Czy Wrocław jeszcze czyta?

We Wrocławiu wiele kultowych księgarń zniknęło, ustępując miejsca gastronomii.

PAWEŁ SKRZYWANEK

Wrocław

Wrocławska Księgarnia Archidiecezjalna
znajduje się tuż obok katedry św. Jana Chrzciciela

FOT. MACIEJ MAZURKIEWICZ / WKA

Często po ukazaniu się danych o czytelnictwie w Polsce, publikowanych przez Bibliotekę Narodową, wybucha w mediach dyskusja: „Dlaczego nie czytamy książek?”. Przyznam, że materiał z 2023 r. jest bardzo ciekawy. O 9 punktów procentowych, do 43 proc. wzrosła liczba osób, które przeczytały choć jedną książkę. Niestety 57 proc. Polaków powyżej 15. roku życia nie przeczytało żadnej książki. Nie dziwi, że najwięcej czytają osoby uczące się. Czyta więcej kobiet niż mężczyzn, ale wzrósł odsetek mężczyzn, którzy sięgają po książkę. Martwi informacja, że mniej czytają ludzie starsi. To zastanawia – być może problemem jest dostęp do okulisty i możliwość zakupu okularów do czytania.
Trudno mi powiedzieć, czy liczba polskich czytelników jest wysoka na tle innych nacji. Podobno najwięcej czytają Skandynawowie. Kilka lat temu przysłuchiwałem się rozmowie Olgi Tokarczuk i Mariana Turskiego. Padła w niej ciekawa teza, że ze względu na cyfrową rewolucję za jakiś czas umiejętność samodzielnego czytania i pisania ze zrozumieniem będzie, jak przed wiekami, przywilejem nielicznych. Wiele razy zastanawiałem się nad tym – dość przewrotnie, ponieważ w miejscach przeczących tej tezie: na Wrocławskich Targach Dobrej Książki czy Festiwalu Góry Literatury. Tłumy miłośników książki zaprzeczały złowieszczym wizjom.
Kulturowa rola książki
Dane wskazują, że najwięcej, 48 proc., książek kupujemy sobie sami, a 29 proc. dostajemy w prezencie. To oznacza, że książki głównie kupujemy, dlaczego więc księgarnie nikną z przestrzeni miejskiej? Nie będę szukał odpowiedzi na to pytanie, pozostawię je fachowcom i analitykom, jednak chcę przypomnieć punkty we Wrocławiu, które przez dekady były miejscami kultowymi dla miłośników książki. W czasach mojej młodości książka była – jak obrazowo opisywał to były prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz – pierwiastkiem ziem rzadkich. Po książki stało się w kolejkach, zapisywało się na przedsprzedaże. Zakup niektórych tytułów był… lokatą kapitału. Na prezent z okazji komunii św. obok zegarka kupowało się encyklopedie i ważne słowniki. Choć niektóre pozycje wydawano w setkach tysięcy egzemplarzy, potrafiły zniknąć z półek księgarskich w kilka chwil.
Książka na Rynku
Na wrocławskim Rynku mieściło się niegdyś kilka księgarń. Na rogu ulic św. Mikołaja i Odrzańskiej znajdowały się dwie księgarnie, jednej z nich na pewno patronował Stefan Żeromski. Kilka kroków dalej obok biblioteki wojewódzkiej była księgarnia z wydawnictwami muzycznymi. Te miejsca ustąpiły dziś wrocławskiej gastronomii. Na zachodniej pierzei była księgarnia Wydawnictwa Ossolineum. Jej namiastka znajduje się dziś na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza.

Na południowej pierzei była… księgarnia radziecka. Warto przypomnieć jej kultowe znaczenie. Choć powstała jako element propagandowy i uznawana była za symbol komunistycznego serwilizmu, to paradoksalnie zaspokajała zupełnie inne potrzeby. Moje pokolenie, żyjące za żelazną kurtyną, poznawało świat głównie z książek. W 1989 r. po zmianach ustrojowych odzyskałem paszport i kiedy zwiedzałem Paryż, korzystałem z wiedzy z przeczytanych książek. Wspaniałe albumy o muzeach świata oraz pięknych miastach kupowało się właśnie w księgarni radzieckiej. W domowej bibliotece do dziś mam wiele wydawniczych rarytasów, to nic, że napisanych po rosyjsku. Był jeszcze jeden powód zaglądania do tej księgarni: jeżeli chcieliśmy zrobić komuś dowcip, kupowaliśmy mu dzieła… Lenina, ale nie na tomy, tylko na centymetry, aby się zmieściły na półce. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się centrum informacji turystycznej, znajdziemy tam trochę książek, głównie przewodników.
Zamknięte księgarnie
Nie ma już niestety wielkiej księgarni Polskiej Akademii Nauk, która mieściła się na pierwszym piętrze budynku na tyłach dzisiejszego Muzeum Miejskiego na pl. Wolności. Tam kupowałem w czasach studenckich akademickie podręczniki. W ostatnim czasie ustąpiła miejsca, także gastronomii, legendarna księgarnia im. Henryka Worcella przy ul. Świdnickiej. To było moje ulubione miejsce kupowania książek – blisko mojego domu, parafialnego kościoła i szkoły. Samego Henryka Worcella, a właściwie Tadeusza Kurtykę, pamiętam jeszcze ze spotkań literackich. Autor Zaklętych rewirów zmarł w 1982 r. i spoczywa na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu. Ze smutkiem wspominam, jak księgarnia Eureka na rogu ulic: Podwale, Piotra Skargi i ks. Hugona Kołłątaja, oddawała swoją powierzchnię sklepom z używaną odzieżą. Ostała się księgarnia pod Arkadami przy ul. Świdnickiej. Nie ma już księgarń uniwersyteckich przy gmachu głównym Uniwersytetu Wrocławskiego. W ich miejscu są klimatyczne, oblegane przez studentów i naukowców kawiarenki. Ostatnio zlikwidowano, powstałą już po 1989 r., księgarnię wydawnictwa PWN przy ul. Kuźniczej. Nie ma także sklepu z książkami w kamienicy vis-a-vis, należącej do wydawnictw dawnego stowarzyszenia PAX. Nie istnieje już legendarna księgarnia Wratislavia na pl. Legionów. Z dawnych księgarskich miejsc Wrocławia nadal czynna jest Wrocławska Księgarnia Archidiecezjalna tuż przy katedrze.
Tamte miejsca wspominam z sentymentem. Przypominają mi przede wszystkim czasy młodości. Nie ma ich już na mapie Wrocławia. Zapewne zmienił się rynek księgarski, kupujemy w sklepach wielkich księgarskich sieci lub przez internet, ale żal mi atmosfery dawnych księgarń i zapachu… książki.