
PIOTR SUTOWICZ
Wrocław
Piekąca rana europejskich elit
Dwadzieścia lat temu zmarł św. Jan Paweł II. Tak się składa, że mimo długotrwałej kampanii obrzydzającej jego pontyfikat ciągle wielu z nas pamięta ten czas. Dwie dekady temu polski katolicyzm był ciągle w okresie pewnego entuzjazmu nastrojów, które wybuchły w październiku 1978 r. Potem odbyła się pierwsza pielgrzymka do ojczyzny, za nią następne. Z czasem przyzwyczailiśmy się do tego, że to Polak jest głową Kościoła, dorastały pokolenia, które innej rzeczywistości nie znały. To przyzwyczajenie pewnie miało negatywne strony, być może wywoływało duchowe lenistwo. Być może w życie wielu Polaków wkradło się przekonanie, że jesteśmy zwolnieni z myślenia – w końcu… jest Papież i on będzie po katolicku myślał za nas. Kolejne encykliki i głos społeczny Ojca Świętego przyjmowane były z coraz większą obojętnością, czasami wynikającą z lenistwa, a niekiedy być może z magicznego myślenia, że powiedzenie czegoś przez Jana Pawła II spowoduje, że to jakoś samo się stanie.
Krytyka nauczania moralnego Jana Pawła II nie została „wymyślona” w trakcie protestów proaborcyjnych w Polsce. Towarzyszyła Papieżowi od pierwszych dni po wyborze. Ponieważ czas początku pontyfikatu zastał mnie z umiejętnością czytania, to przez cały ten okres czytałem gazety. Co prawda, na początku niewiele z nich rozumiałem i samo pytanie, dlaczego pisano w nich o Papieżu niekoniecznie dobrze, było dla mnie dziwne. Wtedy jednak w przestrzeni publicznej propaganda komunistyczna była traktowana tak, jak na to zasłużyła, czyli teksty czytano odwrotnie do intencji piszących. W latach 90. rzecz uległa skomplikowaniu, ponieważ spory toczone z głosem Papieża nie były jednoznaczne – sami katolicy, zdaje się, mieli mętlik. Zaczął się szum informacyjny. Czas papieskiego umierania w moim odbiorze był podobny do początku pontyfikatu – budował wspólnotę. Nie trwał jednak długo. Od początku z tym efektem walczono, a szczytem obrzydzania posługi Jana Pawła II były ostatnie lata.
Ostatnie tygodnie przyniosły jednak kolejne świadectwo, jak bardzo nasze i europejskie elity uwiera nauczanie Ojca Świętego. Oto w trakcie europejskiej konferencji na temat bezpieczeństwa, która w lutym odbyła się w Monachium, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych przywołał słynne zdanie Jana Pawła II z roku 1978: „Nie lękajcie się”. Dalsza, niezacytowana część brzmiała: „otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju!”. I co po tym? Widać było niezadowolenie dziennikarzy, polityków i całej reszty permisywnych europejskich „elit”, do których zaliczyć należy i polskie władze. Smutne to, choć fakt, że papieskie słowa inspirują wiceprezydenta światowego mocarstwa, który najwyraźniej w nosie ma reakcje owych elit, sprawił, że trochę weselej mi się zrobiło. A co będzie dalej, to się zobaczy.

