MAŁŻEŃSTWO (NIE)DOSKONAŁE

Jesteśmy stworzeni do relacji

Samotność to problem społeczny, który w ostatnich dekadach stał się szczególnie
widoczny. Doświadczenie to jest jednak istotne w definiowaniu naszej własnej
tożsamości, co z kolei pozwala nam nawiązać pełne, zdrowe relacje z innymi.

ANNA I OLGIERD UNOLDOWIE

Wrocław

DEPOSITPHOTOS

W momencie pisania tych słów doświadczamy w Polsce już prawdziwej epidemii zachorowań na kolejne mutacje grypy i wirusa RSV. Chorują dosłownie wszyscy, w przedszkolach i żłobkach bywa, że obecnych jest jedna trzecia zapisanych dzieci, podobnie jest w szkołach, na uczelniach, w miejscach pracy. Naturalnym, co więcej zalecanym przez lekarzy, odruchem, poza braniem medykamentów, jest izolacja. By nie zarażać innych, by się nie zarazić. Natychmiast przypominają się, przecież całkiem niedawne, lata pandemii koronawirusa.
Izolacja, unikanie kontaktu, a w konsekwencji osłabianie relacji z drugim. Okazuje się, że pandemia tylko odsłoniła i wyostrzyła problem społeczny, którego początki można łączyć z pojawieniem się smartfonów. Problem na tyle poważny, że w niektórych krajach, jak w Japonii czy Wielkiej Brytanii, powołano odpowiednie departamenty. Mowa o… samotności. A próbując być bardziej precyzyjnym, o powszechnym już społecznie zjawisku osamotnienia. I nie chodzi tu wcale tylko o ludzi starszych. Według raportu opublikowanego w 2022 r. dzisiaj prawie 50 proc. młodych osób w Polsce doświadcza poczucia osamotnienia!
W pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że samotność jest z natury niepożądana. Niezwykle inspirująco mówił o samotności św. Jan Paweł II podczas swoich pierwszych katechez środowych, nazwanych później Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa. Na podstawie lektury Księgi Rodzaju wywodził wniosek, że dopiero dzięki doświadczaniu samotności, „pierwotnej samotności”, człowiek może odkryć własną tożsamość, odrębność od świata, który go otacza. To głębokie poczucie samotności pozwala człowiekowi stać się osobą zdolną do nawiązania relacji.

Więcej, to sam Bóg pomaga nam przekroczyć tę wpisaną w naszą naturę samotność, stawiając przed nami drugiego człowieka. Dopiero drugi człowiek może wzbudzić w nas okrzyk zachwytu, ten sam, który zabrzmiał w ustach Adama na widok Ewy: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” (Rdz 2, 23). Zadziwiające w tym kontekście jest spostrzeżenie Jana Pawła II, że tę odrębność komunikuje nam nasze ciało. Przez nasze ciało jesteśmy w stanie siebie określać.
Samotność zatem sama w sobie nie jest stanem niepożądanym, którego za wszelką cenę należy unikać. To raczej pewnego rodzaju zaproszenie do autorefleksji, początek drogi, której celem powinno być spotkanie z inną, tak samo jak ja odrębną osobą. Remedium na samotność, dodajmy świadomą i dobrze przeżytą, jest zdrowa relacja z drugim człowiekiem. Zdrowa, czyli szanująca jego wyjątkowość i odrębność, nienaruszająca jego granic, dająca wolność i wyrażająca się w pełnej dobrowolności. A jeżeli tak, to cóż dopiero mogą oznaczać słowa Pana Jezusa zapisane przez św. Marka: „Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem” (Mk 10, 6-7). Ta relacja z drugą osobą w małżeństwie, i tylko w małżeństwie, może stworzyć zupełnie nową jakość, niespotykaną nigdzie indziej w ludzkich relacjach. Jako małżonkowie jesteśmy wezwani, a w sakramencie małżeństwa uzdolnieni, do bycia „jednym ciałem”, do niezwykłej komunii osób, tak głębokiej i niepowtarzalnej, że aż służącej Apostołowi Narodów do zobrazowania komunii łączącej Chrystusa i Kościół (Ef 5, 32).
Nie bez przyczyny osoby żyjące w małżeństwie dwukrotne rzadziej doświadczają osamotnienia, w małżeństwie bowiem, a szerzej w rodzinie, mamy możliwość codziennego praktykowania relacji z „drugim ja”.