
PIOTR SUTOWICZ
Wrocław
Trudne rocznice
Równo 80 lat temu, 16 lutego 1945 r., nastąpiło całkowite okrążenie niemieckiego Breslau przez wojska I Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej. Możemy przyjąć, że był to początek obrony Festung Breslau, chociaż oczywiście walki o miasto zaczęły się kilka tygodni wcześniej. Oblężenie poprzedzone było chaotycznymi działaniami władz niemieckich, w tym nieprzemyślaną ewakuacją ludności cywilnej, realizowaną od 20 stycznia pomimo mroźnej zimy – historycy szacują, że w trakcie tej akcji zmarło ok. 90 tys. osób.
Miasto broniło się do 6 maja 1945 r. Po tej dacie zaczęła się zupełnie nowa historia polskiego już Wrocławia – miasta, które nie może odciąć się od dziedzictwa historycznego, kulturowego czy architektonicznego, ale jednak nie jest tym, czym było wcześniej.
To jest dla nas, żyjących tutaj, dość trudna sprawa. Samo oblężenie i zniszczenie miasta to suma wydarzeń, w których Polacy nie uczestniczyli z wyjątkiem więźniów obozów koncentracyjnych zorganizowanych w mieście i ewentualnie tych, którzy pod przymusem lub w wyniku innych okoliczności służyli w Wehrmachcie i brali udział w walkach. Znam kilka takich przypadków, ale to jest margines. Tak czy inaczej, to nie my jako naród odpowiadamy za śmierć, która tu miała miejsce, i za zniszczenie infrastruktury. To nie polskie samoloty bombardowały miasto, w tym katedrę, ale to Polacy ją odbudowali, tak jak inne zabytki. Wrocław w nowej rzeczywistości to praca tysięcy ludzi, którzy po 1945 r. miasto tworzyli. To np. historycy, którzy – czasami może zbyt nachalnie – przypominali przez kilkadziesiąt lat, że na tej ziemi nie żyli tylko Niemcy, że polskie życie toczyło się w mieście, i szerzej na Dolnym Śląsku, przez całą jego historię. Do dziś wrocławianie przechodzą np. obok kościoła pw. św. Marcina z wmurowaną tablicą przypominającą
Pięć prawd Polaków spod znaku Rodła – do 17 września 1939 r. w tym kościółku Polacy gromadzili się na cotygodniową Mszę św. Posiadam nagranie z roku bodajże 1935, na którym polski chór śpiewa suplikację. Po co to wszystko? Ano, żeby trochę zastanowić się nad tym naszym wrocławskim, polskim dziedzictwem, przy okazji 80. rocznicy końca dominacji niemieckiej w mieście przemyśleć to, co jest naszym dziedzictwem kulturalnym i historycznym, co pokazujemy jako dziedzictwo tych, którzy tu byli przed nami, choć ich związki z polskością są, powiedzmy, dalekie lub żadne, i żeby powiedzieć wprost, że z niektórymi z faktów i procesów, które tu miały miejsce w historii, nie łączy nas nic. Możemy się o nich uczyć w szkołach czy czytać książki, możemy o tym rozmawiać – trudno ignorować przeszłość ziemi, na której się żyje – ale ta warstwa na poziomie faktów musi być pozostawiona. Nie powinniśmy stawiać pomników ani obrońcom miasta, ani jego zdobywcom. To, że jedni i drudzy byli tu w 1945 r., znaczy, że byli.

