Wyższość gór

Świętość gór jest uniwersalnym doświadczeniem ludzkości. Widać to zarówno
w wydarzeniach opisywanych w Piśmie Świętym, jak i stosowanych w nim terminach.

ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

Wrocław

Na górze Synaj Bóg przekazał Mojżeszowi
tablice z dziesięciorgiem przykazań

FLORIAN PRISCHL/WIKIMDIA COMMONS CC BY-SA 3.0

O świętości gór nie trzeba nikogo przekonywać. Nie bez przyczyny to właśnie w ich koronach wielu przedstawicieli gatunku ludzkiego poszukuje duchowego ukojenia. Jedni wyjaśnią tę potrzebę bliskością nieba (nawet jeśli nijak ma się ona do teologicznych koncepcji niebiańskiego stanu) i Boga, inni – jak słynny, zakochany w Himalajach dziennikarz Tiziano Terzani – ucieczką od światowego zgiełku, od wojen i polityki oraz wejściem w „ja” i oświeceniem. Jakiekolwiek nie byłyby motywacje, każdy, kto podjął się wysiłku zdobywania gór, zwłaszcza mniej popularnymi szlakami, doświadczył tego samego – walki ze zmęczeniem, a niekiedy i bólem poranionych nóg, zniechęcenia, ale i napływu nowych sił, napędzanych świadomością czekającej na szczycie nagrody.

GÓRSKA WĘDRÓWKA
JEST NICZYM LUDZKIE
ŻYCIE W MINIATURZE,
TO DOŚWIADCZENIE
NA WSKROŚ
EGZYSTENCJALNE.

Nic więc dziwnego, że na miejsce najważniejszych objawień Bóg upatrzył sobie właśnie szczyty mniejszych lub większych gór. Na górze osiadła arka Noego, stanowiąca tło dla pierwszego przymierza Boga z ludzkością; na górze Jahwe zawarł przymierze z Mojżeszem i całym Izraelem; na górze nakazał złożenie ofiary z Izaaka; góra stała się miejscem pod budowę świątyni; wreszcie na górze dokonała się przemiana Jezusa, Jego śmierć i wniebowstąpienie. I choć wspomniane góry, zwłaszcza Synaj, Moria i Tabor, nie należą do najwyższych, przewyższają swoją doniosłością wyżyny, a nawet skutkują stanowczą ich deprecjacją.
Wywyższenie gór
Góra, nawet niewysoka, jest naznaczona tajemniczością, a jej niedostępność zaprasza lub przeraża. Dostrzegali to już starożytni, niejednokrotnie wiążąc góry ze światem bogów. Czyż to nie góra Otrys była siedzibą tytanów? Czy nie masyw Olimpu, którego szczyty często przysłonięte są chmurami, stał się siedzibą całego boskiego panteonu z Zeusem na czele? Czy nie Parnas tchnął mocą Apolla? Podobnie ma się rzecz z Biblią. Autorzy natchnieni, podkreślając przedwieczność, odnosili się do sędziwości gór (Prz 8, 25; Hi 15, 7), a ogrom wód potopu eksponowali w porównaniu do wielkości gór (Rdz 7, 19-20), nawet jeśli nie zawsze sam termin „har” implikował znaczną wysokość (Rdz 31, 21). Biblijna góra, zwana har, nie odznacza się wielką ambiwalencją – jest najczęściej miejscem Bożej inicjatywy względem pojedynczego człowieka, który ostatecznie staje się reprezentantem narodu i całej ludzkości. Każda ludzka ingerencja na har, każdy przejaw idolatrii wiążą się z jednoznaczną krytyką (Ez 6, 13) i postrzegane są w kategoriach nierządu (Iz 57, 7). 

Ta niezwykła teologiczna spójność har uwidacznia nawet semantyka pojęcia ograniczona do tego jednego znaczenia – miejsce wysokie, czyli góra, na której odstępczy kult jest surowo zakazany.
Poniżenie wyżyn
Wyżyny były pierwotnym miejscem, na które Izraelici kierowali swojej kroki, by oddać Bogu chwałę. Pisarz natchniony praktyki te wyjaśnia czystą chronologią – przed Salomonem „jeszcze nie została zbudowana świątynia ku czci Pana” (1 Krl 3, 2). Gdy jednak już ją wzniesiono, każda próba wybudowania ołtarza na wyżynie spotykała się ze stanowczą krytyką i jednoznacznie wskazywała na bałwochwalstwo (1 Krl 11, 7; 12, 31). Najdosadniej niechęć do tych miejsc wyraża proroctwo związane z narodzinami króla reformatora Jozjasza – ideału dorastającego do wielkości samego Dawida, „który na tobie [ołtarzu] złoży ofiarę z kapłanów wyżyn, spalających na tobie [ołtarzu] ofiary kadzielne. Będą palić na tobie [ołtarzu] kości ludzkie” (1 Krl 13, 2; zob. 2 Krl 23, 15-20; 2 Krn 34, 3). W wypadku wyżyn zwanych bamôt dostrzega się więc teologiczną degradację. Choć pierwotnie funkcjonują zamiennie z górami i są również miejscami kultu jedynego Boga, z czasem stają się znakiem odstępstwa. Zjawisko to można, rzecz jasna, wyjaśnić historycznie – degradacja wyżyn jest konsekwencją centralizacji kultu, którego serce znalazło się w Jerozolimie. Jest również znakiem sprzeciwu Królestwa Południowego (Judy) względem schizmy Królestwa Północnego (Izraela). Ale istnieje również inne wyjaśnienie, w którym prym wiodą teologia i semiotyka, świetnie korespondujące dodatkowo z semantyką bamôt, ponieważ rzeczownik ten oznacza nie tylko wyżyny, lecz także… plecy. W toku rozwoju historii zbawienia wyżyny stają się więc miejscem odejścia od Stwórcy, zwrócenia się do Niego plecami, a nawet synonimem pogańskiego idola.
Wartość wspinaczki
Wędrówka na górę wymaga zdecydowanie większego wysiłku niż wędrowanie po wyżynie. Wydaje się, że w języku Biblii ta pierwsza symbolizuje całkowite poddanie naznaczone zachwytem, ale i bojaźnią. Druga jest natomiast symbolem półśrodków, po które sięgają ludzie, by zadowolić kapryśnych bogów tylko po to, by im samym żyło się lepiej. Pierwsza jest miejscem objawienia i inicjatywy Boga, której poddaje się człowiek na drodze przymierza. Drugą kala inicjatywa człowieka, który stawia własne warunki. Starcie z górami zarówno na poziomie fizycznym, jak i teologicznym wydaje się więc trudem, którego nadrzędną zasadą jest pokora. Wówczas wędrówka staje się oczyszczeniem, a nagrodą – szeroko rozumiane spotkanie, tak z Najwyższym, jak i z samym sobą.