Z pamiętnika Pluszowego Mnicha
Gienek, Fryderyk i przebita opona
ILUSTRACJA MWM
Tego wieczoru Gienek był niespokojny. Chodził z kąta w kąt i wyglądał co chwila przez okno.
– Co tak biegasz, jak Szczęsny po polu karnym? – zapytał szop Fryderyk, odrywając wzrok od meczu Barcelony na ekranie.
– Denerwuję się! Już wieczór, a ksiądz Piotr jak pojechał z wizytą pierwszopiątkową do chorych rano, tak jeszcze nie wrócił.
– Gdyby coś się stało, to by przecież zadzwonił. – Szop próbował uspokoić kolegę.
– A co, jeśli zgubił telefon? Albo mu ukradli auto? A jeśli było tornado? Albo na sarnę najechał? – Mnich zaczął wyliczać nieszczęścia.
– A co, jeśli po prostu złapałem kapcia? – odezwał się ksiądz Piotr, stając w drzwiach.
– Kapcia? To ksiądz w kapciach do chorych pojechał? – zdziwił się Freddy.
– Nareszcie! Proszę księdza, tak się martwiliśmy! – zawołał z wyrzutem w głosie Gienek.
– Ja się nie martwiłem. On to, proszę księdza, się tak martwił, że aż się zamartwiał. Był tak zmartwiony, że aż martwy. Tylko że zamiast być martwym i leżeć, to chodził, więc nic nie rozumiem. Co z tymi pantoflami w końcu? – Widać było, że szop też był zdenerwowany, tylko nie chciał się przyznać.
– Nie pantofle tylko kapeć, czyli po prostu przebiłem oponę w samochodzie. Gwóźdź musiał leżeć na drodze czy jak… Kiedy wychodziłem od ostatniej chorej, to zobaczyłem, że powietrze całkiem zeszło, więc musiałem zmienić koło na zapasowe i pojechać do wulkanizatora, żeby naprawił oponę. Na szczęście pan Jacek z osiedla ma warsztat i akurat kończył inną robotę, dlatego szybko poszło – wytłumaczył spokojnie ksiądz.
– A to nie wystarczyło napompować, gdy powietrze zeszło? Przecież kupiliśmy ostatnio taką pompkę, która jest w bagażniku – zapytał Freddy.
– No co ty! – wtrącił się Gienek. – Nie wystarczyłoby, bo przecież była dziura i znowu by zeszło powietrze.
– Wtedy znowu by się napompowało. – Szop wzruszył łapkami.
– Ale przecież jest dziura! – krzyknął z oburzeniem Gienek.
– To trzeba napompować – odkrzyknął Freddy.
I awantura mogłaby się zacząć na dobre, gdyby ksiądz Piotr nie zatrzymał całej dyskusji.
– Ejże, ejże! Rozumiem, że obaj się martwiliście i że teraz już jest wszystko w porządku, ale to nie powód, by się kłócić. Wszystko ci, Fryderyku, wytłumaczę.
Siedli więc spokojnie przy stole, a ksiądz za pomocą rysunków szybko wyjaśnił, na czym polegał problem z przebitą oponą i koniecznością naprawy.
– Gdybyśmy zostawili dziurę, to pompowanie na nic by się nie zdało, ponieważ powietrze nadal uciekałoby przez otwór. Cały wysiłek nie przynosiłby żadnego efektu. To tak, jakbyś chciał nalać wody do wanny, ale nie zatkałbyś jej korkiem. Dlatego trzeba, żeby pan wulkanizator załatał dziurę specjalną łatką, tak jak zatykamy korkiem odpływ w wannie.
– Aha! Rozumiem! – potwierdził wreszcie Fryderyk. – Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Ten pan Wielki Zator to kto to taki?
– Wulkanizator – roześmiał się ksiądz Piotr – to specjalista od napraw opon.
– Ten przykład z oponą przypomina mi taką historię z warunkami dobrej spowiedzi. – Gienek włączył się do rozmowy.
– O! A to ciekawe – zwrócił się do niego ksiądz. – Co masz na myśli?
– To trochę tak, jakbyśmy szli do spowiedzi, a nie chcieli niczego w naszym życiu zmienić i ani nie żałowali za grzechy, ani nie postanawiali poprawy. Pan Bóg daje nam łaskę przebaczenia, jak powietrze do opony, a tu nadal jest dziura naszego zatwardziałego działania, przez które cała łaska ucieka, więc to bez sensu – tłumaczył Gienek.
– Ciekawy przykład, choć łaska Pana Boga zawsze jest skuteczna i nigdy nie wiemy, jak w danym człowieku zadziała. Niemniej, rzeczywiście, to prawda, że taka postawa, gdy nie chcemy się nawracać i otworzyć się na działanie łaski Pana Boga, przypomina trochę taką przebitą oponę – skomentował wnioski Pluszowego Mnicha ksiądz Piotr.
– To teraz jeszcze tylko musimy wymyślić, jakie miejsce w tej historii o spowiedzi będzie miał pan Wielki Zator – zażartował Gienek.
KS. PIOTR NARKIEWICZ

