
PIOTR SUTOWICZ
Wrocław
Rysa na portrecie
Portret, który ma rysę, może być dalej ładny – nadaje mu ona swoistego uroku, ale może też szpecić osobę, którą przedstawia. Mnie tym razem chodzi o tę drugą opcję. Otóż w dniach 14–16 stycznia Wrocław był miejscem kolejnego, XXVIII Dnia Judaizmu w Kościele katolickim. Już tylko to, że w nazwie wydarzenia widnieje słowo „dzień”, a trwało ono trzy dni, świadczy o tym, że było rozbudowane. Nic w tym złego. Rysa, którą ja niestety dostrzegam, dotyczy tego, że w ciągu tych dni, szczególnie jeśli chodzi o część konferencyjną, w dużym stopniu zaprzepaszczono szansę. Otóż w wydarzeniu było zbyt mało tego, co w jego nazwie widnieje, czyli judaizmu, za to strasznie dużo… antysemityzmu. Tak. Dowiedziałem się dużo o antysemityzmie w historii, kulturze, sztuce, a nawet liturgii. Do niektórych tez zupełnie nie potrafię się odnieść, nie jestem teologiem, ale choćby z tego powodu pewne rzeczy nie powinny były padać na forum publicznym. Mam wątpliwości co do tego, jaką wartość z tego przedsięwzięcia wyniosła młodzież licealna, która obecna była dość licznie.
Dużym zgrzytem dla mnie była treść listu Ambasadora Izraela w Polsce, odczytanego na początku sympozjum. Wyraził on żal z powodu niemożności pojawienia się na spotkaniu, pozdrowił zgromadzonych, przypomniał zasługi ludzi Kościoła ratujących Żydów w okresie II wojny światowej, choć ten wątek jakoś się „zgubił” w dalszej części spotkania, podziękował polskiemu Kościołowi za reakcję na wydarzenia z października 2023 r., czyli na atak Hamasu na Izrael, a następnie gładko przeszedł do całkowicie politycznej kwestii: „Wspieranie Izraela i jego przywódców, którzy bronią nie tylko żydowskiego państwa, ale i naszej wspólnej cywilizacji, jest aktem zdrowego rozsądku i przyzwoitości. Należy też stanowczo potępić wszelkie próby stawiania na równi Izraela, który walczy o ochronę swoich obywateli, z tymi, którzy dążą do jego zniszczenia”. Nie roztrząsam tu tego, czy te zdania są prawdziwe, czy fałszywe. Natomiast nie uważam za wskazane mieszanie spraw ściśle politycznych z religijnymi. Rzecz tak sformułowana świadczy o tym, że ktoś na poziomie polityki zrównuje Dzień Judaizmu w Kościele z… Dniem Przyjaźni Polsko-Izraelskiej (w rozumieniu państwa Izrael). Mamy więc do czynienia z pomieszaniem pojęć, co prowadzi nie do zbliżenia i wzajemnego zrozumienia, a jedynie do zamętu.
Chciałbym, żeby Dzień Judaizmu był wykorzystany do tego, by promować wiedzę o judaizmie. Mógłby też w jego ramach być blok historyczny, z którego dowiedziałbym się czegoś o kulturze Żydów polskich, w większości wymordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Może też, skoro o dialogu mowa, dobrze byłoby pokazać wkład obywateli polskich pochodzenia żydowskiego w polską kulturę, ale tego jakoś nikt nie chce podjąć. Wszystko pożarł „antysemityzm” i polityka. Po prostu szkoda.

