Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

Gienek, Fryderyk i odśnieżanie

ILUSTRACJA MWM

– Całkiem nieźle – stwierdził szop Fryderyk, przyglądając się odśnieżonej dróżce. – Jedyne dwie godziny pracy, a ścieżka jak nowa.
– Nie jestem pewny, czy to właściwe określenie, bo ścieżka raczej po prostu jest odśnieżona, a nie odnowiona, ale niech ci będzie – odpowiedział Gienek, ocierając pot z czoła. Mimo że było mniej więcej zero stopni, to spocił się przy odgarnianiu ciężkiego, mokrego śniegu.
– Tak mi się tylko powiedziało – zgodził się szybko Freddy. – Nie wiem tylko, skąd tyle śniegu w połowie lutego.
– Jak to: skąd? – zdziwił się mnich. – Z chmur przecież. W końcu mamy jeszcze ciągle zimę, a w zimie zwykle jest zimno i często pada śnieg.
– Właśnie dawno śniegu nie było. Bo na przykład Boże Narodzenie też niby jest w zimie, a śniegu nie było prawie wcale. A przecież to akurat w święta powinien padać śnieg, bo wtedy światełka na choince się ładniej odbijają. Teraz już dawno po świętach, a nawet i po feriach, dzieci wróciły do szkoły, a tu masz: zamieć stulecia.
– Powinien, nie powinien – sapnął Gienek. – Mówisz tak, jakby pogoda była zależna od tego, co my sobie ustalimy. Śnieg pada wtedy, kiedy przyjdzie na niego pora. Nie przesadzaj też, bo wcale aż tak dużo nie napadało, żeby to od razu zamiecią stulecia nazywać.
– Mówię tak na wypadek, gdyby w telewizji tak ogłosili – żeby było wiadomo, że ja pierwszy na to wpadłem – rzucił Freddy.
– Nie przejmuj się. To nie jest takie istotne. Ważniejsze jest to, że daliśmy radę wszystko odśnieżyć. Schody i ścieżka zabezpieczone, nikt nie powinien sobie krzywdy zrobić. – Gienek otrzepał ręce z piasku i soli, którymi posypywał miejsca najbardziej narażone na oblodzenie.
– A co, jeśli ktoś będzie specjalnie chciał komuś zrobić krzywdę? Na przykład głupi kawał?
– Nie mogę odpowiadać za to, jakimi pokusami Szatan kusi innych ludzi.

Na razie próbuję ogarnąć wszystko, żeby nie wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Jeśli ktoś chce być złośliwy, to oprócz prób przekonania niewiele można pomóc.
– Można zawsze się schować przed Szatanem do śniegu! – zaproponował szop.
– Co ty wygadujesz? – Gienka zatkało ze zdziwienia.
– No jak to? – Freddy nie krył zdziwienia. – Skoro Szatan żyje w piekle, a w piekle jest gorący ogień, to znaczy, że on zimnego nie lubi. Jeśli się schowamy do śniegu, to po nas nie przyjdzie.
– Co za bzdury! Sam wymyśliłeś czy ktoś ci tak naopowiadał? – Pluszowy Mnich załamał ręce.
– Ja tylko tak logicznie chciałem… – zaczął się tłumaczyć Fryderyk.
– Gdyby tak było, to by znaczyło, że zimą ludzie mniej są kuszeni i mniej grzeszą.
– Tak. To jedna z głupszych idei, która mi ostatnio przyszła do głowy. W końcu Szatan jest złym duchem, a takim to warunki pogodowe nie przeszkadzają – przyznał szop.
– No właśnie. Diabeł się takimi rzeczami nie przejmuje. Święty Piotr mówi, że diabeł jak lew ryczący krąży, żeby kogoś porwać…
– No widzisz! Czyli jednak zależy od pogody, bo lwy żyją w ciepłych krajach! – Freddy próbował nowej linii dyskusji.
– Ale przecież ten przykład mówi o czymś innym! Święty Piotr pewnie sam widział, jak polują lwy, i dobrze wiedział, że one atakują zawsze najsłabsze zwierzę, które odejdzie od stada. Tak samo dla chrześcijanina ważne jest bycie we wspólnocie. Oddalanie się od Kościoła powoduje, że jesteśmy bardziej narażeni na pokusy i łatwiej popełniamy grzechy.
– Wiem. Tak tylko sobie żartuję! – Fryderyk szybko się wycofał.
– Skończyliście już tę dyskusję? – zawołał ksiądz przez otwarte okno. – Bo jeszcze jest dużo do roboty, a widzę, że jakoś tak bezproduktywnie mija wam czas.
– Już idziemy! – zawołali obaj i pobiegli na plebanię.

KS. PIOTR NARKIEWICZ