Tropami koronacji Bolesława Chrobrego

Koronacja Bolesława Chrobrego na króla Polski była jasną deklaracją,
że kraj Piastów jest niezależnym państwem europejskim.

ELŻBIETA WARULIK

Wrocław

Koronacja pierwszego króla R.P. 1001, Jan Matejko, 1889, olej na płótnie, Zamek Królewski w Warszawie

WIKIMEDIA COMMONS

W kontekście uchwały Sejmu o ustanowieniu roku 2025 Rokiem Milenium Koronacji Dwóch Pierwszych Królów Polski w Gnieźnie ustalenie czasu i miejsca aktów namaszczenia Bolesława Chrobrego i jego syna schodzi na plan dalszy. W ten sposób prawo rozstrzygnęło o wyniku sporu historyków dotyczącego daty koronacji. I choć z dumą identyfikujemy się z jasną deklaracją, że było to wydarzenie decydujące o niepodległości i rozwoju młodego państwa Piastów, to jednak warto pozwolić sobie na odrobinę sceptycyzmu właściwego bardziej dociekliwym umysłom.
Kiedy?
Zacznijmy zatem od najważniejszych źródeł. Najstarsze informacje na temat panowania Bolesława Chrobrego powstały w kręgu niemieckim. Pierwszy zabrał głos współczesny wydarzeniom biskup Merseburga, Thietmar. Jako obracający się w centrum polityki cesarskiej orędownik niemieckich misji wśród Słowian mógł być on świadkiem pielgrzymki Ottona III do grobu św. Wojciecha w marcu 1000 r., ale w kronice przy okazji opisu spotkania z księciem polskim nie wspomniał ani słowem o docenieniu go przez cesarza. Dopiero w passusie zapisanym dwa lata później wyraził swoje oburzenie decyzją Ottona III o wyniesieniu słowiańskiego lennika do stanu „udzielnego pana”. Historyków to przemilczenie zakorzenione w ideologii antysłowiańskiej nie dziwi.
Więcej szczegółów wspomnianych wydarzeń przekazała dopiero późna tradycja powstała w kręgu dworu polskiego, której autorem jest obcy mnich benedyktyński nazwany Gallem Anonimem. Zachwycony poziomem życia i kulturą w otoczeniu Chrobrego, cesarz Otton miał przy okazji spotkania w Gnieźnie nałożyć na jego skronie własną koronę i wręczyć mu insygnium cesarskie, włócznię św. Maurycego z bezcenną relikwią krzyża Chrystusowego. Kronikarz, opisując spotkanie, miał na celu podkreślenie znaczenia dynastii Piastów przez odwołanie do motywów karolińskich, jednak do dziś zachował się w skarbcu wawelskim cudem ocalały grot kopii włóczni św. Maurycego z przynależną partykułą Świętego Krzyża i jest on niepodważalnym dowodem zawartej w 1000 r. przyjaźni pomiędzy cesarzem rzymskim i jego słowiańskim „bratem i współpracownikiem”. Zgodnie ze świadectwem Galla Anonima Chrobry „chlubnie wyniesiony na królewski tron” zyskał kompetencje zastrzeżone dotąd dla głowy świata chrześcijańskiego i to nie tylko w podległym sobie władztwie, lecz także na obszarach pogan, gdzie mógł swobodnie prowadzić misje.
Jak zatem interpretować zapiskę kolejnego kapelana na dworze cesarskim, niejakiego Wipona, który w swoim dziele poświęconym „chwalebnym czynom cesarza Konrada II” wspomniał pod rokiem 1025 o uzurpatorskiej samokoronacji Bolesława Chrobrego? Nie można przy tym nie zauważyć, że o fakcie tym rozpisała się znaczna część współczesnych wydarzeniom roczników niemieckich, natomiast polscy kronikarze aż do Macieja Miechowity, renesansowego kompilatora i popularyzatora dziejów Polski, na ten temat zgodnie zamilkli. Łamiąc sobie głowę nad tą zagadką, historycy zwykli odwoływać się do konieczności pozyskania zgody papieskiej na intronizację polskiego króla. Inni podkreślają, że przedwczesna śmierć Ottona III nie pozwoliła na sakralne dopełnienie aktu gnieźnieńskiego, a zatem władca Polski musiał po 1002 r. podejmować samodzielne wysiłki uznania swojego królewskiego statusu. Są tacy, którzy wymijająco mówią o „symbolicznym” akcie koronacji podczas zjazdu gnieźnieńskiego.

Kto, gdzie, jak?
Kwestia miejsca i osób biorących udział w koronacyjnym spektaklu wiąże się z uznaniem wiarygodności wspomnianych przekazów. W roku 1000 głównym bohaterem był oczywiście cesarz Otton III, zwany także Rudym, ale podczas słynnej uczty zapewne w odkrytym niedawno gnieźnieńskim palatium na Wzgórzu Lecha obecnych było wielu dostojników świeckich i duchownych z bratem św. Wojciecha, przyszłym metropolitą Radzimem Gaudentym na czele. Nie da się natomiast ustalić żadnych okoliczności intronizacji Bolesława Chrobrego ćwierć wieku później. Część historyków spekuluje na podstawie wiedzy o epoce, że aktu tego mógł dokonać w katedrze poznańskiej lub gnieźnieńskiej arcybiskup metropolita Hipolit, co zdaje się potwierdzać fakt zachowania pamięci o jego imieniu i dacie śmierci.
Nie wiemy, jak wyglądała pierwsza korona polskiego władcy, nałożona następnie na skronie jego syna. Jeśli miniaturzysta kodeksu ofiarowanego Mieszkowi II przez lotaryńską księżną Matyldę widział na własne oczy symbole jego władzy, to na podstawie tego dzieła można wyobrazić sobie kilkusegmentową romańską koronę zwieńczoną szlachetnymi kamieniami, zgodnie z ottońskim kanonem sztuki. To potencjalnie najcenniejsze polskie insygnium zaginęło wywiezione do Niemiec przez żonę Mieszka, Rychezę. Ale znów kultura i tradycja polska poradziły sobie niezależnie od faktów. Gdy w 1320 r. pojawiła się szansa na koronację Władysława I Łokietka, a zdążyły już zaginąć regalia Bolesława Śmiałego i jego następców, postanowiono odwołać się ponownie do dziedzictwa pierwszego króla Polski. Polscy, a może węgierscy złotnicy przygotowali tzw. koronę Chrobrego, która następnie używana była z pewnymi wyjątkami przy wszystkich koronacjach w Rzeczpospolitej aż do XVIII w. Jej wygląd daje się odtworzyć dzięki obrazom Marcella Bacciarellego, nadwornego malarza Stanisława Augusta Poniatowskiego.
O wiele bardziej interesująca wydaje się jednak historia innego regalium czerpiącego z tradycji średniowiecznej – miecza zwanego Szczerbcem, który miał być używany do koronacji od czasów Władysława I Łokietka. Miała to być ta sama broń, którą Bolesław Chrobry, zgodnie z przekazem Galla Anonima, uderzył w Złotą Bramę podczas wkraczania do Kijowa. Nie potrzeba było współczesnych badań, by dowiedzieć się, że ów Szczerbiec nie ma nic wspólnego z pierwszym polskim królem, choć o istnieniu tego legendarnego symbolu, obdarzonego szczególną mocą zaświadczał pod koniec XIII w. autor Kroniki Wielkopolskiej. Odrodzone przez Łokietka Królestwo Polskie, choć kadłubowe, zagrożone, niestabilne i skłócone, pragnęło jednak odwołać się do Bolesławowej tradycji.
Co pozostało?
Bez dyskusji pozostaje najważniejsza treść aktu koronacji Bolesława Chrobrego. Jako pełnoprawny moderator życia politycznego chrześcijańskiej Europy zyskiwał pełnię praw do reprezentowania swoich poddanych, świeckich i duchownych, przed Bogiem jako Jego namiestnik. Stawał się odpowiedzialny za ich pomyślność w ziemskiej ojczyźnie, ale o wiele bardziej za bezpieczne pielgrzymowanie do ojczyzny niebieskiej. Rozwój tych twórczych sił nie miał raczej wiele wspólnego z instytucjonalizacją życia politycznego, ale musiał się w nią wpleść i w sposób naturalny zrosnąć. Jednak idea królestwa stała się w polskiej mentalności czymś więcej niż położeniem podwalin pod chrześcijańskie państwo w środku Europy. Zaszczepiła w nas dumę przynależności do wspólnoty, którą nazywaliśmy do niedawna narodem. Szkoda, że posłowie Rzeczpospolitej Polskiej przy okazji tak ważnej dla naszej formacji rocznicy nie zdobyli się na przywołanie tego znaczenia…