Horyzont nadziei

O Bogu w Auschwitz,
końcu pewnej epoki
i przebaczeniu
z ks. dr. Manfredem
Deselaersem,
niemieckim duszpasterzem
w Centrum Dialogu
i Modlitwy w Oświęcimiu,
rozmawia

EWELINA GŁADYSZ

Wrocław

Ksiądz Manfred Deselaers, Duszpasterz na Zagranicę Konferencji Episkopatu Niemiec
w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, na terenie obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau

MAREK PIEKARA/GOŚĆ NIEDZIELNY

Ewelina Gładysz: Rozmawiamy kilka dni po głównych uroczystościach, które odbyły się z okazji 80. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Z perspektywy czasu, jak zdaniem Księdza zmienia się charakter tych wydarzeń?
Ksiądz Manfred Deselaers: Przyznam, że mam bardzo silne poczucie, iż pewna epoka się kończy. Epoka powojenna, epoka bezpośrednia. Na początku do Auschwitz przyjeżdżali przede wszystkim bliscy tych, którzy tu zmarli. Jednak powoli kończy się biograficzne znaczenie tego miejsca. Umierają ludzie, którzy przechowują bezpośrednią pamięć tych wydarzeń. Pozostają jeszcze ich bliscy i ci, którzy mogą o tym opowiedzieć z bezpośrednich przekazów. Ale w dłuższej perspektywie pozostaje nam lekcja, ostrzeżenie dla świata: Zobaczcie, coś takiego było możliwe, a to znaczy, że jest nadal możliwe, może się zdarzyć i na nas spoczywa odpowiedzialność, żeby to się nie powtórzyło.
W tym roku w Auschwitz przytoczono słowa byłego więźnia: „Nie chcę, aby moje dzieci, moje wnuki spotkał mój los”. 20 lat temu nikt z nas nie myślał, że to zagrożenie stoi wciąż na horyzoncie, jest realne. Dzisiaj niektórzy więźniowie z Auschwitz widzą, że ten los może się powtórzyć.
Mówimy o sytuacji na Ukrainie?
Nie tylko. Na świecie rośnie nacjonalizm, jest coraz mniej dialogu między narodami. Zamykamy się. Przyjmujemy postawę obronną.
Jak Ksiądz w tym kontekście widzi swoje zadanie na przestrzeni lat? Sens tego zadania, skoro mówimy, że nawet ci, którzy przeżyli dramat Auschwitz, nie są do końca pewni, czy udało się nam to „nigdy więcej”.
Są pewni, że się nie udało. Widzą, rozumieją, że wokół jest niebezpiecznie. Jednocześnie są tym bardziej przekonani, że trzeba o ten pokój walczyć. Z tej pamięci o Auschwitz, którą przechowujemy, musi nieustannie płynąć lekcja o szacunku i niepodważalnej godności każdego człowieka. Antysemityzm, ksenofobia, wojna. Być przeciwko to za mało. Musimy wiedzieć, czego chcemy, jakiego świata pragniemy.
Chciałbym, aby ludzie starali się wzajemnie zrozumieć, szanować, aby budowali mosty, by budowali świat wspólny, a nie świat bez „innych”. W tym kontekście ważny jest dla mnie cały kontekst religijny. Bóg stworzył nasz świat i choć brzmi to bardzo oczywiście, to Bóg wierzy, że świat ma możliwość istnienia. Nie jest więc tak, że świat nie ma przyszłości, lecz my mamy ogromną odpowiedzialność za niego. Z tym wiąże się też nasza wolność.
Wydaje się, że pytania o Boga w kontekście Auschwitz są zawsze pytaniami, które trudno i zadawać, i na nie odpowiadać…
Nie zgadzam się. Im dłużej tu jestem, tym prostsze wydają mi się odpowiedzi. Auschwitz był systemem budowanym na wizji człowieka bez Boga. Faszystowska ideologia zakładała, że człowiek jest wart tyle, na ile może być „użyty”. Jeśli nie może pracować lub służyć, to można go zniszczyć. Niektórych, np. Żydów, uważano wyłącznie za szkodniki, które należy zniszczyć. Ta wizja człowieka jest fałszywa. Każdy człowiek ma swoją niezbywalną godność, jest kochany przez Boga i powołany do miłości, niezależnie od swojej „wydajności” czy „funkcjonalności”.
Jak wygląda świat, który został zbudowany na podstawie fałszywej, faszystowskiej ideologii? Widzimy to tutaj, w Auschwitz.

Maksymilian Kolbe czy Edyta Stein to przykłady ludzi, którzy przylgnęli do Boga do końca, ale wielu, właśnie w Auschwitz, stawiało to dramatyczne pytanie: Gdzie jest Bóg?
W jednej z rozmów katolik, harcerz, który przeżył Auschwitz, stwierdził, że miłosiernego Boga w Auschwitz nie spotkał. Nie mogę mu powiedzieć, że się myli, że ja wiem lepiej, ale nadal mogę mówić o tym, w co ja wierzę.
To, że Bóg nie interweniował, nie oznacza jednak, że każdego, kto tam był, nie kocha. Niektórzy czuli to w sercu, ponieważ żyli wiarą w Boga przez całe życie. To obraz, który był w nich. Pamiętali słowa modlitwy, pamiętali słowa matki, która ich tej modlitwy nauczyła. O tym opowiadają mi i katolicy, i Żydzi. Na marginesie wspomnę, że w tej chwili jestem w kontakcie z ortodoksyjnymi Żydami, którzy zbierają świadectwa dotyczące przeżywania wiary w Auschwitz.
Auschwitz to nie wina Boga, to wina człowieka, wina zbrodniczej ideologii i konkretnych sprawców. Ale oczywiście są też takie świadectwa, że ludzie po Auschwitz nie potrafią wierzyć. Wtedy myślę, że tym bardziej sam siebie muszę nieustannie pytać: A ja? W co ja wierzę? I moja odpowiedź jest jedna: Bóg kocha każdego i każdego powołuje do miłości.
I właśnie takiego Boga spotkał Ksiądz w Auschwitz?
Tak. W ostatnich latach stało się czymś oczywistym, że podczas takich spotkań jak rocznica wyzwolenia w Auschwitz, podczas oficjalnych uroczystości państwowych na zakończenie odbywa się modlitwa. Wspólna. To jest możliwe i nikt tego już nie kwestionuje. Nie zrezygnujemy z tej modlitwy, ponieważ chcemy być neutralni. Od lat modlimy się we wzajemnym szacunku i w poczuciu, że tu chodzi o coś więcej niż my sami. Właśnie tutaj, w Auschwitz, trzeba ten Boski wymiar szanować i uobecniać. Wiara, że nie jesteśmy Bogu obojętni, to horyzont naszej nadziei.
Dla mnie pytaniem na dzisiaj nie jest pytanie, gdzie był Bóg, a pytanie, co ja mogę zrobić, by szanować godność każdego człowieka i budować świat, w którym ten wzajemny szacunek jest normalnością.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia: przebaczenia.
Bez niego nie ma możliwości, byśmy zbudowali lepszy świat. Potrzebna jest nasza gotowość na odnowienie relacji. W kwestii postawy następnych pokoleń sami więźniowie mówią, że nie chodzi o to, aby popaść w depresję czy żyć w paraliżującym poczuciu winy. Wy, młodzi, nie jesteście winni, ale jesteście odpowiedzialni. I to, o co do was apelujemy, o co was prosimy, to: budujcie lepszy świat oparty na wzajemnym szacunku. Wydaje się to bardzo proste, ale w konsekwencjach jest bardzo radykalne.

Papież Benedykt XVI podczas modlitwy pod Międzynarodowym Pomnikiem
Ofiar Obozu Auschwitz-Birkenau, 19 czerwca 2006 r.

MAREK PIEKARA/GOŚĆ NIEDZIELNY

W tym roku obchodzimy wiele ważnych rocznic: 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej, ale też 60. rocznicę wystosowania Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich, w którym padły znamienne słowa: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Jest to zatem rok, w którym na nowo musimy zapytać o kwestie pamięci, pozostającej w obszarze troski coraz to młodszych pokoleń. Czy młodzi potrzebują przyjeżdżać do Auschwitz?
Przyjeżdżać – tak. Być może też zapłakać, ale nie popaść w paraliżujący smutek. Nie ulec sile zła tego miejsca i nie tracić wiary. Powinni nieustannie zgłębiać prawdę o tym, że każde, dosłownie każde życie jest ważne. A potem pytać samych siebie: Co dobrego mogę zrobić?
Pamięć oparta na prawdzie, przebaczeniu może być początkiem budowania pojednania, ale źle pielęgnowana może też być czymś, co to pojednanie uniemożliwia.
Jest taki rodzaj pamięci, która nigdy nie pozwoli zapomnieć, z którą do końca będziemy pielęgnować żal do świata. To pamięć o ranie, którą ktoś zadał, o jego grzechu, i ona prowadzi do zerwania więzi. Na zawsze. Jednak nasza chrześcijańska wizja świata jest inna. Bóg stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Oddał swoje życie za nas, grzeszników, za nasze odkupienie. Zatem jesteśmy powołani, by tego, kto nas skrzywdził, nie niszczyć, a nawrócić. Zbudować z nim nową relację, oczywiście opartą na prawdzie i sprawiedliwości.
Jak Ksiądz ocenia znaczenie Orędzia w kontekście procesu pojednania między naszymi narodami, polskim i niemieckim?
Pamiętajmy, że początkiem tego listu był sobór, na którym biskupi polscy i niemieccy spotkali się w Rzymie i rozmawiali ze sobą. Ten aspekt spotkania, rozmowy w cztery oczy, jest dla mnie szczególnie ważny. Potem był szereg oddolnych inicjatyw, m.in. pielgrzymka pokutna członków ruchu Pax Christi. Wszystko to pokazywało, że naszą relacją nie może być wieczna wrogość. Zatem Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich było owocem złożonego procesu dialogu i odwagi ludzi wiary.
W wieku 34 lat przyjechał Ksiądz do Auschwitz, by podjąć pracę na rzecz pojednania polsko-niemieckiego.
Dla mnie ta historia zaczyna się dużo wcześniej. Po maturze szukałem miejsca, gdzie mógłbym odbyć służbę zastępczą, zamiast pójść do wojska. Trafiłem na organizację Aktion Sühnezeichen– Friedensdienste (Akcja Znak Pokuty – Służba Pokoju), z którą po raz pierwszy przyjechałem do Auschwitz, aby przygotować się do pobytu w Izraelu. Tam spędziłem półtora roku, pracowałem z niepełnosprawnymi dziećmi, w domu opieki społecznej.
Jak Ksiądz pamięta ten pierwszy raz w Auschwitz?
Szok. Niedowierzanie. Zawsze wizyta w byłym obozie koncentracyjnym jest czymś trudnym, ale fakt, że Niemcy to zrobili, był dla mnie wyjątkowo ciężki.
Jednak tamta wizyta w Auschwitz miała jeszcze jeden ważny aspekt. Poznałem Polaków twarzą w twarz. Patrzyliśmy sobie w oczy. Dzisiaj myślę o tym z wdzięcznością. Także później spotkałem tak wielu ludzi gotowych budować nowe relacje. Przyjęli mnie z szacunkiem i otwartością.

Jednocześnie zaczynałem widzieć, jak wielka rana powstała między naszymi narodami. Zrozumiałem, że moim zadaniem jest być z ludźmi i to być ze świadomością, że jestem Niemcem związanym z tą historią.
Mieszkam w Oświęcimiu od 35 lat. Tutaj, ale też w Izraelu, doświadczyłem przede wszystkim wielkiej wdzięczności za moją pracę. Oznacza to, że jest w nas gotowość do budowania dobrych relacji. Jeśli drugi człowiek zna moje intencje, widzi, że szanuję jego historię i jego rany, jest to możliwe. Nigdy nie udaję, że jestem Niemcem, którego ta historia nie dotyczy. Ale to prawda, urodziłem się po wojnie. Żyję dzisiaj, nie wtedy. I zawsze chodzi o to dzisiaj, o jutro. Działam ze świadomością o tym, co się stało wczoraj, w przeszłości, ale ta przeszłość już minęła. Moją odpowiedzialnością jest przyszłość.
Jakie wyzwania stoją przed nami w procesie budowania pojednania polsko-niemieckiego?
Gdy przyjechałem do Polski, nie znałem dobrze języka polskiego. Dużo czasu spędzałem na adoracji, na modlitwie. Dzisiaj myślę, że moim powołaniem jest rozeznawać, co jeszcze mogę zrobić dokładnie tu, gdzie jestem.
W historii mojego życia pojednanie polsko-niemieckie, pojednanie Manfreda z Polakami to już nie jest wyzwanie, to dar. Temat Auschwitz też nie jest wyzwaniem. Wszystkie pytania, które Pani dziś stawia, mam już w jakiś sposób przerobione. Wyzwaniem jest pytanie, co dalej. Ukraina, Rosja, Bliski Wschód. Znam tam wielu ludzi. Pytam sam siebie: Co mogę zrobić? Do czego woła mnie Bóg? W tym roku skończę 70 lat i formalnie przejdę na emeryturę. Muszę trochę odpocząć, ale nie czuję, że mogę usiąść. Gdzie mogę być narzędziem pokoju Pana Jezusa?
W ostatnim czasie był Ksiądz kilkukrotnie we Wrocławiu. Na mapie procesów pojednania mamy swoją szczególną rolę.
Rzeczywiście, ostatnio częściej odwiedzam Wrocław. Byłem na otwarciu Roku Jubileuszowego, na Dniach Judaizmu, gościłem też w Domu Edyty Stein. Ogromnie się cieszę, gdy widzę, że w porównaniu z tym, co było 20, 30 lat temu, Wrocław staje się miastem, które chce żyć pojednaniem. Otwartość, życzliwość i dialog tworzą kulturę miasta. Trudna historia II wojny światowej doprowadziła do wymiany populacji na Ziemiach Zachodnich. Widzę, jak z każdym kolejnym rokiem tożsamość, która jest złożona, skomplikowana, przestaje być problemem, a staje się darem, który zgłębiamy.
Pamiętam lata 90., gdy upadł komunizm. Pierwsze, co zrobiła ludność Dolnego Śląska, to zorganizowała Dni Kultury Lwowskiej. Dziś widzę, że nie trzeba unieważniać wątku historii niemieckiej na tych ziemiach. Spotykam we Wrocławiu ludzi, którzy są w końcu u siebie. Nie chodzą już w czyichś butach. To jest jak w Biblii – Nowy Testament buduje na Starym Testamencie. Nie uda się być Nowym Testamentem bez Starego.
Podczas rozmowy wspomniał Ksiądz, że znajduje się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu. Co Ksiądz widzi przez okno?
Widzę drzewa, ale wiem, że za tymi drzewami jest droga, a przy niej były obóz.

30. Marsz Żywych w byłym obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau, 12 kwietnia 2018 r.

ALINA ŚWIEŻY-SOBEL/GOŚĆ NIEDZIELNY