Wojna postu z karnawałem
„Dusza moja pragnie postu, ciało – karnawału!” – śpiewał
Jacek Kaczmarski, nawiązując do obrazu Bruegla. Ucieczka
od otaczającej nas konsumpcji to trudne wyzwanie, a jej
skrajne formy mogą nie być dla nas korzystne.
MAGDALENA ORAŃSKA
Wrocław
Wojna karnawału z postem,
Pieter Bruegel, 1559 r., olej na desce
WIKIMEDIA COMMONS
Potrzeba rozrywki odgrywa niezwykle istotną rolę w społeczeństwie, o czym przypomina maksyma panem et circenses (chleba i igrzysk), określająca potrzeby ludu. W trzeciej dekadzie XXI w. mamy niezliczoną ilość rozrywek na wyciągnięcie ręki, a mimo to jako społeczeństwo potrzebujemy więcej, więcej i więcej… Szukamy ilości, a nie jakości. Zamiast sięgnąć po ambitną powieść, bierzemy do ręki telefon i godzinami oglądamy krótkie filmiki. Zamiast zamówić u krawcowej idealną sukienkę, kupujemy kilkanaście ubrań na chińskim portalu, który codziennie dodaje kilkaset nowych produktów. Szukamy nowych źródeł dopaminy, a to, co znamy, staje się dla nas coraz mniej ekscytujące. Patologiczne zachowania w internecie stają się coraz mniej szokujące, gdy niezauważenie dla nas dochodzi do przesunięcia tzw. okna Overtona.
Nieustanny napływ treści
O nadmiarze konsumowanych treści – wtedy jeszcze głównie za pośrednictwem telewizji – pisał Neil Postman w 1985 r. w książce Zabawić się na śmierć, zwracając uwagę, że w morzu rozrywki społeczeństwom Zachodu brakuje czasu na refleksję i ciszę. Telewizję przedstawiał jako odmóżdżającą papkę, przeciwstawiając ją słowu pisanemu. Można podejmować polemikę z jego teoriami, lecz czy nie jest ciekawe, że w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2024 do finałowej dwudziestki dostało się hasło „brainrot” dotyczące konsumpcji za pośrednictwem mediów społecznościowych „treści wyłącznie rozrywkowych, wiralowych, memicznych, niemających określonego znaczenia i celu” przez narodzone niemal ćwierć wieku później pokolenie Alfa?
Dyskurs między maksymalizmem a minimalizmem trwa. Przebodźcowanie treściami z mediów społecznościowych i niemalże uzależnienie od korzystania z telefonu próbuje się leczyć za pomocą detoksu dopaminowego, czyli ograniczenia na okres około dwóch tygodni korzystania z elektroniki i mocno stymulujących rozrywek w nadziei, że nasz mózg stanie się bardziej wrażliwy na ten neuroprzekaźnik dający poczucie przyjemności. Ruch cyfrowego minimalizmu szuka nowoczesnych rozwiązań, które mogłyby w codziennym życiu zastąpić smartfony.
Nadmiar dóbr
Podobne trendy dotyczą oporu wobec hiperkonsumpcji i materializmu. Dla pokolenia milenialsów symbolem tego była m.in. Marie Kondo z książką Magia sprzątania, w której proponowała pozbycie się przedmiotów niedających nam „iskierki radości”. Dla pokolenia Z był to deinfluencing czy popularny w drugiej połowie 2024 r. underconsumption core, czyli trend pokazywania w krótkich filmikach w sieci przedmiotów, które używane są od lat, mimo że można by wymienić je już na nowe. W środowiskach, gdzie promowane są postawy ekologiczne, silny był ruch zero waste, zachęcający do jak największego ograniczenia produkowanych śmieci – dla niektórych ideałem było zmieszczenie odpadów z całego roku w jednym szklanym słoiku.
Takie idee w ich ekstremalnym wydaniu łatwo sprowadzić do absurdu i pewnego rodzaju ekstremizmu. Przyjęcie minimalistycznej postawy często prowadziło do wymiany licznych posiadanych w domu przedmiotów na jeden, drogi, ale o minimalistycznej estetyce. Osoby chwalące się ciągłym korzystaniem ze starego przedmiotu krytykowane są, że w tle ich filmu widać kilkanaście par spodni. Aspiracje do działań zero waste uznawane bywają za przesadę albo zadaje się pytanie: „A co w tym dziwnego, że staram się kompostować swoje resztki w celu użyźnienia ogródka i używam toreb bawełnianych? Przecież to normalne”. Każde wychylenie wahadła prowadzi do odbicia go w drugą stronę.
Poszukiwanie równowagi
W świecie, w którym większość chce być częścią jakiejś społeczności, jednocześnie nie stając się nijakim, łatwo o radykalizację. Poszukiwanie tożsamości często prowadzi do czynienia z naszego nowego stanowiska czy hobby niemalże stylu życia, który determinuje każdy ruch i każdą decyzję. Stąd już blisko do skrajności, a te oznaczają, że łatwo nas złapać na niespójności czy hipokryzji. I nie jest to też zjawisko nowe – dość przypomnieć XVIII-wieczne zachwyty nad prostotą i sielankowością wsi, które zainspirowały królową Marię Antoninę do zainicjowania budowy luksusowej wioski Hameau de la Reine w pobliżu Wersalu, gdzie wraz z damami dworu przebierała się w muślinowe sukienki i udawała pasterkę. Te sprzeczności i rozdarcie ukazuje XVI-wieczny obraz Pietera Bruegla starszego Wojna karnawału z postem. Na pierwszym planie w parodii pojedynku na kopie stają w szranki personifikacje Karnawału i Postu. Siedzący na beczce grubas z rożnem w ręce, za którym widać ludzi tańczących i z rękami pełnymi jedzenia, pokazuje poszukiwanie radości bez okiełznania i refleksji o celu życia. Przeciwstawiony mu wychudzony mnich symbolizuje średniowieczny ascetyzm i wyrzeczenia w dążeniu do zbawienia, w których też nierzadko wiele było hipokryzji i faryzejstwa. Czy da się jednak znaleźć między zabawą i przyjemnością a ukierunkowaniem na wyższe cele balans, który zwykła osoba da radę utrzymać? Zabawa, jak pisał w 1938 r. Johan Huizinga, jest podstawową potrzebą człowieka i mimo że „jest zajęciem duchowym, nie ma, jako taka, żadnej funkcji moralnej, nie jest ani cnotą, ani grzechem”. Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do zbawienia, dlatego próbując znaleźć swój punkt równowagi, będziemy się odsuwać od niepohamowanego poszukiwania przyjemności. Nie powinniśmy być jednak smutasami. Jak pisze papież Franciszek w adhortacji Evangelii gaudium: „Przeżywamy radość pośród drobnych spraw życia codziennego, jako odpowiedź na serdeczną zachętę Boga, naszego Ojca: «Dziecko, stosownie do swej zamożności, troszcz się o siebie […]. Nie pozbawiaj się dnia szczęśliwego » (Syr 14, 11.14)” (nr 4).

