Papież… jakby miał stracić równowagę
Kaznodziejstwo papieża Franciszka, pełne teologicznej głębi,
było proste i zrozumiałe na płaszczyźnie werbalnej.
KS. RAFAŁ KOWALSKI
Wrocław
Dla papieża Franciszka Pismo Święte nie było doktryną, tylko doświadczeniem
DEPOSITPHOTOS
Profesor Giovanni Reale zwrócił kiedyś uwagę, że choć od narodzenia Jezusa minęło dwa tysiące lat, to dopóki będzie żyła chociaż jedna osoba, która wierzy w Syna Bożego, trzeba, by była ona współczesna Chrystusowi tak, jak współcześni Mu byli chrześcijanie pierwszych wieków. Papież Franciszek – zdaniem profesora – tę myśl wyrażał w swoich homiliach. Przepowiadając, traktował Ewangelię nie jako tekst, który należy wyjaśnić, ale z którym należy się spotkać. Dla niego Pismo Święte nie było doktryną, tylko doświadczeniem. Zadaniem kaznodziei – według Franciszka – jest takie poprowadzenie słuchacza, by ten poczuł się współczesnym Jezusowi i słuchał Jezusa przemawiającego do niego.
Papież potwierdził to w wywiadzie, akcentując, że prawdziwa homilia powinna rozpocząć się od ogłoszenia nowiny zbawienia, gdyż nie ma niczego bardziej trwałego, głębokiego i pewnego. Porównywał słowo Boże do pokarmu, który podtrzymuje życie człowieka, sprawia, że on wzrasta i przynosi dobre owoce.
Boża pamięć a twardy dysk
W adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium Franciszek zapisał, że dobra homilia powinna zawierać „jedną myśl, jedno uczucie i jeden obraz”, i tak zdawał się budować kazania. Myśl, wokół której osnute było rozważanie, najczęściej wypływała z Pisma Świętego. Ten sam schemat obserwowaliśmy także u Benedykta XVI – wiązanie pewnych zdań biblijnych, postaw bądź zachowań bohaterów z życiem współczesnego człowieka. Jest to styl przepowiadania poszukujący odpowiedzi na pytanie: „Co Bóg mówi do człowieka w jego konkretnej sytuacji?”. Franciszek jednak częściej korzystał z zabiegu wizualizacji. Niejako przybliżał się do bohaterów biblijnych, chciał nazwać ich myśli, odczucia, emocje i przeżycia. Zapraszał słuchacza na scenę wydarzeń, o których opowiadali ewangeliści. Jego przepowiadanie charakteryzowała duża liczba porównań, przykładów i charakterystycznych zwrotów, zawężających tłumaczenie zawiłych prawd do dwóch, trzech słów.
Przykładem tego była homilia podczas Mszy św. na Campus Misericordiae w trakcie Światowych Dni Młodzieży w 2016 r. Papież oparł swoje rozważanie na fragmencie Ewangelii wg św. Łukasza o powołaniu Zacheusza (Łk 19, 1-10). Wskazał przy tym na trzy przeszkody, które pozornie wykluczały celnika z grona potencjalnych uczniów Jezusa. Po stwierdzeniu, że pierwszą z nich był „niski wzrost”, natychmiast dodał: „Także i dzisiaj może nam grozić, że będziemy stali z daleka od Jezusa, bo wydaje się nam, że nie dorastamy, bo mamy niską opinię o sobie. Jest to wielka pokusa, która dotyczy nie tylko samooceny, ale dotyka również wiary. Wiara mówi nam bowiem, że jesteśmy «dziećmi Bożymi»”. W tym kontekście przekonywał młodych, że nieakceptowanie samych siebie i negatywne myślenie jest niczym odwracanie się plecami do Boga, który kieruje na człowieka swój wzrok. Mówił, że w oczach Boga „nic nie znaczy, jak jesteś ubrany czy jakiego telefonu komórkowego używasz; dla Niego nie jest ważne, czy podążasz za modą – liczysz się ty, taki jaki jesteś. W Jego oczach jesteś wartościowy, a twoja wartość jest bezcenna”.
W tekście rozważania dostrzeżemy kolejne zwroty i sformułowania wskazujące na doskonały kontakt kaznodziei z młodymi słuchaczami, a przede wszystkim na sprawne posługiwanie się językiem, który oni rozumieją. Franciszek, przestrzegając uczestników liturgii przed zbytnim przywiązaniem do smutku, tłumaczył, że to postawa przeciwna tożsamości chrześcijańskiej – stwierdził, że smutek „to w rzeczywistości jakiś wirus, który zaraża i blokuje wszystko, który zamyka wszelkie drzwi, który uniemożliwia rozpoczęcie życia na nowo, ponowny start”.
Drugą przeszkodą, która dyskwalifikowała Zacheusza w dążeniu do bycia uczniem Jezusa, był wstyd. Lęk przed ośmieszeniem w oczach innych mógł być na tyle silny, że łatwiej było mu zrezygnować ze swoich pragnień. Opisując, jak to pokonał, Franciszek odwołał się do przykładu osób zakochanych, które są gotowe dla drugiej osoby zrobić coś, o co by ich nikt nie podejrzewał, nie zważając na reakcje otoczenia. Zacheusz zaryzykował i zaangażował się, przy czym – jak przekonywał papież – ważne jest, żeby nie dać sobie „znieczulić duszy”, „życia nie zamykać w szufladzie”, a przed Jezusem „nie siedzieć z założonymi rękami” i odpowiadać Mu jedynie „zwykłym SMS-em”. W ten sposób Ojciec Święty zachęcał słuchaczy do otwierania się na Boga i dzielenia z Nim wszystkim, co przeżywają, ponieważ tylko wtedy będą w stanie
Ostatnim wymienionym elementem utrudniającym spotkanie Jezusa z Zacheuszem był „szemrzący tłum”. Papież Franciszek zwrócił uwagę, że współczesnego człowieka może powstrzymać przed opowiedzeniem się za Bogiem i wartościami chrześcijańskimi tzw. opinia publiczna. Wezwał jednak młodych, by się nie zniechęcali, nie zatrzymywali „na powierzchni rzeczy” i nie ufali „światowym liturgiom pozorów, makijaży duszy”, nawet jeśli inni będą ich uważać za marzycieli, dlatego że wierzą w nową ludzkość, która potępia nienawiść między narodami.
Warto zauważyć, iż po takiej egzystencjalnej medytacji słowa Bożego papież sformułował konkretne wyzwania moralne. Wskazał, że spotkanie młodzieży powinno być dla uczestników początkiem nowej przygody z Jezusem. Zachęcił, by ufali Stwórcy, ponieważ pamięć Boga „nie jest «twardym dyskiem», który rejestruje i zapisuje wszystkie nasze dane, ale czułym, współczującym sercem, które cieszy się, trwale usuwając wszelkie nasze ślady zła”.
Miłość to nie telenowela
Niewątpliwie Biblia stanowiła najważniejsze źródło homilii papieża Franciszka. Uwagę przyciągała również doskonała znajomość słuchaczy oraz zorientowanie na nich podczas całego procesu głoszenia słowa Bożego. Nawet kiedy głoszona homilia była monologiem, słuchacze mogli odnieść wrażenie, że papież wciąż dopuszcza ich do głosu, rozmawia z nimi i razem poszukują najlepszej drogi. Włoski jezuita Antonio Spadaro oddał tę postawę stwierdzeniem: „można odnieść wrażenie, że papież nachyla się w kierunku swojego słuchacza tak, jakby zaraz miał stracić równowagę”.
Dobrym przykładem jest homilia z Mszy św. wieńczącej jubileusz chłopców i dziewcząt w 2016 r. Po przytoczeniu słów z Ewangelii św. Jana: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35), papież nazwał miłość „dowodem osobistym chrześcijanina” oraz „jedynym ważnym dokumentem, na podstawie którego jest on rozpoznawalny jako uczeń Jezusa”. Dialog ze słuchaczami przyjął formę pytań retorycznych: „Czy chcecie przyjąć zaproszenie Jezusa, aby być Jego uczniami? Czy chcecie być Jego wiernymi przyjaciółmi?”, a następnie tłumaczenia, iż prawdziwy przyjaciel Jezusa wyróżnia się spośród tłumu miłością, która wyraża się w konkretnych czynach. Franciszek używał zwrotów takich jak: „miłość konkretna to nie telenowela” albo „miłość konkretna to nie miłość w obłokach”. Mógłby je rozwinąć w odrębnych rozważaniach, tymczasem pozostawił słuchacza z jego własną interpretacją, zakładając, że obrazy, którymi się posługuje, są oczywiste. Kontynuował rozważanie, akcentując jeden z aspektów konkretnej miłości, czyli dawanie nie tyle rzeczy materialnych, ile ofiarowanie samego siebie. Jednak zanim wskazał na Chrystusa, który był gotowy oddać się całkowicie Ojcu, poprosił uczestników liturgii, by przypomnieli sobie uczucia, które im towarzyszą, kiedy są obdarowywani przez swoich najbliższych różnymi prezentami. Zwrócił przy tym uwagę, że radość w człowieku rodzi się nie tyle z posiadania rzeczy materialnych, ile po dostrzeżeniu, jak wiele znaczy on dla osoby obdarowującej. Dopiero na tej podstawie Ojciec Święty budował katechezę o przyjaźni, którą człowiekowi ofiaruje Bóg, oraz o nieodwołalności Bożych deklaracji. Wskazał też, iż życie w bliskości ze Stwórcą staje się dla człowieka szkołą miłości, którą może później ofiarować drugiej osobie.
To pokazuje, jak bardzo Franciszkowi zależało na tym, by słuchacz nie tylko czuł się zaproszony do słuchania, lecz także stał się częścią homilii – dialogu pomiędzy Bogiem a Jego ludem.
Zamiast zakończenia
Bardzo często krytycy Franciszka powtarzali opinie o jego słabym wyrobieniu teologicznym. Publicyści prześcigali się w porównywaniu jego homilii z kazaniami poprzedników. Przywoływany prof. Giovanni Reale przyznał, że Franciszek posługiwał się „językiem uniżonym”, który porównywał do języka Chrystusowej pokory. Kiedy to usłyszałem, natychmiast pomyślałem o Jezusowych homiliach o zagubionej owcy, drachmie, dziesięciu pannach i oliwie w lampach czy o ziarnku gorczycy… Ilu mądrych teologów na ich podstawie zdobyło stopnie i tytuły naukowe z teologii.

