Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

Gienek, Fryderyk i żniwa

ILUSTRACJA MWM

W tym roku przyjaciele postanowili pojechać na wakacje do rodzinnej miejscowości księdza Piotra. Fryderyk był tym bardzo podekscytowany.
– Tak bardzo się cieszę, że aż już więcej nie mogę – powiedział Freddy. – A jeszcze w dodatku ksiądz mówił, że będziemy tam w czasie żniw i pomożemy w polu. No to już w ogóle superancko!
– Pamiętajcie tylko, żeby się zachowywać odpowiedzialnie i się nie wygłupiać, bo szczególnie przy tych wielkich maszynach nie ma żartów – ostrzegł ksiądz Piotr.
– No co ksiądz! – żachnął się Fryderyk. – Nie zna nas ksiądz?
– No właśnie znam was bardzo dobrze…
*
Lato było piękne. Pogoda dopisała, więc zbiory zapowiadały się dobrze. Przyjaciele bardzo szybko nauczyli się prostych prac polowych. Pan Marek ze swoim synem kosili kombajnem zboże, Gienek z księdzem i Fryderykiem pomagali przy wrzucaniu bali sprasowanej słomy na przyczepę.
Po całym dniu pracy zmęczeni, ale zadowoleni siedzieli razem przy stole, jedząc na kolację kluski z jajecznicą na boczku i popijając zimnym zsiadłym mlekiem.
– Pięknie dzisiaj szła robota. Bardzo wam dziękuję – powiedział pan Marek.
– Cała przyjemność po naszej stronie – odpowiedział Fryderyk. – Wszystko było fajnie, nawet łatwo się nauczyłem obsługiwać te grabie, tylko że teraz mam całe futerko w słomie i bardzo trudno się tego pozbyć.
– Oj tam, oj tam – przerwał mu Gienek. – Weźmiesz grzebień i się wyczeszesz.
– Jednej rzeczy tylko nie rozumiem – zastanowił się szop.
– Tylko jednej? – mruknął ksiądz, uśmiechając się.

– No bo co by było, gdyby się stało tak jak w Ewangelii o żniwach. Czytałem, jak Pan Jezus opowiadał o takim panu, który posiał pszenicę, a potem przyszedł ktoś inny, kto go nie lubił, i posiał chwasty. Gdy one wyrosły, słudzy tego pana chcieli je wyrwać, ale pan nie pozwolił, żeby nie usunąć przez pomyłkę pszenicy, tylko kazał czekać aż do żniwa i dopiero przy zbieraniu mieli oddzielić chwasty od pszenicy. Wiem, że Jezusowi chodziło o to, że Pan Bóg czeka na nasze nawrócenie do końca, a nie karze nas od razu, gdy tylko popełnimy jakiś grzech, ale jak to jest z tymi chwastami teraz, gdy wszystko kosi kombajn?
– Przede wszystkim, kiedy zboże podrośnie, to wjeżdża się opryskiwaczem i stosuje się specjalne substancje, które niszczą chwasty, a nie szkodzą zbożu – odpowiedział pan Marek.
– Ale jak to zrobić, żeby nie rozjechać już posianego? – zdziwił się szop.
– Przy zasiewach zostawia się nieposiane ścieżki, żeby po nich można było potem wjechać opryskiwaczem – wytłumaczył pan Marek. – Ale to nie wszystko. Czasami mimo tego jakieś chwasty jednak wyrosną. Więc przy młóceniu maszyna przepuszcza ziarenka pszenicy i chwastów przez takie specjalne sita i oddziela je.
– Czyli też robi się prawie tak samo jak w Ewangelii, bo tam na końcu Jezus mówi, że zboże zbierze do spichlerza, a chwast spali w ogniu – ucieszył się Freddy.
– Trochę tak, a trochę nie, bo nie spalamy chwastu w ogniu, tylko przerabiamy na paszę. Ale zasada jest taka sama.
– No to się bardzo z tego cieszę, bo już myślałem, że w młynie te chwasty się miesza z mąką i potem bym miał chwasty w kluskach – zażartował Gienek.
– Mnie to by nie przeszkadzało, bo w końcu szopy są wszystkożerne. Ale i tak wolę z jajecznicą – odpowiedział Fryderyk i zajął się kończeniem kolacji.

KS. PIOTR NARKIEWICZ