
ANETA CIESIELSKA
Wrocław
Własne miejsce
Góry odkryłam w najpiękniejszych latach mojej młodości. Pierwsze wspomnienie związane z nimi łączy się z rodzinnymi wakacjami, kiedy jeszcze za czasów pracowniczych ośrodków wczasowych wyjechaliśmy z rodzicami i bratem, aby odkrywać uroki Bieszczad. Wrażenie niezwykłości tych miejsc pozostaje we mnie do dziś. To tam też pierwszy raz brałam udział w oazowych Mszach św. pod chmurką i bardzo pragnęłam być częścią czegoś tak niesamowitego. Myślę, że to sam Pan Bóg się o mnie upominał.
Po latach wróciłam na nowosądeckie szlaki oazowe. To tam odkrywałam ich ogrom, nadzwyczajność i jednocześnie uczyłam się pokory. Tam wszystko inne wydawało się takie małe, moje problemy również. W tamtych miejscach przeżywałam drogi krzyżowe, z ogromnym krzyżem na barkach, który trzeba było wnosić na najwyższe szczyty. Spędzałam noce na wzgórzach i poranki, kiedy słońce wschodziło i budziło świat. Mnie też. Dawało również nadzieję, że tak jak rozsuwają się chmury, tak i w moim życiu pojawi się kolejna szansa na nowe życie, na bycie lepszym. Zdobywając kolejne szczyty, czułam, że pokonam wszelkie życiowe trudności. Choć były momenty, gdy myślałam, że nie dam już rady, nie zrobię kolejnego kroku. To tam przekonywałam się, że jestem tylko małym robaczkiem wśród ogromu, który mnie otacza, i odkrywałam za każdym razem na nowo miłość Bożą – czułam, że ja też jestem po coś, a moje życie ma sens. Na każdym szczycie byłam bliżej nieba, Boga, czułam Jego tulenie i moc. W tej ciszy słyszałam Jego głos, widziałam Jego twarz…
Teraz już rzadziej bywam w górach, ale zawsze, gdy przywołuję te wspomnienia, jest mi lżej. A kiedy tam wracam, czuję, że łapię oddech i odnajduję stabilność. Góry mają wielką moc. Jednak tylko ten, kto przeżył choć jedną wyprawę i odnalazł tam siebie, Boga, to, czego potrzebował, zrozumie, na czym polega ta niezwykłość. Dla mnie ważne są góry, ale każdy z nas ma inne miejsce, które przynosi ukojenie i poruszenie serca. Trzeba je tylko odnaleźć.

