O. OSKAR MACIACZYK OFM

Wrocław

Homilia o Bogu

Gdybyśmy zapytali, kto w Kościele zaczął mówić o ekologii, z pewnością wielu wskazałoby na papieża Franciszka. Niewątpliwie jego encyklika Laudato si’ bardzo wyraźnie i konkretnie przypomniała nam, czym jest dla nas wspólny dom – Ziemia. Papież natomiast nie był rewolucjonistą w nauczaniu Kościoła, jeśli chodzi o temat ekologii. Tak jak rewolucjonistami nie byli inni papieże ostatnich dekad, od Pawła VI zaczynając, którzy konkretnie dotykali w swym nauczaniu kwestii dotyczących ekologii. Pierwszym biskupem Rzymu, który użył samego słowa „ekologia”, był natomiast Jan Paweł II. Tak naprawdę w Kościele mówiło się o ekologii od początku jego istnienia. Zresztą przed Chrystusem również istniały owe idee. To prawda, że nie posługiwano się terminem „ekologia” (gr. οἶκος – dom; gr. Λόγος – słowo, nauka), ale od zarania zarówno chrześcijanom, jak i żydom towarzyszyło przykazanie miłości. Mówi ono o miłości Boga, drugiego człowieka i siebie samego. Czyż nie kryje się w tym idea ekologiczna?
Kiedy o poranku modlę się jutrznią, to co cztery tygodnie – zgodnie z cyklem brewiarzowym – rozpoczynam dzień Psalmem 24, w którym padają słowa: „Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy”. Przypominam sobie wtedy, że teologia jest nauką nie tylko o Bogu, lecz także o wszystkim, co Boże. To refleksja o całym stworzeniu: o człowieku, o relacjach, które zachodzą między ludźmi, i tych, które są między człowiekiem a Bogiem, między człowiekiem a całym stworzeniem. Mówiąc o Bogu, mówimy o całym stworzeniu. Rozumiał to św. Franciszek z Asyżu, którego widzimy jako rozmiłowanego w świecie przyrody. Jednak celem ostatecznym jego miłości nie jest roślina i zwierzę, lecz Stworzyciel. Wokół Franciszka z Asyżu stanęli ekolodzy różnych religii, kierunków filozoficznych i poglądów, niekiedy widząc w nim ideowca na polu ekologii. Jeżeli troska o wspólny dom i sam termin „ekologia” stają się płaszczyzną, na której mogą spotkać się i rozmawiać ze sobą chrześcijanie z niechrześcijanami, wierzący z niewierzącymi, to naprawdę robi się ciekawie. Dlaczego? Ponieważ jako chrześcijanie musimy wciąż odpowiadać na pytania, kim jest człowiek wobec całego świata przyrody oraz kim jestem „ja”. Ciągle musimy opowiadać o hierarchii stworzenia. Opowiadać o miłości, którą znamy jako chrześcijanie. Ona przecież tłumaczy rozumianą po chrześcijańsku ekologię.
Poruszyłem kiedyś w homilii niedzielnej kwestię związaną z ochroną środowiska i użyłem w niej słowa „ekologia”. Po Mszy św. otrzymałem uwagę: „Dlaczego ojciec w czasie homilii mówi o ekologii? Kapłan o Bogu ma mówić!”. Tylko że to była homilia właśnie o Bogu. Bogu, który powiedział do człowieka: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Powiedział: „Kochaj Boga”, czyli Tego, który tę ziemię dał, oraz „Kochaj bliźniego”, czyli tego, dla którego ta ziemia jest i w przyszłości będzie. „Kochaj siebie”, czyli m.in. dbaj o miejsce swojego życia.