆ SWOJEJ OWCZARNI JAKO CZŁOWIEK DO RESZTY ODDANY BOGU, WRAŻLIWY NA POTRZEBY UBOGICH, STANOWCZY WOBEC NADUŻYĆ, MEDIATOR I PROMOTOR POKOJU, KODYFIKATOR LITURGII RZYMSKIEJ, DOSKONAŁY ZARZĄDCA, KTÓRY ZROBIŁ PORZĄDKI W ADMINISTRACJI I FINANSACH KOŚCIELNYCH, A TAKŻE W SZKOLNICTWIE.
Nie tylko sam był doskonałym nauczycielem, lecz także kładł duży nacisk na rozwój edukacji w Kościele. To wszystko mimo wątłego zdrowia i słabego głosu. Na szczęście dużo pisał, a diakoni czytali jego kazania ludowi.
Pamiątki
Msze gregoriańskie? Tak, to od niego. To papież Grzegorz kazał odprawić 30 Mszy św. dzień po dniu za duszę niezbyt przykładnego mnicha.
Chorał gregoriański? A to już niekoniecznie od niego. Chorał powstał w późniejszych wiekach, ale możliwe, że chciano podeprzeć się autorytetem świętego papieża w promocji kościelnych hitów i stąd jego nazwa. Nie przeszkadza to uznawać św. Grzegorza za patrona chórzystów i muzyków. W końcu porządkował wszystkie dziedziny życia kościelnego, śpiewy też, może tylko nie na taką skalę, jak czasem mu się przypisuje.
Gregorianki? Też mają związek z papieżem Grzegorzem, ale nie chodzi tu tym razem o Msze za zmarłych, lecz o… pierwszy dzień szkoły i zabawę uczniowską. I tu zgodnie z zapowiedzią wracamy do dat. Do 1969 r. wspomnienie papieża Grzegorza Wielkiego obchodzono 12 marca, w dzień jego śmierci. W dawniejszych czasach przypadał wtedy pierwszy dzień szkoły, w którym trzeba było wszystkim obwieścić, że pora wziąć się za naukę. Można to było zrobić na poważnie, ale tzw. gregoły szybko przybrały psotny charakter pochodów chłopców poprzebieranych m.in. za biskupów, księży czy organistów. Kończyło się to ucztą z otrzymanych po drodze darów. Taka fantazja przyszła do nas prawdopodobnie z Alzacji i na ziemiach polskich utrzymywała się od XVI do XIX w. Jak się to miało do trwającego w tym czasie Wielkiego Postu? Trochę nijak. Tym bardziej że za swojego pontyfikatu Grzegorz I wprowadził tradycję trzytygodniowego przedpościa przed Wielkim Postem, więc chyba miał inne wyobrażenie tego czasu.
Są też dobre wiadomości. Po Soborze Watykańskim II uznano, że z powyżej opisanych względów lepiej świętować wspomnienie Grzegorza Wielkiego w dzień objęcia przez niego Stolicy Piotrowej, czyli 3 września. Do klas uczniowie też wracają od września, a nie jak dawniej wiosną. I już nic nie przeszkadza uczniom z początkiem nowego roku szkolnego tanecznym i radosnym krokiem, w wesołym pochodzie zmierzać po nowe laury wiedzy i umiejętności! Prawda? Chyba się nie mylę…?

