Zmartwychwstała. Drugie życie Notre-Dame de Paris

Po niszczycielskim pożarze przywrócono do kultu oraz dla ruchu turystycznego jeden
z symboli minionych czasów. Katedra NMP w Paryżu znów jest otwarta.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA

Zielona Góra

Przy odbudowie katedry Notre Dame zjednoczyło się tysiące ludzie na całym świecie

DEPOSITPHOTOS

Powodów tak ogromnego zainteresowania ponownym otwarciem katedry Notre-Dame de Paris, czyli katedry Najświętszej Maryi Panny w Paryżu, jest wiele. Ta świątynia to nie tylko katedra arcybiskupa Paryża, matka wszystkich kościołów diecezji, lecz także symbol Paryża, a nawet całej Francji, by nie powiedzieć – chrześcijańskich korzeni cywilizacji europejskiej, a na pewno jej średniowiecznej świetności. 8 grudnia 2024 r. zaczęło się jej drugie życie.
Jedno pragnienie
Budowa katedry trwała około dwustu lat, a początki jej wznoszenia to druga połowa XII w. W piosence zatytułowanej Czas katedr ze znanego musicalu Notre-Dame de Paris jeden z bohaterów tak śpiewa o tamtym czasie: „Człowiek chciał wznieść się ku gwiazdom / zapisać swoją historię / w szkle lub w kamieniu”. Kremowe bloki piaskowca i kolorowe szkła witraży francuskich gotyckich katedr na kilka wieków wyznaczyły religijny, duchowy i kulturowy kierunek życia człowieka. Życie religijne kwitło. W ciągu trzech wieków w samej tylko Francji wzniesiono osiemdziesiąt katedr, pięćset wielkich kościołów i tysiące kościołów parafialnych. Jak się oblicza, w Europie Zachodniej w późnym średniowieczu jeden kościół przypadał średnio na dwustu mieszkańców. Świątynia była prawdziwym centrum każdej społeczności.
Ze współczesnej perspektywy ten czas można by nazwać szalonym. Ludzie bowiem ogarnięci byli jednym pragnieniem: jak najgodniej uwielbić Boga. To właśnie z tego niepohamowanego pragnienia zrodziła się rywalizacja między budowniczymi francuskich katedr, która prowokowała do coraz śmielszych rozwiązań architektonicznych i oryginalnych konstrukcji. Każda następna miała być wyższa od poprzedniej. Po paryskiej Notre Dame przyszedł czas na katedrę w Chartres, potem na tę w Reims, Amiens czy nieskończoną nigdy katedrę w Beauvais.
Braterstwo budowniczych
Współczesne wyspecjalizowane technologie budowlane sprawiają, że nie potrzeba już takiego nadludzkiego wysiłku i pospolitego zaangażowania ludzi i zwierząt. Ale ten wysiłek miał nie tylko wymiar praktyczny – wszak bez pracy tysięcy rąk nie dałoby się zbudować katedry – ale także wspólnototwórczy. Jak to słowami swego bohatera wyraził Antoine de Saint-Exupéry w Twierdzy: „Każ im budować razem wieżę, a uczynisz z nich braci”. To stwierdzenie nie tylko nie straciło na aktualności, lecz także nabrało nowego znaczenia podczas odbudowy katedry Notre Dame po pożarze z 15 kwietnia 2019 r. Przy remoncie współpracowało ze sobą ponad 2 tys. specjalistów i rzemieślników z różnych dziedzin. Oblicza się, że pieniądze na odbudowę katedry wpłaciło ponad 340 tys. osób z ponad 150 krajów.
Francuska idea braterstwa (fraternité) nabrała nowego znaczenia. 7 grudnia, podczas otwarcia katedry, prezydent Francji Emmanuel Macron w przemówieniu wygłoszonym przed liturgią mówił: „Braterstwo tych, którzy wpłacali datki na każdym kontynencie, [ludzi] z każdej religii i każdej fortuny. Zjednoczeni nadzieją i zjednoczeni w tych murach. Braterstwo czeladników, praktykantów i wszystkich zawodów, tutaj razem. […] Braterstwo monterów rusztowań, operatorów dźwigów, techników dostępu linowego, elektryków, leśników, drwali, traczy, cieśli i stolarzy.

Pożar katedry Notre Dame w Paryżu (w kwietniu 2019 r.),
widziany z Wyspy Świętego Ludwika

CANGADOBA/ WIKIMEDIA COMMONS CC BY 4.0

A ponadto ebeniści, posadzkarze, dekarze, odlewnicy, kowale, ślusarze, kotlarze, świecznikarze, kamieniarze i murarze, rzeźbiarze, konserwatorzy rzeźb i obrazów, mistrzowie witrażyści, organmistrzowie i lutnicy, archeolodzy, inżynierowie, naukowcy różnych dziedzin, historycy, kuratorzy, dyrektorzy artystyczni, architekci i wiele innych zawodów. Tak, ci mężczyźni i kobiety […] są częścią łańcucha tych, którzy od XIII wieku budowali katedrę”.
A jak nie wspomnieć strażaków, którzy z narażeniem życia ratowali katedrę przed całkowitym zniszczeniem na skutek rozprzestrzeniającego się pożaru? I nie uznać za znak Opatrzności, że tej nocy nikt nie zginął? Jak mówił prezydent, byli wspierani przez ludzi różnych narodów i religii, którzy modlili się tej nocy przed francuskimi ambasadami „od Rzymu po Moskwę”. I choć – jak mówił Macron – pożar Notre Dame przypomniał nam wszystkim, że „nasze katedry są śmiertelne”, to przecież – jak pokazuje najnowsza historia – „czas katedr” się nie skończył.
Historia intymna
Notre Dame mówiła przez wieki bardzo różnymi językami: liturgią, sakralnym pięknem, literaturą, a nawet popkulturą. Nikt sobie dzisiaj już nie wyobraża jej kształtu bez oczywistego skojarzenia z dziejami nieszczęśliwej miłości nieurodziwego dzwonnika Quasimodo do pięknej Esmeraldy, historii opisanej w powieści Katedra Marii Panny w Paryżu. „Nie śnił – pisał Victor Hugo o swoim bohaterze – o innych grzędach niż witraże zawsze w kwiatach, o innym cieniu niż cień kamiennego listowia, które wyrastało, bujne i pełne ptaków, z kęp saksońskich kapiteli, o innych górach niż gigantyczne wieże kościoła, o innym oceanie niż Paryż szumiący u ich stóp”.
Historia katedry to także trwający wykład o człowieczeństwie. Mało kto wie, że w średniowieczu kościoły były nie tylko domem Boga, ale także domem człowieka, zwłaszcza tego najuboższego. Jak zauważa Cesare Marchi w książce Wielkie katedry, wielcy grzesznicy, „Przez długi czas paryscy żebracy, nie mając dokąd się udać, spali w Notre Dame i w 1428 roku księża nieźle się natrudzili przekonując ich, by przynajmniej trzymali się z dala od ołtarza głównego. […] Przyjmując pod swój dach na przemian włóczęgów i możnych, Notre Dame oglądała przechodzącą pod swymi arkadami, podczas małżeństw, chrztów i pogrzebów, całą historię Francji”.
Wśród tych wydarzeń były nie tylko te wielkie, jak koronacja Napoleona czy sprowadzenie relikwii Korony Cierniowej, lecz także historie intymne. Znamy tylko jedno poświadczone nawrócenie – francuskiego poety Paula Claudela, który to właśnie tam nawrócił się, słuchając w 1866 r. podczas bożonarodzeniowych nieszporów łacińskiego hymnu Magnificat. Dwadzieścia pięć lat później, pod datą 6 stycznia 1915 r., Claudel tak opisał to wydarzenie w Dziennikach: „[…] w momencie mojego nawrócenia spotkałem w Notre-Dame wysokiego żebraka o długiej siwej brodzie, który modląc się w kącie na klęczkach padał plackiem i całował ziemię […]. Niedawno spotkałem znów żebraka dokładnie takiego samego, ta sama siwa broda, to samo padanie. I tak zapewne się dzieje od czasu, jak zbudowano Kościół”.
Nie dotarłem do oryginału francuskiego i nie wiem, na ile ta wielka litera w słowie „Kościół” jest uzasadniona. Przypuszczam, że poeta myślał raczej o świątyni, o katedrze, a nie o Kościele jako instytucji. O Claudelu Macron powiedział, że „pochylony u stóp filaru, powrócił do nadziei pewnego grudniowego wieczoru 1886 r.”. Historia tej katedry nie dzieje się tylko przy ołtarzu – nowym ołtarzu, konsekrowanym przez abp. Laurenta Urlicha 8 grudnia 2024 r. – przy barokowej Piecie, która zamyka prezbiterium, ani też przy ocalałym z pożogi złotym krzyżu autorstwa Marca Couturiera. Ona dzieje się także – a może nawet przede wszystkim – gdzieś za filarami tego gotyckiego lasu, gdzie wciąż ktoś pada bądź się pochyla, odzyskując utraconą nadzieję. O Notre Dame czasami mówi się dzisiaj we Francji la Ressuscitée – Zmartwychwstała. I chodzi nie tylko o kamień, o szkło witraży. Katedra to coś więcej.