O liście, którego miało nie być…

Historia ma sens, o ile wyciągamy z niej wnioski dla współczesności, a ta historia
pokazuje, że zbyt bliskie relacje Kościoła z władzą nie ułatwiają wiernego głoszenia
Ewangelii.

KS. RAFAŁ KOWALSKI

Wrocław

Kardynał Adolf Bertram, arcybiskup wrocławski, ok. 1930 r.
Pałac Arcybiskupi we Wrocławiu

FOT. ANDRZEJ DULIBA / TUM

Podczas rozmowy telefonicznej z dr Katarzyną Pawlak-Weiss usłyszałem: „Podobno w Archiwum Archidiecezji Wrocławskiej znajduje się list anonimowego Żyda do kard. Bertrama z 1943 r. Na notatkę o nim natrafiłam w czasie kwerendy w Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie i wiem tylko, że ma on relacjonować sytuację Żydów we Wrocławiu”. Po czym pani doktor zapytała: „Możesz pomóc mi go odnaleźć?”. Sprawa wydawała się prosta: rozmowa z dyrektorem archiwum i prośba o dostęp do akt z czasów II wojny światowej. Nie przypuszczałem wówczas, że rozpocznie duży projekt, którego efektami będą zainteresowane największe na świecie instytucje badające Holokaust, międzynarodowa telewizja z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, a wsparcie na jego realizację przekaże Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jako grant Kardynał Bertram a sytuacja Żydów w czasie II wojny światowej.
„Ktoś już kiedyś szukał tego listu, ale niestety go nie odnalazł” – stwierdził dyrektor Archiwum Archidiecezji Wrocławskiej i dodał: „Najprawdopodobniej zaginął albo zwyczajnie został ukradziony, trudno powiedzieć. Pewne jest, że poza numerem sygnatury nie ma po nim śladu”.
Pomimo niesprzyjających informacji postanowiliśmy nie rezygnować z prób dotarcia do interesującego nas pisma. Otrzymaliśmy wprawdzie jego cyfrową reprodukcję, jednak jej jakość uniemożliwiała pełne odczytanie treści. Przynamniej mieliśmy ogląd, czego szukamy. Rozpoczęło się kilkunastotygodniowe przeszukiwanie akt związanych z działalnością kard. Adolfa Bertrama. Teczka po teczce, kartka po kartce i w końcu… jest. „Zobacz, znalazłam jakiś list do kardynała, napisany odręcznie” – usłyszałem od Katarzyny. Przeglądałem w tym czasie korespondencję niemieckiego hierarchy z Adolfem Hitlerem, więc nie bardzo chciałem odrywać się od dokumentów, które właśnie miałem przed oczami. „To ten, którego szukamy” – dodała z nieskrywaną radością. Doskonale zachowany, napisany starannie piórem przez osobę, która dobrze znała język niemiecki. Już wstępny ogląd pozwolił na stwierdzenie, że opis dokumentu, znajdujący się w Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie, nie jest poprawny. List bowiem nie wspomina nic o Żydach z Breslau, natomiast mówi bardzo dużo o ich losie w Generalnej Guberni.
Przystanek Mielec
Autor listu postanowił pozostać anonimowy. Podpisał się po hebrajsku „jeden z wielu”. Nie ukrywał natomiast, że jego celem jest poinformowanie niemieckiego kardynała o losie narodu żydowskiego, zamieszkującego ziemie polskie po ich zajęciu przez wojska niemieckie. W swojej relacji cofnął się do czasu ataku Niemiec na Polskę w 1939 r., któremu – jak twierdził – towarzyszyło wypędzanie Żydów z ich majątków oraz rozstrzeliwanie osób narodowości żydowskiej. Dla przykładu podał kilka faktów o tym, że „w Sosnowcu rozstrzelano 150 Żydów, w Wieliczce 36, w Mielcu 100, w Dynowie 700 itd.”. Hierarcha mógł dowiedzieć się również z listu, że „kiedy władzę nad Żydami na terenach okupowanych otrzymał Obergruppenführer SS Friedrich-Wilhelm Krüger, Niemcy grabili żydowskie sklepy i pozbawiali rodziny żydowskie ich mieszkań, nie pozwalając niczego ze sobą zabrać. Wypędzeni wprowadzali się do lokali swoich krewnych i znajomych. Zwyczajną sytuacją było, kiedy do jednego mieszkania wprowadzało się kilka żydowskich rodzin, tak że w jednym pokoju mieszkało co najmniej 10 osób […]”. Następnie autor przywołał prawo nakazujące Żydom noszenie znaków wskazujących na przynależność do narodu żydowskiego, nazywając je „znakowaniem”, i poinformował kardynała, że Żydów bito, wyśmiewano, poniżano, a nawet porywano. Twierdził, że wielu z nich zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach.
Następnie czytelnik listu otrzymuje relację o wysiedleniu Żydów z Krakowa. „[…] wyjazd z tego miasta przed 1 sierpnia 1940 r. dawał możliwość zabrania całego majątku”. W rzeczywistości jednak ograniczona liczba środków transportu („furmanek i wozów”) oraz długi czas oczekiwania na przepustkę umożliwiającą przejazd koleją oznaczały, iż Żydzi zmuszeni byli za bezcen sprzedawać swoją własność.

Do wyznaczonego terminu – jak wynika z relacji „jednego z wielu” – miasto opuściło 20 tys. osób narodowości żydowskiej z ok. 80 tys. zamieszkujących Kraków. Ci, którzy pozostali, musieli liczyć się z łapankami, wywózkami do obozów, pobiciami, a nawet z pozbawieniem życia. „Tysiące Żydów mieszkało w piwnicach, w kanałach, aby nie dać się złapać siepaczom. Ten okres był straszny […]” – zapisał autor relacji, wspominając przy tym okoliczności powstania krakowskiego getta w marcu 1941 r.
Następnie przywołał wydarzenia z Mielca. Miasto to jako pierwsze w Generalnej Guberni miało zostać ogłoszone jako „wolne od Żydów”. Według tej relacji „na początku kwietnia 1942 r. komendant miasta wydał rozkaz, aby wszyscy Żydzi z Mielca, około 10 tys., zebrali się w określonym miejscu i czasie z 10 kg bagażu. Kto zostanie znaleziony w mieszkaniu po tym terminie, zostanie rozstrzelany. Kiedy ten dzień nadszedł, do Mielca przyjechało SS i SA i zaczęło się przeczesywanie domów. Zastrzelono każdego, kto się ukrywał i został znaleziony. Po dotarciu na miejsce zaczęło się tak: na początek segregacja. Kobiety, dzieci, starzy i chorzy na jedną stronę, młodzi mężczyźni na drugą stronę. Tych pierwszych wyprowadzono z miasta, a gdy doszli, czekał na nich masowy grób wykopany przez polską służbę budowlaną. Wszyscy przybyli musieli rozebrać się do naga i sami położyć się do grobu. Kiedy pierwsza warstwa leżała w grobie, to zaczęło się rozstrzeliwanie. Jednego dnia rozstrzelano 8 tys. Naoczni świadkowie z polskiej służby budowlanej, którzy zasypywali grób, opowiadali, że po zasypaniu ziemia się unosiła, gdyż wiele osób jeszcze żyło. Pozostali na miejscu młodzi mężczyźni poszli do obozów pracy przymusowej. Powiedziano im, że ich rodziny wysiedlono […]”.
Po przeczytaniu tego fragmentu postanowiliśmy zatrzymać się dłużej w Mielcu. Domyślaliśmy się, że autor relacjonował akcję wysiedlenia Żydów z tego miasta, która według licznych publikacji w tym zakresie rozpoczęła się 9 marca 1942 r. Pomylił się więc co do daty. Czy zatem pozostałe informacje są wiarygodne? A może chciał jedynie zszokować kard. Bertrama? Przywołana liczba 10 tys. Żydów zamieszkujących Mielec znacznie odbiega od danych statystycznych z okresu przedwojennego. Ta szacowana jest na poziomie od 5,5 do 6 tys. osób narodowości żydowskiej mieszkających w mieście. Nawet jeśli chcielibyśmy założyć, że autor ujął w tej liczbie wszystkich Żydów zamieszkujących powiat mielecki, to w dotychczas opublikowanych materiałach trudno znaleźć potwierdzenie obecności na mieleckim rynku 10 tys. osób przeznaczonych do wysiedlenia w marcu 1942 r.

Odpowiedź Adolfa Hitlera do kard. Adolfa Bertrama z podziękowaniami
za życzenia urodzinowe, 29 kwietnia 1940 r.

ARCHIWUM ARCHIDIECEZJI WROCŁAWSKIEJ

Sprawą – w naszym odczuciu – wymagającą gruntownego zbadania była informacja o masowej mogile, która miałaby zawierać ofiary mordu na ludności żydowskiej Mielca w liczbie bliskiej 8 tys. ofiar. Jej lokalizacja według autora listu miałaby znajdować się w okolicach miasta. Dziś znane są tu jedynie dwa miejsca masowego pochówku ofiar zbrodni na żydowskich mieszkańcach Mielca, jedno przy ul. Traugutta, a drugie przy ul. Wspólnej. Według dostępnych informacji w obu przypadkach można mówić o kilkudziesięciu osobach tam spoczywających. Mieszkańcy Mielca, z którymi rozmawialiśmy na miejscu, wskazywali także na trzecią lokalizację zbiorowej mogiły, która jednak w żaden sposób nie została potwierdzona badaniami. Współcześnie znajduje się tam prowizoryczne upamiętnienie i trudno bez dodatkowych wskazówek do niego dotrzeć. Jest to Lasek Berdechowski, jak nazywają go miejscowi. W tym miejscu Żydzi mieli oczekiwać na transport do miejsc zagłady, gdyż w jego bezpośrednim sąsiedztwie przebiegała linia kolejowa. Znajduje się ono niedaleko lotniskowych hangarów, w których po wysiedleniu z miasta przetrzymywano mieleckich Żydów. Mowa tu o masowej mogile kryjącej co najmniej kilkaset (szacunki pochodzące z różnych źródeł mówią o 800) ofiar mordów dokonanych przez Niemców na mieleckich Żydach. Powyższe dane pokrywają się z relacjami badaczy, którzy wprawdzie wspominają o mordzie na osobach starszych i chorych, dokonanych w czasie akcji wysiedlania Żydów z Mielca, jednak dodają, że większość osób zostało przeznaczonych do deportacji i wywiezionych do gett w Bełzie, Białej Podlaskiej, Dubience, Włodawie, Krasnymstawie, Międzyrzeczu i Parczewie. Stamtąd zaś deportowano ich do obozu zagłady w Bełżcu.
Zestawiając informacje zawarte w liście z dotychczas opublikowanymi materiałami historycznymi, założyliśmy, że jeśli taka masowa mogiła Żydów wysiedlonych z Mielca istnieje, musi znajdować się w pobliżu lotniska. Był to bowiem teren strzeżony z zakazem wstępu dla miejscowej ludności, otoczony tzw. strefą bezpieczeństwa. Opierając się na tych danych i posługując się metodą analizy terenu wokół lotniska, wytypowaliśmy 4 miejsca, których położenie i zauważalne anomalie w strukturze gleby oraz ich rozmiar mogły wskazywać na obecność masowych mogił. Po uzyskaniu stosowych zgód przeprowadziliśmy nieinwazyjne badania metodą georadarową, uzyskując 24 pionowe przekroje 24 echogramów. W kilku miejscach stwierdzone zostały anomalie geofizyczne, których charakterystyka odpowiada anomaliom rejestrowanym przy mogiłach zbiorowych, jednak w żadnym wypadku wielkość stwierdzonych anomalii nie odpowiadała rozmiarom mogiły mogącej pomieścić tak dużą liczbę ofiar. Kwestia ta wymaga dalszych badań. Problemem jest to, że w obszarze lotniska w miarę upływu lat dochodziło do zabudowy terenu, co utrudnia, a wręcz uniemożliwia przeprowadzenie kompleksowo badań terenowych.
W dalszej części listu autor zrelacjonował kardynałowi sytuację Żydów na terenie Lublina, gdzie – jak przekonywał – „zabito około 30 tys. osób, wywożąc pozostałych mieszkańców narodowości żydowskiej do obozu na Majdanku. […] Żydów zaczął mordować jeden powiat za drugim. Tą samą metodą. Każde miasteczko, gdzie mieszkali Żydzi, przerabiało tę samą metodę mordowania. Każde miasteczko ma ten sam masowy grób” – zapisał „jeden z wielu”. Kolejne miejscowości opisane w liście to Tarnów i Kraków, jednak ze względu na brutalność opisu nie będziemy go szczegółowo relacjonować.

Wyjątkowo poruszające jest natomiast zakończenie listu, w którym autor winą za masowe zbrodnie obarczył każdego Niemca, przypisując odpowiedzialność za to, co się wydarzało, także kard. Bertramowi. Oddał to w sposób następujący: „naród zdolny do takich zbrodni nie ma prawa żyć pod słońcem. Każdy Niemiec, także Pan, ponosi winę tych masowych zbrodni. Niech Bóg Wszechmogący nie pozostawi tego narodu bez kary. Mocno wierzę w to, że ta kara nadejdzie. Naród żydowski, który przyniósł światu Objawienie, będzie żył nadal po tej zbrodni. Naród niemiecki, który zrodził diabła, przez niego zginie […]”.
Milczący kardynał?
Możemy domniemywać, że intencją autora „Listu Żyda z Breslau” było poruszenie niemieckiego kardynała, być może wzbudzenie współczucia, a kto wie, może i był on próbą nacisku, by hierarcha – opisywany jako ten, który miał dobre relacje z władzami niemieckimi – wstawił się za narodem żydowskim. Czy osiągnął swój cel? Trudno powiedzieć. Historycy są podzieleni w ocenie postawy kard. Bertrama wobec nazistowskiej polityki Hitlera oraz względem działań podejmowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Ich opinie nierzadko są skrajne, począwszy od tych, którzy twierdzą, że był on krytykiem Trzeciej Rzeszy, po tych, którzy wprost oskarżają go o uległość wobec Führera. Dokumenty, do których dotarliśmy, także nie pozwalają na jednoznaczną odpowiedź.
Jedni wyrzucają mu listy gratulacyjne, które pisał regularnie z okazji urodzin przywódcy Trzeciej Rzeszy. Inni zwracają uwagę, że interweniował u władz niemieckich, by wycofały się z pomysłu rozdzielania tzw. małżeństw mieszanych, w których jeden ze współmałżonków nie był Aryjczykiem. Kiedy wprowadzone zostało prawo nakazujące noszenie oznak przynależności do narodu żydowskiego, kard. Bertram był jednym z tych, którzy nie zgadzali się na organizowanie specjalnych nabożeństw dla osób pochodzenia żydowskiego, które przyjęły chrzest. Cytował przy tym tekst św. Pawła, tłumacząc, że przed Chrystusem „nie ma Żyda ani Greka”. Jednak w listach, które pisał do żołnierzy Wehrmachtu, zagrzewał ich do walki, porównując do Henryka Pobożnego, który – jak przekonywał kardynał – zginął pod Legnicą, „walcząc o ocalenie Kościoła i ojczyzny przed hordami ze wschodu”.
Pewnym wyjaśnieniem postawy niemieckiego kardynała może okazać się korespondencja z ministrem ds. kościelnych Trzeciej Rzeszy, który 24 października 1944 r. złożył Bertramowi życzenia z okazji 30. rocznicy posługi w Breslau. Hierarcha, wyrażając wdzięczność za pamięć o jego jubileuszu, odpisał: „w liście inaugurującym moją posługę w Breslau w 1914 r. w kilku zdaniach, mówiących o ustanowionym przez Boga pochodzeniu władzy państwowej i kościelnej, wyraziłem, jak bardzo cenię sobie wyrozumiałą współpracę władz państwowych i kościelnych oraz lojalne traktowanie się”, kończąc słowami: „Bóg pragnie harmonii między Kościołem a państwem. Z tego ducha wypływa pozdrowienie, które kieruję do władz państwowych, w miejscu świętym, gdy obejmuję urząd”. Swoje pismo zaś hierarcha zakończył deklaracją: „Wasz całkowicie oddany Adolf kardynał Bertram”.
Także i my, kończąc projekt, pozostaliśmy podzieleni w sprawie oceny postawy hierarchy z niemieckiego Wrocławia. Zgadzamy się co jednego: że jeśli ludzie Kościoła czują się „całkowicie oddani” władzom świeckim, nie ułatwia to im głoszenia Ewangelii.

Ks. dr hab. Rafał Kowalski pracujący
ze źródłami w jednym z archiwów

FOT. K. PAWLAK-WEISS

Tekst powstał jako efekt projektu badawczego nr NdS-II/
SN/0587/2024/01 realizowanego i finansowanego w ramach konkursu
ogłoszonego przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pn. „Nauka
dla Społeczeństwa II”.