
KS ANDRZEJ DRAGUŁA
Zielona Góra
Tropy Ewangelii
Z terminem „inkulturacja” spotkał się każdy, kto zajmował się misjami i ewangelizacją. Oznacza on strategię misji polegającą na wyrażaniu Ewangelii w nowych kategoriach kulturowych. Zbyt pochopnie jednak myślimy o inkulturacji jako o działaniach podejmowanych wyłącznie na terenach misyjnych, gdzie próbuje się znaleźć nowe środki wyrazu, które wyrastają z tubylczych kultur, dla wyrażenia liturgii, teologii, kaznodziejstwa. Założenie wstępne inkulturacji mówi, że Ewangelię można wyrazić w każdej kulturze. Ze zjawiskiem tym mieliśmy do czynienia także w Europie, gdzie Kościół zaadaptował wiele lokalnych tradycji, dlatego np. Kościół w Polsce różni się od tego w Hiszpanii.
Istnieje jednak także ekskulturacja. Już sama etymologia tego słowa wskazuje, że terminem tym opisuje się proces przeciwny do inkulturacji. Określenie to zawdzięczamy Danièle Hervieu-Léger, francuskiej socjolożce religii. Stwierdziła ona, że sytuację chrześcijaństwa na początku XXI w. najlepiej charakteryzuje to właśnie pojęcie. Diagnoza ta jest dość zasadnicza: Ewangelia nie inspiruje już europejskiej kultury. Przeciwnie – kultura wyzbywa się pierwiastków ewangelicznych. Czy rzeczywiście Kościół zupełnie stracił wpływ na kulturę? Moim zdaniem – nie, choć wpływ ten jest o wiele mniejszy. Jednym z powodów jest znacznie mniejsza rola mecenatu kościelnego. Kościół (zarówno jako instytucja, jak i wierni) nie ma dzisiaj środków, by finansować wielkie projekty kulturowe. Dawniej jedna rodzina mogła ufundować kościół, a wielkie fundacje opłacały licznych artystów. Dziś z budową świątyni nie radzi sobie nawet bardzo liczebna parafia.
Czy więc Ewangelia skazana jest na los właściwy dla kultury diaspory albo swoistej chrześcijańskiej kontrkultury? Nie musi tak się stać. W Europie wciąż projektowane są kościoły o wybitnych walorach artystycznych, pisane są powieści o tematyce religijnej, komponowane są wielkie dzieła muzyczne inspirowane Ewangelią. Owszem, tych projektów jest dużo mniej, ale też chrześcijaństwo odgrywa mniejszą rolę społeczną – jest nas mniej. Moja teza jest taka: trzeba szukać chrześcijańskich tropów tam, gdzie one są, choć czasami są ukryte.
Mało jest obecnie wybitnej sztuki konfesyjnej, która byłaby artystycznym wyznaniem wiary. Dużo jest jednak literatury sporu z religią, zmagania się z Bogiem. Myślę tutaj raczej o artystach spoza Polski. W polskiej kulturze dominuje wciąż nurt antyklerykalny, ateizujący i oskarżycielski, tak jakby pytanie o Boga było wstydliwe. Mam nadzieję, że wreszcie i u nas antyklerykalizm przestanie być modny. Współczesna inkulturacja będzie zapewne inna niż ta, z którą mieliśmy do czynienia przez wieki, ale będzie się dokonywać, ponieważ Ewangelii nie można przeżywać inaczej niż wewnątrz kultury. Ona zawsze ujawnia się na sposób kulturowy i znajduje nowe formy istnienia.

