Toponimia pamięci
Po zmianach ustrojowych, które zaszły 35 lat temu,
wiele wrocławskich ulic i placów zmieniło swoje nazwy.
PAWEŁ SKRZYWANEK
Wrocław
W tak wiekowym mieście jak Wrocław nazwy ulic zmieniały się wielokrotnie.
Odwołania do tego faktu można znaleźć na wystawie w Centrum Historii Zajezdnia
ARCHIWUM CENTRUM HISTORII ZAJEZDNIA
Toponimia to w językoznawstwie dział onomastyki, zajmującej się imionami własnymi. Toponimy opisują nazwy miejsc, a ich specyficzną podgrupą są urbanonimy, czyli nazwy miejskie, np. ulic i placów. Mogłem się przekonać o złożoności tych zagadnień praktycznie dokładnie 35 lat temu jako wiceprzewodniczący I Rady Miejskiej Wrocławia. Postulat budowania nowej tożsamości miasta był jednym z naczelnych punktów programu miejskiego Komitetu Obywatelskiego Solidarność”, który został przygotowany do pierwszych demokratycznych wyborów samorządowych w Polsce i we Wrocławiu w 1990 r.
Dekomunizacja
Dekomunizacja przestrzeni publicznej była postulatem obywatelskim i historycznym. Nowa Rada Miejska, mając demokratyczny mandat do sprawowania władzy, traktowała to priorytetowo. Na swoich pierwszych sesjach przywróciła historyczny herb miasta, przypominając, że na przestrzeni wieków dwukrotnie zmieniały go totalitaryzmy: nazizm i komunizm. Jeszcze w 1990 r. z mapy Wrocławia zaczęły znikać nazwy znienawidzonych osób i symboli komunistycznej dyktatury. Ten proces z końca XX w. przypominał wcześniejszy, zachodzący po zakończeniu II wojny światowej. Wtedy niemieckie Breslau stawało się polskim Wrocławiem i zmieniając nazwy ulic i placów, zmieniało swoją narodową tożsamość. We w pełni niezawisłej Polsce i mieście zmiany nazw ulic, placów i parków podkreślały dumę z niepodległego państwa i społeczeństwa. Pierwsza uchwała w kwestii zmian nazw dotyczyła patronów parków. Zniknęli wtedy z przestrzeni miejskiej m.in. Hanka Sawicka i Władysław Gomułka. W kolejnych tygodniach specjalnie powołana Komisja Nazewnictwa Rady Miejskiej Wrocławia, na czele z radnym Zbigniewem Magdziarzem, przygotowywała następne uchwały porządkujące nazwy wrocławskich ulic. Szybko sięgnięto do doświadczenia zespołu pracującego przy Towarzystwie Miłośników Wrocławia. Pierwszym pracom i zmianom doradzali także wybitni wrocławscy naukowcy, m.in. historyk i ówczesny rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, prof. Wojciech Wrzesiński, i polonista, prof. Jan Miodek. Komisja i jej doradcy zaproponowali zmiany kilkuset nazw. Były one dokonywane w kilku etapach.
Kto w miejsce „minionych bohaterów”?
O ile lista osób do zmian nie była trudnym przedsięwzięciem, o tyle zbudowanie listy zamiennej było zadaniem trudniejszym. Starano się dochować staranności historycznej, doszukiwano się dawnych nazw. Brano pod uwagę oczekiwania wspólnot lokalnych i uwzględniano konieczność uhonorowania wybitnych postaci historycznych, których wspomnienie było zakazane w czasach dyktatury komunistycznej.
Nikogo więc nie zdziwi, że patrona jednej z głównych ulic miasta zmieniono z gen. Karola Świerczewskiego na marsz. Józefa Piłsudskiego.
Potrzeba tej historycznej zmiany była wspierana przez obywateli. Mieszkańcy miasta wyrażali w ten sposób wdzięczność i radość z ustrojowych i demokratycznych zmian. Spontanicznie przekazywali swoje postulaty m.in. na łamach prasy, w radiu, telewizji i na lokalnych spotkaniach. Rada Miejska zastosowała jednak zasadę karencji. Przy zmianie nazwy ustanowiła blisko roczne podwójne nazewnictwo. Pozwoliło to mieszkańcom i przedsiębiorstwom na spokojną zmianę meldunków i dokumentów, co zmniejszyło koszty całej ogromnej operacji. Należy podkreślić, że ta praca, nazywana później publicystycznie – choć jest to w pełni uzasadnione historycznie – dekomunizacją przestrzeni miejskiej, była wzorcowa dla innych miast. Oparta została na rzeczowej i naukowej współpracy i stworzyła prawny, miejski model, który funkcjonuje obecnie.
Warto przypomnieć kilka przykładów, które obrazują ówczesną dyskusję. Pozostawiono wtedy nazwę pl. 1 Maja. Przypomnę, że data ta nie jest symbolem komunistycznego święta, lecz upamiętnieniem robotniczych strajków w XIX w. w Chicago. Radni nie zmienili tej nazwy, „rezerwując” plac dla przyszłego uhonorowania papieża Jana Pawła II. Lokalnym prawem bowiem jest zasada, że wyróżnia się osoby zmarłe. Na fali niechęci do myśli socjalistycznej z mapy miasta zniknęły postacie Róży Luksemburg czy Adama Próchnika. Uważam, że niesłusznie i być może należy je przywrócić do świadomości obywatelskiej. Pamiętam także dyskusję wokół pozostawionej 35 lat temu nazwy ul. Armii Ludowej. Przeważyła argumentacja obywatelska, duża część mieszkańców Wrocławia nie chciała tej zmiany. Nastąpiło to dopiera kilka lat temu. Patronką ulicy jest teraz Danuta Siedzikówna, ps. „Inka”, sanitariuszka AK, zamordowana przez komunistów. Pozostawiono także patrona ulicy na Kozanowie, radzieckiego gen. Iwana Połbina, który zginął w lutym 1945 r. w nalocie bombowym nad Wrocławiem, a jego grób znajduje się na cmentarzu żołnierzy radzieckich na Partynicach.
Historyczny wymiar zmian
Proces zmiany nazw ulic we Wrocławiu miał wymiar historyczny, był elementem pewnej społecznej rewolucji. Doczekał się wielu historycznych analiz. Warto podkreślić, że był to proces całościowy i usystematyzowany. Nie spowodował większych napięć. Odczuwam wdzięczność i dumę, że pod większością uchwał Rady Miejskiej Wrocławia dotyczących tych zmian widnieją moje podpisy.

