Ekologia integralna i mobilność

Podróże, zarówno te dalekie, jak i te codzienne, dla wielu osób
wydają się sferą obojętną moralnie i niepowiązaną z wiarą. To oczywiście złudzenie:
wszystko, co robimy, jest dla Boga ważne, cieszy Go lub smuci.

MAREK SŁOŃ

Światowy Ruch Katolików na rzecz Środowiska

DEPOSITPHOTOS

Warto zacząć refleksję od spojrzenia na Jezusa. Na kartach Ewangelii widzimy Go niemal stale w drodze. Wręcz podkreśla, że nie ma miejsca, gdzie mógłby oprzeć głowę (Łk 9, 58). Ta wędrówka nie kończy się nawet wraz z Jego śmiercią – po zmartwychwstaniu objaśnia Pisma uczniom w drodze do Emaus (Łk 24, 13-35). Siebie samego nazywa drogą (J 14, 6), mówi też o życiu człowieka jako o drodze: szerokiej, prowadzącej na zatracenie, i tej wąskiej, wiodącej do życia (Mt 7, 13-23). Droga nie jest jakimś dodatkiem do życia Jezusa, ono nie toczy się w przerwach między przemierzanymi odcinkami. To w ruchu dokonuje się Jego misja.
Zwykle chodził pieszo, korzystał również z łodzi. Raz, wyjątkowo, usiadł na osiołka. Nie pędził rydwanem, konno czy na wielbłądzie. Nie był noszony w lektyce. Dziś mamy zupełnie inne środki lokomocji, ale wcale nie jest trudno to naśladować. Wciąż możemy chodzić i korzystać z prostych urządzeń, które nie są dla nikogo obciążeniem. I przemieszczać się tak, żeby to sprzyjało spotkaniu z drugim człowiekiem, a przynajmniej jego dostrzeżeniu, jak miłosierny Samarytanin. Możemy odnajdywać postawę pokory, cenić wspólną wędrówkę. Poruszać się tak, aby podróż nie tyle była szybka, krótka i wygodna, ile żeby sama była życiem: intensywnym i ewangelicznym.
Codzienny transport
Na znaczenie mobilności w życiu możemy spojrzeć od strony czysto racjonalnej. Na przemieszczanie się poświęcamy średnio około 2 godzin dziennie. To wydaje się niewiele. Jeśli jednak odliczymy czas na pracę zawodową i zaspokajanie potrzeb fizjologicznych (w tym sen), zostanie nam już tylko 8 godzin – z tego jedną czwartą spędzamy w drodze. Z finansami jest podobnie – choć tu udział ok. 20 proc. dotyczy całości wydatków. Warto też zwrócić uwagę, jak bardzo na siebie wzajemnie wpływają dwie decyzje: o wyborze miejsca zamieszkania i sposobu poruszania się. To nie jest marginalna sprawa.
Papież Franciszek w encyklice Laudato si’ wypowiada się wprost w tej kwestii: „Jakość życia w mieście w znacznym stopniu wiąże się ze środkami transportu, które są często dla mieszkańców przyczyną wielkich utrudnień. Po miastach krąży wiele samochodów używanych przez jedną lub dwie osoby i dlatego ruch uliczny staje się intensywny, wzrasta poziom zanieczyszczeń, zużywane są ogromne ilości energii nieodnawialnej i konieczne staje się budowanie większej liczby dróg i parkingów, niszczących tkankę miejską” (nr 153). Zaleca też „korzystanie z transportu publicznego lub wspólne korzystanie z samochodu przez kilka osób” (nr 211). Przede wszystkim jednak na kartach całego tego dokumentu wzywa do takiego korzystania z dóbr tego świata, aby go nie niszczyć i nie być zagrożeniem czy ciężarem dla innych, a szczególnie tych najsłabszych.
Wpływ samochodów
Ruch drogowy ma istotny wpływ na wiele sfer życia i nie zawsze jest to dla nas oczywiste. Wiemy o zanieczyszczeniu spalinami i często zdajemy sobie sprawę, że stanowi ono zaledwie kilka procent ogólnej emisji zanieczyszczeń. Ważne jest jednak również to, że zanieczyszczenia transportowe nie trafiają ogólnie do atmosfery, lecz kumulują się w płucach, gdy je wdychamy. I jedynie około połowy to produkty spalania paliwa – do tego dochodzą np. drobiny gumy z opon. Zanieczyszczeniem mocno wpływającym na nasz organizm jest też hałas. Gdy spojrzymy szerzej na cały cykl wytwarzania, eksploatacji i utylizacji samochodu, skala zanieczyszczeń i obciążenia środowiska rośnie. A przecież do obsługi ruchu samochodowego niezbędna jest jeszcze infrastruktura z produkcją i dystrybucją paliw oraz budową dróg na czele.
Spójrzmy na drogi, jak bardzo determinują wygląd i jakość życia przede wszystkim w miastach. Spróbujmy oszacować, jaką część dostępnej powierzchni zajmują jezdnie i parkingi. Liczby te są zróżnicowane, ale dochodzą do 30 proc. Pozostałe 70 proc. powierzchni naszych miejscowości zajmuje wszystko inne: mieszkania, usługi, tereny zielone i rekreacyjne, wody, trasy do poruszania się innymi sposobami, bez samochodu. Drogi przystosowane do szybkiej jazdy samochodem nie tylko przestrzeń zabierają, lecz także ją dzielą, tworząc bariery trudne do przebycia dla wielu najsłabszych, jak dzieci i osoby starsze. 

Warto też pomyśleć o zwierzętach. Kraj pocięty drogami szybkiego ruchu to poszatkowany ekosystem, a przejścia dla zwierząt to konieczny i kosztowny sposób złagodzenia problemu, ale nie jego rozwiązania.
Drogi to także zagrożenie, zbierające krwawe żniwo. Od 2019 r. wypadki drogowe są główną przyczyną śmierci wśród dzieci i młodzieży w wieku od 5 do 29 lat na świecie. Rocznie na drogach ginie około 1 mln osób, w samej Polsce około 2 tys. Kolejny milion to ofiary zanieczyszczeń transportowych. Następne kilka milionów umiera wskutek chorób wywołanych brakiem wysiłku fizycznego. W krajach wysoko rozwiniętych w latach 1970–2000 zredukowano liczbę śmiertelnych ofiar wśród najmłodszych o ok. 70 proc., ale niemal dokładnie o tyle samo spadła liczba dzieci, którym pozwalano poruszać się samodzielnie poza domem. W wielu szkołach w Polsce już trzy czwarte uczniów jest dowożonych samochodem. Aż 90 proc. naszych dzieci ma wadę postawy. Otyła jest co piąta dziewczynka i co czwarty chłopiec w wieku 8 lat. Jeszcze gorzej jest ze zdrowiem psychicznym, również ściśle powiązanym z ruchem na świeżym powietrzu i bezpośrednimi kontaktami z rówieśnikami.
Wyzwanie dla społeczeństwa
Samochód jest wspaniałym wynalazkiem, potrzebnym, niejednokrotnie ratującym życie i bardzo je ułatwiającym. Stanowi też niezbędną część każdego systemu komunikacyjnego. Gdy jednak zaczyna być nadużywany – a tak właśnie jest w Polsce – staje się groźnym nowotworem, dewastującym nasz świat i nas samych. Mamy najwięcej samochodów na mieszkańca w Europie, a dominują te najstarsze, wydzielające najwięcej zanieczyszczeń i najbardziej niebezpieczne. Jaki wobec tego jest nasz wybór jako społeczeństwa? Czy to ten, który podsuwa nam Ewangelia?
Zadajmy sobie pytanie, jak to wpływa na nas jako na wspólnotę, na nasze relacje. Ile znajomości zawiera w drodze do szkoły dziecko dowożone do niej samochodem? Z iloma osobami przywitamy się w drodze do pracy przemierzanej: samochodem, komunikacją miejską, rowerem czy pieszo? Jak to wpływa na krąg znajomości, bańki informacyjne i odpowiedzialność za najbliższe otoczenie? Spójrzmy też z punktu widzenia tych, którzy w świecie urządzonym bardziej dla samochodów, nie siadają za kierownicą. Jak wygląda życie takiej osoby, jeśli nie ma dostępu do transportu publicznego? Dotyczy to obszaru zamieszkanego przez jedną trzecią ludności Polski. Do grup najmocniej dotkniętych należą młodzież w wieku licealnym i ubodzy seniorzy.
Papież Franciszek w encyklice wielokrotnie powtarza, że wszystko jest ze sobą powiązane. Nie wskazuje wszystkich powiązań, ale wzywa do ich poszukiwania, uważnego patrzenia, do wrażliwości. I zachęca do „radosnej wstrzemięźliwości” (nr 224nn.), ponieważ „mniej znaczy więcej” (nr 222).
Poszukujmy takich rozwiązań w naszych codziennych wyborach. Poczynając od tych najmniejszych – jak dotrzeć dzisiaj do sklepu spożywczego lub do kościoła – aż po te kluczowe dla życia przez następne lata: gdzie zamieszkać i gdzie pracować. Jak będę się przemieszczać między tymi miejscami? Jak to wpłynie na innych? Przed jakimi wyborami staną moi najbliżsi, teraz i za kilka lat? Rozważając to w świetle Ewangelii, możemy dostrzec zupełnie nowe wymiary. Przykładem może być pytanie, czy lepiej jeździć samochodem czy rowerem. Czy namysł nad bezpieczeństwem musi zaczynać się od myślenia o nas samych, czy może najpierw powinniśmy wziąć pod uwagę odpowiedzialność za stwarzane zagrożenie? I czy mamy kończyć na wyważeniu wysiłku i czasu podróży? Jaki świat w ten sposób budujemy? Jaki będzie skutek, jeśli staniemy się częścią większej zmiany? Jakie damy świadectwo? Jak to wpłynie na nasze zdrowie? Na duszę? Czy kształtuje pokorę? Który sposób pokonania drogi lepiej pomaga uczyć się miłości bliźniego?

MAREK SŁOŃ – dr hab. nauk historycznych,
przewodnik górski, animator Laudato Si’,
nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej,
zajmuje się społecznie i zawodowo
zrównoważoną mobilnością.
marek.slon@kul.pl